Kampania wkroczyła do mojego życia. W niedzielę przechodząc obok bramy kościoła przy Rydygiera, zaczepiły mnie dwie małolaty – 14, może 16 lat (więcej bym im nie dał) – i wręczyły mi ulotkę Richarda Henry’ego Czarneckiego. Najpierw pojawiła się myśl: „Jezu, kampania przed kościołem. Dawno już czegoś takiego nie widziałem”. Od razu chciałem złożyć ulotkę na pół, włożyć do kieszeni albo wyrzucić prędko do śmietnika.

Tak wygląda kandydat po praniu
Odwiódł mnie jednak od tego kredowy papier, delikatny i śliski, przyjemny w dotyku i dwa hasła: „Więcej dla Kujawsko-Pomorskiego”, „Najaktywniejszy polski europoseł”. Pierwszy ze sloganów widnieje na tle zarysu granic naszego województwa. Czyżby poseł zamierzał przesunąć granice? – to była moja pierwsza myśl, gdy ukradkiem studiowałem ulotkę w autobusie.
Tego samego dnia – ale po południu wybrałem się z córką na festyn osiedlowy. Obok jednego z przystanków stanęła tablica z plakatami wyborczymi „dwójki” na liście PiS – Przemysława Przybylskiego. Córka od razu zauważyła, że coś jest nie tak i tej tablicy jeszcze wczoraj tam nie było. Zapytała więc: – Co tutaj robi ten pan? Jak trzyletniemu dziecku wytłumaczyć, co to są wybory, europarlament itp., itd., by nie pojawiły się kolejne, jeszcze bardziej kłopotliwe pytania? Nie zastanawiając się, palnąłem więc: – Ten pan lubi, jak inni go oglądają. Podziałało. Nie było kolejnych pytań. Teraz staram się nie chodzić tą drogą z córką, ale ominąć słupy z kandydatami jest ciężko.
W poniedziałek na You Tube pojawił się spot Przemysława Przybylskiego. Muzyka w tle podobna do tej, jaką miał w orędziu prezydent RP. Kandydat prezentuje się na tle panoramy Starówki. Montaż „pierwsza klasa”. Kiedy padają słowa – „wielce szanowni państwo, nazywam się Przemysław Przybylski” – przed kamerą lata upierdliwa mucha lub nieznośny komar. Później słyszymy „w nadchodzących wyborach”, a widzimy kandydata, spacerującego ul. Szeroką, „będę ubiegać się o mandat do Parlamentu Europejskiego” i pojawia się falująca flaga UE. A potem kandydat wymawia słowa z literką „r” – „wiara, rodzina, patriotyzm”. Gdy pada słowo „rodzina” – pojawia się kandydat z żoną (to chyba park na Bydgoskim). W ramiona wpadają im dzieci. „Razem możemy uczynić wiele dobrego” – kandydat ściska dłoń Zbigniewowi Ziobrze. Zobaczcie sami.
Widziałem jeszcze plakaty trzech innych kandydatów: Richarda Henry’ego, Piotra Petrykowskiego („dwójka” PSL) i Marka Krzysztofa Kolasińskiego. Afisz drugiego z panów jakoś nie rzuca się w oczy. W otchłani mojej pamięci nie zachowały się nawet szczątki wrażeń. Wpadło mi jednak w oko hasło Kolasińskiego. Jeśli dobrze pamiętam brzmi ono tak: „Europoseł z Torunia”. Pamiętam też dobrze, że PO miała już również prezydenta Tuska i premiera z Krakowa. Zatrzymajmy się na chwilę przy Kolasińskim – „nowej twarzy Polski w Europie” – jak promuje się na swojej www. Na jego stronie pojawiło się kolejne wideo. „Wybory kojarzą się z plakatami, ulotkami i nachalną reklamą. W kampanii dr Kolasińskiego liczy się kreatywność. Dlatego publikujemy ten mały spot, który jest zupełnie inny niż normalne spoty wyborcze. Odrobina magii niech udzieli się wszystkim, a kary niech przepowiedzą przyszłość” (pisownia oryginalna) – czytamy na stronie. Zamiast „kary” powinno być oczywiście „karty”, bo w spocie można oglądać sztuczki karciane, w których na jednej z kart można podziwiać podobiznę kandydata. Nie o ten błąd mi jednak chodzi. Film trwa 2 minuty i 39 sekund (muzyka jest jak z kibla), jest nietypowy (to prawda), ale gdzie tu jest kreatywność i odrobina magii. Nuda. Nuda. Przeraźliwa nuda. Nieco bardziej dynamiczny – 16 sekund – jest spot, w którym „dwójka” PO tłumaczy, dlaczego kandyduje do europarlamentu. Wszystko za sprawą niepokornych brwi kandydata, które nadają szczególnej dramaturgii tej produkcji.
