platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Toruń w kilku odsłonach

Czy Anglik w Toruniu może się załapać na drugi papier toaletowy za 1 gr? Dlaczego okienka w toruńskim wydziale komunikacji otwartym do godz. 17 są już zamknięte o pół godziny wcześniej? I gdzie do cholery na Starówce dziecko może zrobić siusiu po godz. 18?

Scena nr 1

U nas na Rubinkowie to my Tesco mamy pod dostatkiem (źródło: mapy.google.pl)

Tesco przy ul. Rydygiera (nie powiem które, bo są dwa sklepy tej sieci przy Rydygiera). Godz. 20. Podchodzę do kasy. Kasjerka mnie szybko kasuje. Jakoś niezdarnie idzie mi pakowanie zakupów do plecaka, obserwuję więc kolejnego klienta. Wykłada szybko towary. Ruchy kasjerki są zgrabne. Bierze w rękę papier toaletowy i mówi cicho pod nosem: Proszę pana, dzisiaj mamy promocję, za drugi papier zapłaci pan tylko 1 gr.

Klient: – I don’t understand. Do you speak English?

Kasjerka: – Aha, to już nic.

Zacytujmy Wikipedię: „Tesco – największa brytyjska sieć hipermarketów, która ma swoje filie również w innych krajach”. Zupełnie nie mam żalu do pani kasjerki, że nie zna angielskiego. Szkoda mi tylko trochę tego Anglika, że nie dostał papieru za 1 gr. A tak poważnie: chętnie bym zaprosił prezesa Tesco do Torunia, aby na własne oczy obejrzał, jak wyglądają sklepy tej sieci w 777-letnim mieście. Jedna wielka prowizorka: łuszcząca się farba, odrapane ściany, skrzypiące drzwi, połamane płytki na podłogach i smutne kasjerki rysujące mangę w przerwie między jednym a drugim klientem.

Scena nr 2

Parking na pl. św. Katarzyny. Kwadrans po godz. 18. Środek tygodnia. Wybrałem się z rodziną na Starówkę. Córce zachciało się jednak siusiu. Wziąłem ją więc na ręce i pobiegłem czym prędzej do toalety w pobliżu kościoła garnizonowego. A tam kartka z niedbale wypisanym komunikatem: „Awaria toalety”. Lecę więc dalej.

A mogło się to skończyć gorzej? (źródło: mmlublin.pl)

A mogło się to skończyć gorzej? (źródło: mmlublin.pl)

Tchu mi brak. Przejście dla pieszych, cukiernia, postój taksówek. – Już blisko – mówię. – Tatusiu, już nie mogę – powtarza córka. Już jesteśmy, szalety w rogu Rynku Nowomiejskiego. Wybieram toaletę dla niepełnosprawnych, tę z przewijakiem dla niemowląt. Tam trzeba wrzucić złotówkę do automatu zamontowanego przy klamce. Na szczęście mam złotówkę. (To jakiś koszmar!) Złotówka nie wchodzi. Łapię za klamkę. Pukam, ale nikt się nie odzywa. Dobra, idziemy do męskiego (z damskich z córką mnie wypraszają). Naciskam klamkę. Zamknięte. (Co jest do cholery!) Niech będzie damski. (O żesz ty!) Tutaj też zamknięte.

Finał był szczęśliwy. W końcu znaleźliśmy toaletę, ale to nie był publiczny szalet. Nie zamierzam powtarzać tu regułek typu: „pl. św. Katarzyny to punkt, od którego wielu turystów rozpoczyna zwiedzanie toruńskiej Starówki. Jeśli ich dziecko złapie potrzeba i prędko nie znajdą toalety, to już nie wrócą do Torunia”. A może warto by po prostu opracować plan Starówki, na którym zostałyby umieszczone wszystkie miejsca, gdzie można załatwić pilną potrzebę. Mogłaby ona uwzględniać: klatki schodowe, gdzie nie ma domofonów, nieoświetlone podwórka, bramy, podjazdy, wnęki, itp. Propozycji jest wiele, np. mur przy ul. Zaszpitalnej, brama w pobliżu „Taniej Książki” przy Łaziennej, podwórko na ul. Szpitalnej koło NOT-u, plac podominikański.

Scena nr 3

W czwartek o godz. 16.15 zapragnąłem zapisać się w wydziale ewidencji i rejestracji na zarejestrowanie samochodu. Dzwonię więc najpierw do sekretariatu. Czekam dwie minuty, ale nikt nie podnosi słuchawki. Szukam więc innych numerów w miejskim BIP-ie. Są. Można się dodzwonić nawet do okienek. Wybieram jeden numer. Cisza. Drugi. Cisza. Wchodzę więc w zakładkę „Jak załatwić sprawę w Urzędzie?” Jest numer, gdzie można się zapisać na zarejestrowanie samochodu. Wybieram. Znów to samo. Zapisać można się telefonicznie lub osobiście.

