platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Kilka powyborczych odprysków

Strona Państwowej Komisji Wyborczej nas rozpieszcza. Można tam sobie podejrzeć wybory wzdłuż i wszerz. Brakuje na niej chyba tylko informacji, jak zagłosował pan X, a jak pani Y.

Jak zagłosowali moi sąsiedzi? Do urn mogło pójść 1886 osób. Frekwencja wyniosła 62 proc. Wygrał Komorowski (580 głosów). Drugie miejsce zajął Kaczyński – 313, a trzecie – Napieralski – 201. Co ciekawe, dwóch moich sąsiadów poparło Marka Jurka (tyle samo Bogusława Ziętka), siedmiu chciało, by prezydentem został Andrzej Lepper.

Jedziemy w miasto. Do obwodów w szpitalach i areszcie śledczym. W zakaźnym Komorowski i Kaczyński szli łeb w łeb – kolejno 16 do 15 wskazań; w psychiatrycznym – prezes PiS wygrał z marszałkiem Sejmu 11 do 9. W areszcie też nie było niespodzianki: 105 za Komorowskim, a tylko siedmiu – za Kaczyńskim.

A gdzie była najwyższa i najniższa frekwencja? Wysokie wyniki padły na Wrzosach (przedszkole Calineczka) – 78,9 proc., Chełmińskim (SP 3) – 71,1 proc, Koniuchach (zajezdnia MZK) – 69,9 proc., w Kaszczorku (SP 27) – 68,2 proc., na os. Młodych (klub Kameleon) – 68,1 proc. Które dzielnice są za Komorowskim? Najlepszy wynik na Wrzosach (kolejno Calineczka i ZS 9) – 62,9 proc. i 59,2 proc., w Kaszczorku (61,7 proc.). Najgorsze: na Skarpie (ZS 28) – 43,4 proc., Mokrem (ZSIŚ) – 43,5 proc. i Rudaku  – 43,65 proc.

Które dzielnice najbardziej kochają kandydata PiS? Rudak – 37,4 proc., Bydgoskie II (SP 11) – 37,1 proc., Rubinkowo (PM 3) – 35,7 proc. A gdzie Kaczyńskiemu nie ufają? Znów Kaszczorek – 19,6 proc., Starówka (Muzeum Etnograficzne) – 19,9 proc. i Wrzosy (Calineczka ) – 20,5 proc.

Najbardziej “czerwoną” dzielnicą jest… Podgórz (ZS 15) – 21,9 proc., Jakubskie (ZSOiT) – 21,4 proc. i Starówka (Szkoła Policealna Medyczna) – 18,3 proc. Napieralski nie ma co przyjeżdżać na Chełmińskie (ZSE) – 8 proc., os. Młodych (Gimnazjum 21) – 8,2 proc. i Wrzosy (ZS 9) – 9 proc.

(I kilka słów na marginesie. Kampanii wyborczej w Toruniu praktycznie nie ma i jakoś specjalnie na to nie narzekam. Kandydaci nie zerkają na nas jakoś natarczywie z każdego słupa, bilbordu, przystanku, ściany, transformatora, skrzyneczki do gazociągu… Jedyne “incydenty” to pozdzierane plakaty Kaczyńskiego z ul. Chełmińskiej. Wąsów jeszcze u nikogo nie widziałem. Te dzisiejsze plakaty mają się jednak nijak do tych z 1990 r. Miałem wtedy dziewięć lat i pamiętam doskonale jeden z plakatów Tadeusza Mazowieckiego, którym została oklejona jedna ze stacji transformatorowych na olsztyńskim Kormoranie. Plakat ocalał – kilka warstw wąsów, wyzwisk, śladów od zabłoconych piłek – do kolejnych wyborów w 1995 r. Tym razem puenty nie będzie.)