Swojego patrona ma również Konstanty Dombrowicz („trójka” PO). Kandydata promuje Radek Sikorski. „Pracowali razem w ministerstwach spraw zagranicznych i obrony narodowej” – panowie przechadzają się po Bydgoszczy (jeśli dobrze poznaję jest to bydgoska Wenecja). Co ciekawe, głównym bohaterem spotu nie jest Dombrowicz, a Sikorski. Jest oczywiście uścisk dłoni, ale kandydat w ogóle nie zabiera głosu. Jak można w kampanii dobrowolnie rezygnować z głosu? Jak głosować na tego, który nie zabiera głosu? (To oczywiście retoryczne pytania na poziomie przedszkolaka.)
Tadeusza Zwiefkę chwalą za to Hans-Gert Pöttering, przewodniczący Parlamentu Europejskiego i marszałek Piotr Całbecki. „Praca z Tadeuszem to zawsze była i nadal jest przyjemność” – wyznaje szef PE. Na końcu panowie ściskają dłonie. A w tle słychać sielską muzykę – harmonijka, gitara. Spokój? Doświadczenie? Zaufanie? Tydzień temu Zwiefka odwiedził rodzinną Tucholę. Dwudniowy pobyt był pracowity: Zwiefka wybrał się na krótki, sentymentalny spacer, spotkał się z wyborcami w biurze poselskim, potem odwiedził I LO, którego jest absolwentem, tam wziął udział w otwarciu orlika, kilka słów wspomnień, „tradycyjny upominek w postaci piłek i życzenia, by te piłki szybko się zużyły z zapewnieniem, iż zakupione zostaną nowe”, następnie rozmowy z burmistrzem Tucholi, starostą tucholskim i kolejna część dyżuru w biurze. Dzień później turniej żeńskich drużyn piłki nożnej szkół tucholskich – „poseł kibicował każdej z drużyn i z każdą z drużyn po wręczeniu ufundowanych przez siebie pucharów zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie, które dziewczęta wkleją do szkolnych kronik”. A potem „Spotkanie z VIP-em”, Uniwersytet III Wieku, gdzie wygłosił wykład. Oj, działo się.
Natomiast kandydaci SLD-UP prezentują się w TV SLD – to kanał na You Tube. Prawie bez zająknięcia swój program wykłada Anna Mackiewicz (trzecia na tej liście).
O sobie mówi też Jarosław Najberg („ósemka” SLD-UP). Kandydat ma też własne spoty. Pierwsze ujęcie: widzimy go w miasteczku uniwersyteckim UMK na Bielanach (absolwent i szef samorządu). Drugie ujęcie: siedzi przy biurku i przegląda papiery (radny i dyrektor w firmie reklamowej). Trzecie ujęcie: uścisk dłoni z Olejniczakiem (bo „znamy się z Jarkiem od wielu lat”). Czwarte ujęcie: rozsuwają się drzwi Urzędu Miasta i wychodzi z nich kandydat, który „walczy z przejawami nieudolności władz miasta”. Ma przenikliwy wzrok. Zaciśnięte usta. Przypomina postaci z filmów typu „Matrix”, „Terminator”. W tym momencie mogłyby paść słowa: „I’ll be back”. W kolejnych ujęciach kandydat zmienia się znów w radnego. Potem jest tatą, a w tle widać fontannę i zieleń. A na koniec hasło: „Jarosław Najberg – dla regionu bez spadochronu”.
Najberg ma też na stronie grę wyborczą “Zdemaskuj spadochroniarza”. Pytań jest kilkanaście. Dotyczą m.in. Tadeusza z Poznania, Ryszarda z Krakowa i Michała z Torunia. „Kogo trudniej spotkać?” Odpowiedzi: a) Yeti nad morzem, b) UFO w ogrodzie, c) Tadeusza Zwiefkę w Toruniu, d) Wiewiórkę w lesie. „Gdzie mają Toruń parlamentarzyści-spadochroniarze?” Odpowiedzi: a) w sercu, b) w głowie, c) w poważaniu, d) głęboko w… tam, gdzie słońce nie dochodzi. Odpowiadając poprawnie, na koniec wyświetlą się nam gratulacje, że zdemaskowaliśmy przynajmniej dwóch spadochroniarzy. Napiszę krótko: ten quiz jest na żenującym poziomie.
A dla tych, którzy cierpią na bezsenność, polecam spoty Petrykowskiego.