Decyduję się więc na drugą opcję. Już z daleka widzę, jak sprzątaczka myje szybę w drzwiach wejściowych do wydziału. To zły znak. Ale nie poddaję się. Wchodzę. Pierwsze piętro i nadzieja, że wreszcie się uda. Ale tam już są wypastowane podłogi, a we wszystkich okienkach spuszczone żaluzje. Na szczęście jakaś pani wychodzi z pokoju. Może ona mnie zapisze. Pytam więc: – Proszę pani, czy można się jeszcze zapisać. Pani urzędniczka: – Już nie. Zapraszam jutro od godz. 7.30. Można zapisywać się również telefoniczne. Trzeba dzwonić pod końcówkę: 232.

W domu jeszcze raz sprawdziłem godziny, w jakich czynny jest wydział, bo może to ja się pomyliłem. A tam jak byk napisane: 7.30-17. Wiem, ciężkie jest życie petenta w tym kraju. Dlatego też nie będę komentował całej sytuacji. Ręce opadają.

Scena nr 4

Czy torunianie pokochają kupy? (źródło: torunjaksiepatrzy.pl)

Czy torunianie pokochają kupy? (źródło: torunjaksiepatrzy.pl)

Właśnie ruszyła kampania przeciw psim kupom. W najbliższych dniach „psia kupa” będzie odmieniana w Toruniu przez wszystkie przypadki. Najciekawsza w tym wszystkim była jednak konferencja prasowa otwierająca tę akcję. Synonimów „odchodów” było tam naprawdę pod dostatkiem np. „odzwierzęce nieczystości” (prezydent Michał Zaleski) albo „przysłowiowa kupa” (Mirosław Bartulewicz ze straży miejskiej). Urzędnikom jakoś nie przechodziło przez gardło słowo „kupa”. Oceniać akcji na razie nie będę. Niech rozpocznie się na dobre. Wątpliwości oczywiście mam bardzo wiele. Bo czy w kraju, w którym po wdepnięciu w psią kupę mówi się „to na szczęście”, można ludzi nauczyć wkładania gorących jeszcze odzwierzęcych nieczystości do torebek?

Dajcie spokój Kopernikowi!

W ostatnich dniach słowo „Kopernik” odmieniane jest w Toruniu przez wszystkie przypadki. Muszę jednak przyznać, że temu całemu zamieszaniu wokół „powrotu” astronoma do rodzinnego miasta, przyglądam się z niedowierzaniem i niesmakiem.

koperrrnik

Kopernik w Urzędzie Marszałkowskim

(Szczypta patosu na początek.) To będzie wielkie wydarzenie. Urząd Marszałkowski w Toruniu został zasłonięty dwoma wielkimi płachtami z napisem „Powrót Mikołaja Kopernika do Torunia. Pierwsza stacja ponownego pochówku Mikołaja Kopernika 19 lutego A.D. 2010”. Marszałkowscy urzędnicy przygotowali na tę wyjątkową okazję specjalny serwis internetowy. Mamy tam piękny cytat z marszałka Piotra Całbeckiego: „Hołd najwybitniejszemu spośród torunian oddamy w dniu jego urodzin, w świątyni, w której został ochrzczony, przy chrzcielnicy, której do chrztu użyto”. (Pachnie mi to „staropolską” składnią.) Zobaczymy tam też projekt urny „dla doczesnych szczątków Mikołaja Kopernika” i tubę, która „zostanie złożona do trumny ze szczątkami Mikołaja Kopernika”.

Zatrzymajmy się krótko przy zapowiedzi uroczystych uroczystości, jaką można znaleźć w serwisie Urzędu Marszałkowskiego, a zwłaszcza przy najbardziej wzniosłych, górnolotnych, patetycznych, podniosłych i uroczystych (niepotrzebne skreślić) fragmentach tego tekstu: „Kujawsko-Pomorskie odda hołd najsłynniejszemu torunianinowi”, „w toruńskiej katedrze świętych Janów odbędzie się uroczysta msza święta w obecności doczesnych szczątków wielkiego astronoma” i ostatni cytat: „tego dnia dwukrotnie zabrzmi potężny dzwon katedralny, Tuba Dei”. (Zmiana nastroju.)

Czy te kości należą do Mikołaja K.?

Czy te kości należą do Mikołaja K.?