Młoda krew bardzo chce do Rady

Tym razem na tapetę wezmę niejakiego Jacka Kowalskiego (niestety w Google ciężko go znaleźć, bo to hasło ma ponad 38 tys. wyników), być może przyszłego radnego PiS. Otóż ten 28-letni „polityk” od października prowadzi bloga. Stawia sobie jeden cel: zasiąść w fotelu radnego po tegorocznych wyborach. Raczej mu się to nie uda.

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Kowalski bowiem nie ma nic do zaproponowania. Przy pierwszej wizycie na stronie niemal od razu kliknąłem na podstronę „Program”. A tam znalazłem tylko pedeefy z programem Prawa i Sprawiedliwości. Kowalski w ogóle nie pokusił się, by dodać cokolwiek od siebie. Dyskwalifikacja. Kontakt z Kowalskim jest możliwy, ale tylko za pomocą specjalnego formularza. Nie znajdziemy tam komórki, e-maila, gg, skype, nie ma linka do profilu w N-K, FB i w innych tego typu serwisach. Żałość.

Jedźmy dalej. Nudne i ograne jest również logo strony ze zdjęciem Kowalskiego zmontowanym z  panoramą Starówki. To tak oczywiste, że nie zamierzam ciągnąć tego wątku. Czas na galerię zdjęć. W kategorii „Polityka” nie mogło zabraknąć fotek z politycznymi tatusiami, mamusiami i mentorami np. Zbigniewem Girzyńskim (Kowalski promuje książkę posła-historyka na swojej stronie) i Nelly Rokitą, której ściska dłoń (bez rękawiczki). Jest plakat wyborczy z 2006 r., gdy Kowalski był „trójką” na liście PiS. Na hasło „Nie ma jak Kowalski” nabrało się 597 osób. „Uzyskany wynik (…) choć nie pozwolił mi uzyskać mandaty radnego, to jednak zmobilizował mnie do wzmożonej pracy, która mam nadzieję zaowocuje w przyszłości” – pisze o sobie Kowalski.

Są też prywatne fotki ze ślubu, pielgrzymek na Jasną Górę, wycieczek, z pomnikami m.in. kardynała Wyszyńskiego i marszałka Piłsudskiego. To oczywiście jasne sygnały dla wiadomego elektoratu. Myśl przewodnia strony Kowalskiego to: zasiąść w fotelu radnego i jak najwięcej dołożyć urzędującemu miłościwie Michałowi Zaleskiemu.

Bo odwiedzających na stronie wita też licznik. Możemy śledzić na żywo, ile czasu zostało do końca kadencji prezydenta Michała Zaleskiego. A pod tym modułem znajdziemy listę radnych, którzy głosowali za ostatnią podwyżką cen biletów ze wskazaniem, którzy zostali wybrani w okręgu nr 3, czyli okręgu Jacka Kowalskiego.

Przejdźmy do najciekawszej części tej strony „Mój komentarz”. Kowalski bije gdzie popadnie i w kogo popadnie. Na oślep. Wiesza psy na Owsiaku i WOŚP, premierze, pośle Palikocie (na myśl o nim i jego sztucznym penisie chce mu się wymiotować), Piesiewiczu (ma nudności, słuchając historii o aferze związanej z senatorem) oraz Niesiołowskim („mrowie przechodzi po plecach”), Jaruzelskim („zdrajca Polski”).

Dużo miejsca Kowalski poświęcił wojenkom radnych o bilety MZK. Zapowiedział nawet, że złoży obywatelski projekt uchwały obniżający ceny, jeśli wojewoda nie uchyli obowiązującej uchwały. Pełno tu populizmu: „budowa fontanny, która więcej działa niż działa, kosztowała nas 3,4 mln złotych. Wniosek nasuwa się jeden – gdyby nie szastano pieniędzmi na lewo i prawo to nie musielibyśmy teraz dopłacać do MZK”.