Rzadko jednak w komunikatach podaje się konkretnie, co tak naprawdę do Torunia wróci. Wszędzie się mówi o szczątkach. Do naszego miasta przyjedzie… fragment czaszki i kości nóg. Zostaną one złożone „w specjalnie przygotowanym sarkofagu składającym się z cynkowej trumny oraz wykonanej z egzotycznego drewna części zewnętrznej. Wzmocniona mosiężnymi elementami cynkowa trumna wewnętrzna została wyłożona purpurowym aksamitem (…) Zewnętrzna część sarkofagu nawiązuje do stylistyki gotyckiej i została wykonana z egzotycznego drewna wspartego na metalowych kolumnach. Na wieku umieszczono wizerunek Kopernika oraz mosiężny krzyż” – czytamy na stronach UM. Warty przy fragmencie czaszki i kości nóg będą pełnić przedstawiciele 40 instytucji i placówek.

Ci, którzy nie zmieszczą się w murach katedralnych, zobaczą mszę na telebimie na Rynku Staromiejskim. (Zobaczy ją: pan Henryk, który w piątek spóźni się do pracy, pani Janina, która wróci się do domu, wyłączyć żelazko, pan Grzegorz, który odśnieża chodniki na Starówce, pani Leokadia, która wyjdzie po bułkę, pan Lucjan i pani Marta wracający z całonocnej imprezy, pani Dorota, której pan Damian zrobi zdjęcie z Kopernikiem, może jakaś szkolna wycieczka, a nawet pani Bronisława, która splunie po podpaleniu papierosa.) A gdzie dokładnie? Oczywiście pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. – Zależy nam, by w uroczystościach, choćby tylko za pomocą przekazu audiowizualnego, mogło uczestniczyć jak najwięcej mieszkańców regionu i gości, a kościół świętych Janów, choć potężny, ma ograniczoną pojemność – wyjaśnia marszałek Całbecki. Przekaz na telebimie potrwa aż 12 godzin.

(Wątek sensacyjny.) Jeszcze w tym tygodniu pojawiły się pogłoski, że na pierwszą stację pochówku najsłynniejszego torunianina przybędą Lech Kaczyński i Donald Tusk. Informacja umarła jednak śmiercią naturalną po kilkunastu godzinach. Szczątki astronoma przyjadą do Torunia z Olsztyna pod policyjną eskortą. Wszystko po to – jak podkreśla Grzegorz Borek, pełnomocnik zarządu województwa – nie powtórzyła się sytuacja jak z kradzieżą napisu „Arbeit macht frei”. Jednak nawet Borek nie wie, gdzie znajdują się kości. Tę wiedzę ma tylko kuria.

Z ostatniej chwili: dziś o godz. 19 szczątki przejechały przez Chełmno. Samochód z fragmentem czaszki i kości nóg objechał rynek. Z tej okazji w farze biły dzwony. Ciąg dalszy relacji w piątek, z katedry św. Janów. Początek godz. 8. Ciekaw jestem, ilu torunian wzięło sobie na tę okazję wolne?

Poseł Lenz słucha „grunge’u”

„Prywatnie: gra w piłkę i słucha grunge’u” – pisze Tomasz Lenz, szef PO w regionie na profilu w Facebooku. Nirvana, Soundgarden, a może Alice In Chains – nie wiadomo, za którymi formacjami przepada. I są to chyba jedyne jasne strony tego profilu.

Zaczep posła Lenza

Zaczep posła Lenza

Doprawdy nie mam zielonego pojęcia, po co Lenz założył sobie profil na Facebooku. Czyżby faktycznie powód był aż tak banalny? „FaceBook zdaje się być jedynym miejscem, gdzie mogę pisać o swojej pracy” – napisał we wtorek Lenz na tablicy. „Wysiadły serwery i strona www.tomaszlenz.pl przechodzi reanimację. Informatycy robią co mogą, ale zapewne jeszcze trochę to potrwa”. (A tak na marginesie wpisałem sobie słowo „grunge” do słownika ortograficznego i okazało się, że jest to wyraz nieodmienny).

Dlaczego uczepiłem się tym razem Lenza i jego profilu? Powód nr 1. Sprowokował mnie komunikat, że z posłem mam 11 wspólnych znajomych. No to „prawie” jakbyśmy się byli znajomymi.

Powód nr 2. Sprowokowały mnie zdjęcia na profilu posła – z kategorii „Z sejmowych ław”. Poseł pisze: „W końcu udało mi się wgrać trochę nowych zdjęć z pracy w sejmie”. Ten lans jest śmieszny. Może jeszcze takie fotki robią na kimś wrażenie. Przykład: poseł idzie po korytarzu sejmowym, w dłoni trzyma komórkę i czyta jakiegoś sms-a. Brakuje jeszcze tylko zdjęcia zza biurka w biurze poselskim i byłby komplet. W rubryce szkoła wyższa poseł wpisał UMK i historia. Niestety, w profilu nie ma opcji (Facebook tego nie przewidział): zaznacz ptaszkiem, czy masz absolutorium, czy obroniłeś pracę magisterską. (Na stronie sejmowej jest napisane wprost, że poseł ma wykształcenie średnie ogólne.)

Sejmowy profil posła

Sejmowy profil posła

Jednak kiedy zerkam na zdjęcie profilowe pana posła, już nie jest mi do śmiechu. Robię się poważny. (I szczerze pisząc, jakoś nie mam ochoty wklejać tego wpisu.).

I ostatni powód: zachęcił mnie do tego pierwszy wpis pana posła. Mianowicie: „Początki na FaceBooku. Jeszcze chwile zapewne to potrwa zanim opanuję wszystkie funkcje tego portalu :) W miarę możliwości będę aktualizował profil i dodawał nowe zdjęcia oraz filmy”. Przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekam na filmy posła z sejmowych ław. Ciekaw jestem, kiedy wygaśnie ten profil. Czy stanie się to po kolejnych wyborach? A może poseł uzależni się od Facebooka i wkrótce przygarnie kociaka w Farmville i skończy wszystkie fuchy na Kubie w kultowej Mafia Wars? A może wypełni quiz „Czy z dupy wystaje ci pies?” Bo mojemu bratu wyszło, że nie mu nie wystaje.

Młoda krew bardzo chce do Rady

Tym razem na tapetę wezmę niejakiego Jacka Kowalskiego (niestety w Google ciężko go znaleźć, bo to hasło ma ponad 38 tys. wyników), być może przyszłego radnego PiS. Otóż ten 28-letni „polityk” od października prowadzi bloga. Stawia sobie jeden cel: zasiąść w fotelu radnego po tegorocznych wyborach. Raczej mu się to nie uda.

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Kowalski bowiem nie ma nic do zaproponowania. Przy pierwszej wizycie na stronie niemal od razu kliknąłem na podstronę „Program”. A tam znalazłem tylko pedeefy z programem Prawa i Sprawiedliwości. Kowalski w ogóle nie pokusił się, by dodać cokolwiek od siebie. Dyskwalifikacja. Kontakt z Kowalskim jest możliwy, ale tylko za pomocą specjalnego formularza. Nie znajdziemy tam komórki, e-maila, gg, skype, nie ma linka do profilu w N-K, FB i w innych tego typu serwisach. Żałość.

Jedźmy dalej. Nudne i ograne jest również logo strony ze zdjęciem Kowalskiego zmontowanym z  panoramą Starówki. To tak oczywiste, że nie zamierzam ciągnąć tego wątku. Czas na galerię zdjęć. W kategorii „Polityka” nie mogło zabraknąć fotek z politycznymi tatusiami, mamusiami i mentorami np. Zbigniewem Girzyńskim (Kowalski promuje książkę posła-historyka na swojej stronie) i Nelly Rokitą, której ściska dłoń (bez rękawiczki). Jest plakat wyborczy z 2006 r., gdy Kowalski był „trójką” na liście PiS. Na hasło „Nie ma jak Kowalski” nabrało się 597 osób. „Uzyskany wynik (…) choć nie pozwolił mi uzyskać mandaty radnego, to jednak zmobilizował mnie do wzmożonej pracy, która mam nadzieję zaowocuje w przyszłości” – pisze o sobie Kowalski.

Są też prywatne fotki ze ślubu, pielgrzymek na Jasną Górę, wycieczek, z pomnikami m.in. kardynała Wyszyńskiego i marszałka Piłsudskiego. To oczywiście jasne sygnały dla wiadomego elektoratu. Myśl przewodnia strony Kowalskiego to: zasiąść w fotelu radnego i jak najwięcej dołożyć urzędującemu miłościwie Michałowi Zaleskiemu.

Bo odwiedzających na stronie wita też licznik. Możemy śledzić na żywo, ile czasu zostało do końca kadencji prezydenta Michała Zaleskiego. A pod tym modułem znajdziemy listę radnych, którzy głosowali za ostatnią podwyżką cen biletów ze wskazaniem, którzy zostali wybrani w okręgu nr 3, czyli okręgu Jacka Kowalskiego.

Przejdźmy do najciekawszej części tej strony „Mój komentarz”. Kowalski bije gdzie popadnie i w kogo popadnie. Na oślep. Wiesza psy na Owsiaku i WOŚP, premierze, pośle Palikocie (na myśl o nim i jego sztucznym penisie chce mu się wymiotować), Piesiewiczu (ma nudności, słuchając historii o aferze związanej z senatorem) oraz Niesiołowskim („mrowie przechodzi po plecach”), Jaruzelskim („zdrajca Polski”).