Wcześniej też pisał do ministra kultury, marszałka i prezydenta w sprawie spektaklu „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda”, podczas którego były palone pieniądze. Żądał – jako podatnik – wstrzymania dotacji dla teatru i wyciągnięcia wniosków dyscyplinarnych. I znów tani populizm: „W kraju, w którym panuje bezrobocie, ludzie bez środków do życia szukają jedzenia w śmietnikach, dzieci przychodzą głodne do szkół (…) tolerowanie tego typu zachowań w imię wolności sztuki jest wysoce naganne”.

Kowalski też skrupulatnie zamieszcza życzenia z okazji Bożego Narodzenia, 11 listopada (cytuje Mazurka Dąbrowskiego), Dnia Nauczyciela, Nowego Roku.

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Pominę tu błędy ortograficzne np. w pisowni „nie” z przymiotnikami w stopniu najwyższym. Ale naprawdę dziwnie wygląda słowo “podwyżka” w wykonaniu Kowalskiego. Pomijam już nazwę klubu prezydenckiego, która brzmi “Czas gospodarzy”.

Na koniec pytanie: Jaką wizję Torunia ma Kowalski? Co chciałby zrobić dla torunian? Co zmienić w mieście? Itp., itd. Na jego stronie nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania, dlatego też nie załączam do niej żadnego odnośnika.

Znów o kampanii ze szczyptą cynizmu

Kampania wkroczyła do mojego życia. W niedzielę przechodząc obok bramy kościoła przy Rydygiera, zaczepiły mnie dwie małolaty – 14, może 16 lat (więcej bym im nie dał) – i wręczyły mi ulotkę Richarda Henry’ego Czarneckiego. Najpierw pojawiła się myśl: „Jezu, kampania przed kościołem. Dawno już czegoś takiego nie widziałem”. Od razu chciałem złożyć ulotkę na pół, włożyć do kieszeni albo wyrzucić prędko do śmietnika.

Tak wygląda kandydat po praniu

Tak wygląda kandydat po praniu

Odwiódł mnie jednak od tego kredowy papier, delikatny i śliski, przyjemny w dotyku i dwa hasła: „Więcej dla Kujawsko-Pomorskiego”, „Najaktywniejszy polski europoseł”. Pierwszy ze sloganów widnieje na tle zarysu granic naszego województwa. Czyżby poseł zamierzał przesunąć granice? – to była moja pierwsza myśl, gdy ukradkiem studiowałem ulotkę w autobusie.

Tego samego dnia – ale po południu wybrałem się z córką na festyn osiedlowy. Obok jednego z przystanków stanęła tablica z plakatami wyborczymi „dwójki” na liście PiS – Przemysława Przybylskiego. Córka od razu zauważyła, że coś jest nie tak i tej tablicy jeszcze wczoraj tam nie było. Zapytała więc: – Co tutaj robi ten pan? Jak trzyletniemu dziecku wytłumaczyć, co to są wybory, europarlament itp., itd., by nie pojawiły się kolejne, jeszcze bardziej kłopotliwe pytania? Nie zastanawiając się, palnąłem więc: – Ten pan lubi, jak inni go oglądają. Podziałało. Nie było kolejnych pytań. Teraz staram się nie chodzić tą drogą z córką, ale ominąć słupy z kandydatami jest ciężko.

W poniedziałek na You Tube pojawił się spot Przemysława Przybylskiego. Muzyka w tle podobna do tej, jaką miał w orędziu prezydent RP. Kandydat prezentuje się na tle panoramy Starówki. Montaż „pierwsza klasa”. Kiedy padają słowa – „wielce szanowni państwo, nazywam się Przemysław Przybylski” – przed kamerą lata upierdliwa mucha lub nieznośny komar. Później słyszymy „w nadchodzących wyborach”, a widzimy kandydata, spacerującego ul. Szeroką, „będę ubiegać się o mandat do Parlamentu Europejskiego” i pojawia się falująca flaga UE. A potem kandydat wymawia słowa z literką „r” – „wiara, rodzina, patriotyzm”. Gdy pada słowo „rodzina” – pojawia się kandydat z żoną (to chyba park na Bydgoskim). W ramiona wpadają im dzieci. „Razem możemy uczynić wiele dobrego” – kandydat ściska dłoń Zbigniewowi Ziobrze. Zobaczcie sami.