Dużo miejsca Kowalski poświęcił wojenkom radnych o bilety MZK. Zapowiedział nawet, że złoży obywatelski projekt uchwały obniżający ceny, jeśli wojewoda nie uchyli obowiązującej uchwały. Pełno tu populizmu: „budowa fontanny, która więcej działa niż działa, kosztowała nas 3,4 mln złotych. Wniosek nasuwa się jeden – gdyby nie szastano pieniędzmi na lewo i prawo to nie musielibyśmy teraz dopłacać do MZK”.

Wcześniej też pisał do ministra kultury, marszałka i prezydenta w sprawie spektaklu „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda”, podczas którego były palone pieniądze. Żądał – jako podatnik – wstrzymania dotacji dla teatru i wyciągnięcia wniosków dyscyplinarnych. I znów tani populizm: „W kraju, w którym panuje bezrobocie, ludzie bez środków do życia szukają jedzenia w śmietnikach, dzieci przychodzą głodne do szkół (…) tolerowanie tego typu zachowań w imię wolności sztuki jest wysoce naganne”.

Kowalski też skrupulatnie zamieszcza życzenia z okazji Bożego Narodzenia, 11 listopada (cytuje Mazurka Dąbrowskiego), Dnia Nauczyciela, Nowego Roku.

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Pominę tu błędy ortograficzne np. w pisowni „nie” z przymiotnikami w stopniu najwyższym. Ale naprawdę dziwnie wygląda słowo “podwyżka” w wykonaniu Kowalskiego. Pomijam już nazwę klubu prezydenckiego, która brzmi “Czas gospodarzy”.

Na koniec pytanie: Jaką wizję Torunia ma Kowalski? Co chciałby zrobić dla torunian? Co zmienić w mieście? Itp., itd. Na jego stronie nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania, dlatego też nie załączam do niej żadnego odnośnika.

Muszę się wylaszczyć! I pokazać gołą klatę!

Kilka miesięcy temu słowo „wylaszczyć” biło rekordy popularności. W słownikach PWN go nie ma. Jedni tłumaczą to wprost: „zrobić z siebie bóstwo”, „zrobić z siebie laskę”. Wylaszczył się m.in. europoseł Wojciech Olejniczak, pokazując owłosioną klatę na okładce „Wprost”. Wylaszczają się też lokalni politycy, urzędnicy i prezesi spółdzielni. Na Naszej-Klasie.

Szukać nie trzeba daleko. Swoją gołą i owłosioną klatę pokazał tam m.in. Zbigniew Rasielewski, szef klubu PiS-PT w Radzie Miasta.

Radny PiS Zbigniew Rasielewski (źródło: Nasza-Klasa)

Radny PiS Zbigniew Rasielewski (źródło: Nasza-Klasa)

Zamiast pozować ze Zbigniewem Ziobrą lub Kaczyńskimi, radny Rasielewski mógłby tym zdjęciem okleić słupy podczas najbliższych wyborów. Z pewnością (choć taka pewność nie przystoi mi nie tylko jako dziennikarzowi, ale też jako mężczyźnie) podbiłby serca niektórych pań, nie tylko sympatyczek moheru. Niestety, radny zablokował możliwość komentowania zdjęć.

Z sympatyczkami moheru nie ma za to problemów poseł PiS (nie uwziąłem się na PiS) Zbigniew Girzyński (zawsze mam dylemat, czy przez „rz” czy „ż”). Zacznijmy od quizu: Ile zdjęć w swoim profilu NK ma Girzyński? A) 5, B) 15, C) 138. Oczywiście, poprawna jest odpowiedź „C”. Na 138 fotek znalazło się kilka kwiatków. Poseł np. bawi się w wodzie z synem. Są też „niegrzeczne” zabawy z czasów studenckich.

Poseł PiS Zbigniew Girzyński (źródło: Nasza-Klasa)

Poseł PiS Zbigniew Girzyński (źródło: Nasza-Klasa)

Swojej klatki piersiowej nie wstydzi się również Czesław Degórski, wiceprezes spółdzielni mieszkaniowej Kopernik, były radny SLD. Co więcej, chętnie pozuje do zdjęć, pijąc piwo (na jednym z nich ma na sobie nawet koszulkę Radia Gra).

Czesław Degórski, wiceprezes Kopernika i były radny SLD (źródło: Nasza-Klasa)

Czesław Degórski, wiceprezes Kopernika i były radny SLD (źródło: Nasza-Klasa)

Przebieranki, a nie rozbieranki, lubi za to radny PO Bartłomiej Jóźwiak, który także grywa w badmintona na środku jeziora i w paintballa.

jozwiak

Radny PO Bartłomiej Jóźwiak (źródło: Nasza-Klasa)

(A tak zupełnie na marginesie. Zrywałem boki, kiedy odwiedziłem profil Tadeusza Wierzby, czyli szefa wydziału ochrony ludności Urzędu Miasta, który odpowiada za nasze bezpieczeństwo. Pan Wierzba okazał się bezbronny w obliczu ataku Śledzika. Postanowił powiedzieć mu „nie” i napisał: „proszę mnie wylogować ze śledzika”. Prośby nie wysłuchano.)

Działo się, oj działo!

Wiele się wydarzyło od ostatniego wpisu. Lista jest długa: prokuratorskie zarzuty dla urzędników dotyczące trasy mostowej, wypowiedzi premiera RP o moście, milczenie w tej sprawie prezydenta, kłótnia radnych o bilety, sylwestrowy wypadek Zaleskiego.

Zacznijmy od krótkiego podsumowania ub.r. Na szczęście mamy już go za sobą. Bo tak naprawdę to nie był dobry rok. 2009 miał być rokiem rozpoczęcia wielkich inwestycji. Łopaty jednak nie poszły w ruch. Co więcej, to był rok cięć i zaciskania pasa. Cięć oczywiście w wielu przypadkach groteskowych. Prezydent bowiem oszczędzał, na czym się dało: na obuwiu strażników miejskich, wodzie w szkolnych basenach czy oświetleniu, co chyba najbardziej irytowało torunian.

Most dla ludzi...

Most marudzi...

Wciąż nie ruszyła zapowiadana na jesień 2009 budowa mostu. Ociągają się również inwestorzy galerii handlowych: Solaris Center i Toruń Plaza. Z miejskich projektów w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego rozpoczęła się tylko przebudowa Szosy Chełmińskiej. (Na marginesie: sądzę, że marszałek powinien pogrozić palcem władzom Torunia. Że za to odwlekanie inwestycji może odbierać odebrać nam pieniądze zapisane na liście projektów kluczowych.)

Na horyzoncie nie widać też kolejnych inwestycji. Jedna z branż, jaka ostatnio rozkwita, to bezdotykowe myjnie aut. To smutne. 2010 ma być lepszy. Większość wspomnianych inwestycji ma się rozpocząć. Trudno jednak nie wiązać tego z kampanią wyborczą. Czy to zwykły przypadek?

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD. Jak dla mnie ten projekt jest wielką pomyłką. Na pierwszy rzut oka to kolejny klocek. No i ten wynik...

Patrząc na tegoroczne plany, aż chciałoby się, by wybory odbywały się co rok. Na jednym wdechu nie sposób wymienić inwestycji, jakie zaplanował prezydent na 2010: most, sala koncertowa, hala widowiskowo-sportowa, północna średnicówka, zadaszenie stadionu żużlowego, Centrum Nowoczesności, Toruński Inkubator Technologiczny, podstawówka na Bielawach, parking podziemny na pl. św. Katarzyny. Nie będzie miesiąca, by władze, nie wbiły symbolicznej łopaty.

Przez ostatnie dni głośno było o wypadku Michała Zaleskiego. Na forach roztrząsano, skąd prezydent wziął Opla Vectrę, skoro nie wpisał go do ostatniego oświadczenia majątkowego. Niektórzy w napięciu czekali na opinię biegłych, czy kraksa na Bema była kolizją, czy wypadkiem. A to wszystko przeplatały kolejne komunikaty o stanie zdrowia gospodarza Torunia.

Nic dodać, nic ująć

Nic dodać, nic ująć

W ubiegłym tygodniu zapytałem więc wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, czy w zastępstwie Michała Zaleskiego 18 stycznia spotka się z szefem resortu infrastruktury Cezarym Grabarczykiem i porozmawia z nim o zwiększeniu mostowej dotacji. Usłyszałem jednak, że nie będzie takiej potrzeby, bo prezydent zamierza spotkać się z ministrem. Kilka godzin później rzeczniczka Zaleskiego wysłała kolejny komunikat, w którym czytamy, że jej szef „odniósł poważne obrażenia układu kostnego i narządów ruchu”, a „leczenie szpitalne potrwa do końca tego miesiąca”.

Jak zatem będzie wyglądać to spotkanie? Czy minister odwiedzi Zaleskiego w szpitalnym łóżku lub świetlicy? Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z czasami PRL-u albo z jakimś filmem z tamtego okresu (bo w PRL-u przeżyłem niecałe dziewięć lat). Mam więcej pytań: Jaki charakter będzie miała ta rozmowa? Służbowy czy prywatny? Jeśli służbowy – bo przecież rozmowa o moście ma traktować – to, czy jest to zgodne z przepisami? Czy Zaleski może załatwiać kasę na most w szpitalu, będąc na zwolnieniu lekarskim L4? (Nie szukam dziury w całym. Zadaję tylko pytania.) A tak na marginesie: to w ogóle nie wyobrażam sobie rozmowy tych dwóch panów np. w szpitalu, kiedy jeden z nich leży bądź siedzi z nogą w gipsie. Groteska.

Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

Olsztyn. Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

A na koniec garść wspomnień. Ostatnie śnieżyce, zamiecie i zawieje kojarzą mi się z dzieciństwem. Sankami, które dzieliłem z bratem, kombinezonem, niewielką górką na osiedlu, śnieżkami, które nie chciały się lepić i bałwanami, które stały kilka tygodni.

The best of… Michał Zaleski ver. 2.0

Nie wiem, czy jest jeszcze ktoś w Toruniu, kto poza Michałem Zaleskim wie, o co chodzi z toruńskim mostem. Prezydent potrafi odmieniać już go przez wszystkie przypadki. Pewnie zasypiając, widzi przed oczami odlewane filary przeprawy.

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

(Tym razem będzie poważnie.) Jako torunianin mam już dość tego, co się dzieje wokół mostu. Rok temu, kiedy wianek polityków PO obwieścił wszem i wobec, że projekt trafi na listę podstawową z unijnym dofinansowaniem, mieszkańcom Torunia spadł kamień z serca. To „wydarzenie” zostało okrzyknięte wydarzeniem 2008 r. Pamiętam jak z budynku Urzędu Marszałkowskiego wraz z posłem Grzegorzem Karpińskim dzwoniłem do Radia Gra, aby ogłosić tę wiekopomną informację. Minął rok, a mostu nie ma. Ani metra. Nie wiem nawet, czy krzaczki i drzewka, które rosną na jego trasie są wykarczowane.

Najpierw była mowa o wiośnie. Potem jesieni. A teraz mówi się o lecie 2010 – jeśli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Taką mantrę co chwilę można usłyszeć z ust prezydenta. (Mam pisać dalej?) W poniedziałek Zaleski odwiedził minister rozwoju regionalnego. I co? I nic. Potwierdziło się to, co wiedzieliśmy od wielu miesięcy. Nie ma szans na zwiększenie dofinansowania z magicznej liczby 327 na 748 mln zł. Czy prezydent łudzi się, że w tym roku ktoś mu przyniesie most pod choinkę? Z każdej strony – od ministerstwa infrastruktury, posłów rządzących bądź opozycyjnych – słyszę, że nie ma szans na dodatkową kasę. A prezydent – jak twierdzi np. poseł Zbigniew Girzyński – udaje, że tego nie wie. Co więcej, Zaleski idzie krok dalej i wpisał taką wartość dofinansowania do planów budżetowych na przyszły rok, łudząc się, że dostaniemy 85 proc. (Głowa już mnie boli. Mam mostowy strumień świadomości.)

Dlaczego znów kampania wyborcza w mieście będzie krążyć wokół mostu? Mieliśmy już potyczkę Zaleskiego z Filarem i most w tle. Potem most pojawił się w kampanii do parlamentu, a ostatnio do europarlamentu. Mam już tego dość. Czy siedem lat nie wystarczy, aby wybudować most w Toruniu? Czy prezydent czeka z wbiciem pierwszej łopaty na wybory? Czy inwestycje – średnicówka, sala koncertowa, inkubator technologiczny, centrum nowoczesności – są skrojone i specjalnie opóźnione, aby rozpoczęły się właśnie w 2010 r.? Mam nadzieję, że nie.

Jaki powinien być prezydent Torunia? Powinien słuchać i wsłuchiwać się w głosy mieszkańców, a co najważniejsze – dostrzegać ich przy planowaniu budżetu miasta. Nie powinien wdzięczyć się tylko do wybranych środowisk w TV Toruń i TV Trwam lub mówiąc wprost – do swojego elektoratu. Zamiast dróg, mostów, kilometrów, ton asfaltu, cegieł i zbrojeń powinien mówić o ludziach.

Jaki jest prezydent Zaleski? Łatwiej jest mu mówić o kilometrach dróg, metrach kwadratowych powierzchni oddanych do użytku niż o ludziach i ich potrzebach. Czy asfalt i beton załatwi wszystkie problemy? Wystarczy spojrzeć na Rynek Nowomiejski. To zmarnowana szansa i chyba najlepsza metafora rządów Zaleskiego. Kilka lat temu na nowo wybrukowano plac. Zniknęły obleśne, czerwone budy, gdzie można było kupić mydło i powidło. Dostaliśmy jednak pustkę, która bije po oczach. Pustkę, z którą nikt nie może sobie poradzić. Pustkę pod hasłem „rewitalizacja za unijne pieniądze”. Smutek. (Słownik synonimów podpowiada jeszcze: depresja, dno, dołek psychiczny, dół, ponurość, przygnębienie, zdołowanie, boleść, ból, opłakiwanie, rozpacz, żal, bieda, bolączka, nieszczęście, strapienie, troska, udręka, utrapienie, zgryzota, zmartwienie.)