YouTube Preview Image

Widziałem jeszcze plakaty trzech innych kandydatów: Richarda Henry’ego, Piotra Petrykowskiego („dwójka” PSL) i Marka Krzysztofa Kolasińskiego. Afisz drugiego z panów jakoś nie rzuca się w oczy. W otchłani mojej pamięci nie zachowały się nawet szczątki wrażeń. Wpadło mi jednak w oko hasło Kolasińskiego. Jeśli dobrze pamiętam brzmi ono tak: „Europoseł z Torunia”. Pamiętam też dobrze, że PO miała już również prezydenta Tuska i premiera z Krakowa. Zatrzymajmy się na chwilę przy Kolasińskim – „nowej twarzy Polski w Europie” – jak promuje się na swojej www. Na jego stronie pojawiło się kolejne wideo. „Wybory kojarzą się z plakatami, ulotkami i nachalną reklamą. W kampanii dr Kolasińskiego liczy się kreatywność. Dlatego publikujemy ten mały spot, który jest zupełnie inny niż normalne spoty wyborcze. Odrobina magii niech udzieli się wszystkim, a kary niech przepowiedzą przyszłość” (pisownia oryginalna) – czytamy na stronie. Zamiast „kary” powinno być oczywiście „karty”, bo w spocie można oglądać sztuczki karciane, w których na jednej z kart można podziwiać podobiznę kandydata. Nie o ten błąd mi jednak chodzi. Film trwa 2 minuty i 39 sekund (muzyka jest jak z kibla), jest nietypowy (to prawda), ale gdzie tu jest kreatywność i odrobina magii. Nuda. Nuda. Przeraźliwa nuda. Nieco bardziej dynamiczny – 16 sekund – jest spot, w którym „dwójka” PO tłumaczy, dlaczego kandyduje do europarlamentu. Wszystko za sprawą niepokornych brwi kandydata, które nadają szczególnej dramaturgii tej produkcji.

Swojego patrona ma również Konstanty Dombrowicz („trójka” PO). Kandydata promuje Radek Sikorski. „Pracowali razem w ministerstwach spraw zagranicznych i obrony narodowej” – panowie przechadzają się po Bydgoszczy (jeśli dobrze poznaję jest to bydgoska Wenecja). Co ciekawe, głównym bohaterem spotu nie jest Dombrowicz, a Sikorski. Jest oczywiście uścisk dłoni, ale kandydat w ogóle nie zabiera głosu. Jak można w kampanii dobrowolnie rezygnować z głosu? Jak głosować na tego, który nie zabiera głosu? (To oczywiście retoryczne pytania na poziomie przedszkolaka.)

Tadeusza Zwiefkę chwalą za to Hans-Gert Pöttering, przewodniczący Parlamentu Europejskiego i marszałek Piotr Całbecki. „Praca z Tadeuszem to zawsze była i nadal jest przyjemność” – wyznaje szef PE. Na końcu panowie ściskają dłonie. A w tle słychać sielską muzykę – harmonijka, gitara. Spokój? Doświadczenie? Zaufanie? Tydzień temu Zwiefka odwiedził rodzinną Tucholę. Dwudniowy pobyt był pracowity: Zwiefka wybrał się na krótki, sentymentalny spacer, spotkał się z wyborcami w biurze poselskim, potem odwiedził I LO, którego jest absolwentem, tam wziął udział w otwarciu orlika, kilka słów wspomnień, „tradycyjny upominek w postaci piłek i życzenia, by te piłki szybko się zużyły z zapewnieniem, iż zakupione zostaną nowe”, następnie rozmowy z burmistrzem Tucholi, starostą tucholskim i kolejna część dyżuru w biurze. Dzień później turniej żeńskich drużyn piłki nożnej szkół tucholskich – „poseł kibicował każdej z drużyn i z każdą z drużyn po wręczeniu ufundowanych przez siebie pucharów zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie, które dziewczęta wkleją do szkolnych kronik”. A potem „Spotkanie z VIP-em”, Uniwersytet III Wieku, gdzie wygłosił wykład. Oj, działo się.

Natomiast kandydaci SLD-UP prezentują się w TV SLD – to kanał na You Tube. Prawie bez zająknięcia swój program wykłada Anna Mackiewicz (trzecia na tej liście).

YouTube Preview Image

O sobie mówi też Jarosław Najberg („ósemka” SLD-UP). Kandydat ma też własne spoty. Pierwsze ujęcie: widzimy go w miasteczku uniwersyteckim UMK na Bielanach (absolwent i szef samorządu). Drugie ujęcie: siedzi przy biurku i przegląda papiery (radny i dyrektor w firmie reklamowej). Trzecie ujęcie: uścisk dłoni z Olejniczakiem (bo „znamy się z Jarkiem od wielu lat”). Czwarte ujęcie: rozsuwają się drzwi Urzędu Miasta i wychodzi z nich kandydat, który „walczy z przejawami nieudolności władz miasta”. Ma przenikliwy wzrok. Zaciśnięte usta. Przypomina postaci z filmów typu „Matrix”, „Terminator”. W tym momencie mogłyby paść słowa: „I’ll be back”. W kolejnych ujęciach kandydat zmienia się znów w radnego. Potem jest tatą, a w tle widać fontannę i zieleń. A na koniec hasło: „Jarosław Najberg – dla regionu bez spadochronu”.

YouTube Preview Image

Najberg ma też na stronie grę wyborczą “Zdemaskuj spadochroniarza”. Pytań jest kilkanaście. Dotyczą m.in. Tadeusza z Poznania, Ryszarda z Krakowa i Michała z Torunia. „Kogo trudniej spotkać?” Odpowiedzi: a) Yeti nad morzem, b) UFO w ogrodzie, c) Tadeusza Zwiefkę w Toruniu, d) Wiewiórkę w lesie. „Gdzie mają Toruń parlamentarzyści-spadochroniarze?” Odpowiedzi: a) w sercu, b) w głowie, c) w poważaniu, d) głęboko w… tam, gdzie słońce nie dochodzi. Odpowiadając poprawnie, na koniec wyświetlą się nam gratulacje, że zdemaskowaliśmy przynajmniej dwóch spadochroniarzy. Napiszę krótko: ten quiz jest na żenującym poziomie.

A dla tych, którzy cierpią na bezsenność, polecam spoty Petrykowskiego.

YouTube Preview Image

Ciemne strony kandydatów

Niemrawa ta nasza kampania. Gdybym miał oddać głos, znając kandydatów do Parlamentu Europejskiego tylko z ich stron internetowych, to nie poszedłbym do urny. Nie wszyscy, a nawet zdecydowana większość, startujący założyli sobie witryny, a ci, którzy zdążyli już to zrobić, nie mają pomysłu na to, jak sprzedać się w wirtualnym świecie. Poniższy przegląd stron, które udało mi się znaleźć (a tego jest tyle co kot napłakał), jest bardzo subiektywny.

Na początek Anna Zofia Mackiewicz, „trójka” na liście SLD-UP. „(…) Uczniowie mówią o mnie „bigmama” (nie tylko z powodu mojego 188 cm wzrostu)” – pisze bydgoska radna. Mackiewicz interesuje się filmem i poezją… Oto próbka – fragment wiersza „Był kwiat”: „Nie pamiętam zalążka mego / Jeno wzrost powolny i walkę o przetrwanie / Nie pamiętam pierwszego kwiatu / Jeno smutek po opadłych płatkach (…) Nie pamiętam ziarna pierwszego / Jeno świadomość upływu czasu i bólu / Czekam na pierwszy kwiat i owoc z ziarna mego / Pełna buntu za przemijanie”.

euro

A co słychać u Eugeniusza Kłopotka? Ostatnią notkę do swojego bloga wkleił na początku roku. A na jego stronie poza biogramem nic ciekawego nie znajdziemy. Polityk pisze w nim: „Pięciokrotnie zdobywał medale na Igrzyskach Olimpijskich Sportowców Wiejskich, organizowanych w województwie od 1960 r., cyklicznie, co 4 lata. Na olimpiadzie Sydney 2000 w Świeciu zdobył złoty medal w wyciskaniu sztangielki o wadze 17,5 kg, podnosząc ją do góry lewą ręką 231 razy!”

Kandydaci stawiają też na multimedia. W wideo na swojej stronie Piotr Petrykowski („dwójka” na liście PSL) mówi: „Można byłoby powiedzieć, co człowiek ze srebrnymi włosami na skroniach może zaproponować młodym ludziom? Ale pamiętajcie i wy młodzi, i wy dorośli, że to tylko i wyłącznie dzięki doświadczeniu można zabiegać o to, by obecne i przyszłe pokolenia czuły się w pełni mieszkańcami tego regionu, naszego kraju i mieszkańcami wspólnej Europy”. Tona patosu i niekończące się CV.

Tadeusz Zwiefka zaznacza w biogramie na swojej www, że pracował w Telewizji Polskiej. Pewnie dlatego że mało kto kojarzy go z PE, a wciąż z TVP. Ostatnie newsy na jego stronie są sprzed tygodnia. Nuda, nuda, nuda. Witryna wygląda tak, jakby kampania jeszcze nie ruszyła. Nie znalazłem tam programu wyborczego – szczerze mówiąc straciłem cierpliwość już po kilku minutach wertowania.

Przyjrzymy się więc „dwójce” na liście PO. Witryna Marka Krzysztofa Kolasińskiego jest aktualizowana na bieżąco. Toruński kandydat prowadzi bloga, ale jest to bardziej sprawozdanie, gdzie pojechał, z kim rozmawiał i dokąd się wybiera. Internautów trzyma na dystans. O sobie pisze niewiele: „Dziś krótki wpis. Czuję w kościach nadciągającą chorobę, a na wylegiwanie się w łóżku nie mogę sobie pozwolić. Zobaczę co będzie jutro”. A może niedziela z Kolasińskim? Kandydat tego dnia weźmie udział w biegu „Po schodach” w Kaszczorku, potem pojedzie na „Majówkę Europejską” do Brodnicy, a stamtąd do Golubia-Dobrzynia na festyn. Atrakcje murowane.

Do strony Konstantego Dombrowicza na pierwszy rzut oka trudno się przyczepić. Po chwili jednak chce się ją wyłączyć. Brakuje mi tam jakiejkolwiek interaktywności, o kandydacie pisze się w osobie trzeciej – wygląda to trochę tak, jakby w ogóle nie zaglądał na tę stronę. Kandydat chowa się za parawanem rozbudowanego CV, misji, strategii i wizji. Wiem – to bez wątpienia powinno być pierwszoplanowe w kampanii, ale na strony kandydatów nie wchodzę tylko po to, by przeczytać sobie to samo, co drukują w ulotkach, ale także dowiedzieć się czegoś o nich.

Nad stroną Ryszarda Czarneckiego można by spędzić pewnie cały dzień. Pełno tu artykułów i reportaży europosła. Kandydat uzupełnia też na bieżąco wpisy do bloga. Jednak tłem witającego na stronie baneru z uśmiechniętym Czarneckim są obrazki z Wrocławia, a nie z Bydgoszczy, Torunia czy Chełmna. W ogóle jakoś podejrzanie mało można tu przeczytać o naszym regionie. Czy tak będzie również po wyborach?

I na koniec wielka prośba: jeśli znacie strony innych kandydatów, wklejajcie adresy w komentarzach.