Jak będzie wyglądać przyszły rok? Będzie taki jak najbliższe dni. Prezydent ma już kalendarz wypełniony spotkaniami opłatkowymi w całym mieście. (A tak na marginesie. Ostatnio byłem na stronie www Piotra Grzymowicza, prezydenta Olsztyna. Ciekaw jestem, kiedy prezydent Zaleski wpadnie na taki pomysł. Mógłbym zrobić sondę pod tym wpisem: Czy prezydent Zaleski odpowie na ten wpis? a) Tak. b) Nie! W życiu! c) Czy prezydent potrafi posługiwać się internetem? d) Nie wiem. Być może. f) Zrobi to za niego urzędnik.)

Jak mieszkańcy powinni współżyć. Krótka rzecz o regulaminach

Czy zdarza się Wam, siedząc np. na sedesie, czytać wszystko, co wpadnie Wam w ręce m.in. etykiety dezodorantów, proszków do prania itp.? Czy jadąc autobusem lub pociągiem, chłoniecie wszelkiej maści napisy (nawet te po rosyjsku i francusku) i wyciągi z ustaw i regulaminów? Czy czekając na autobus i tramwaj przy kiosku, zerkacie na wszystkie nagłówki, tytuły dzienników, czasopism i studiujecie ceny wody kolońskiej i innych chińskich gadżetów? Jeśli nie. Trudno. Ja odpowiadam trzy razy TAK. (A teraz znów zacznę cytować. Bo czym jaki byłby świat bez cytatu…)

Toaleta publiczna przy Konstytucji 3 Maja na toruńskiej Skarpie

Toaleta publiczna przy Konstytucji 3 Maja na toruńskiej Skarpie

Zacznijmy od „regulaminu używania lokali w domach spółdzielni oraz porządku domowego i współżycia mieszkańców” spółdzielni mieszkaniowej Na Skarpie, rzecz jasna z Torunia. Z dokumentu dowiemy się, np. że „nie wolno ustawiać małych naczyń wprost na kołpaku palnika”, a jeśli nasz psiaczek narobi w windzie, jesteśmy zobowiązani do „bezzwłocznego usunięcia ekstremów”. Władze Na Skarpie przypominają też, że „należy reagować na niewłaściwe zachowanie się innych osób oraz dzieci”. Lista zabronionych rzeczy jest długa. Nie można wyrzucać przez okna „śmieci, przedmiotów, niedopałków, pożywienia dla ptaków, zwierząt itp.” Chomika lecącego na worku ze śmieciami z papierosem i resztkami pokarmu dla ptaków w pysku na Skarpie więc nie zobaczymy. (To nie było śmieszne. Szukam więc dalej). Na Skarpie nie można też suszyć „w sposób widoczny na zewnątrz bielizny, pościeli”, a także wrzucać do muszli „śmieci, kości, szmat”. Zakazana jest hodowla drobiu i gołębi w mieszkaniach. No, a jak nam worek na śmieci rozerwie się na schodach, jesteśmy zobowiązani do „natychmiastowego uprzątnięcia zabrudzonego miejsca”. Magiczną godziną jest 20. Jak wybije, nie można wrzucać śmieci do zsypu, trzepać dywanów i remontować mieszkania. (Lećmy dalej. Ale tu chaos.) „W pralni nie wolno prać bielizny w celach zarobkowych”, a o każdym podejrzeniu choroby zakaźnej należy zawiadomić Administrację Osiedla lub Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny”. Na Skarpie nie można przechowywać materiałów łatwopalnych i powodujących „samoistny wybuch” ani grillować na balkonach i terenach zielonych osiedla. A teraz zasady współżycia. „Każdy z mieszkańców winien zachowywać się w sposób nieuciążliwy dla sąsiadów oraz w miarę możliwości służyć wzajemną życzliwą radą i pomocą”. Przechodzimy przez Szosę Lubicką i jesteśmy już na Rubinkowie.

"Rubinkowo" - pierwsza stacja toruńskiego metra.

"Rubinkowo" - pierwsza stacja toruńskiego metra

Mieszkańcy tego blokowiska mają obowiązek utrzymać czystość na klatkach „poprzez zamiatanie i cotygodniowe mycie podestów kondygnacji, na której położone jest mieszkanie i schodów na nią prowadzących oraz w ramach potrzeb, ale nie rzadziej jak dwa razy w ciągu roku mycie okien i lamperii”. Na balkonach nie wolno trzepać „chodników, chodników, pościeli, obrusów i bielizny”. Rubinkowowianie mają też obowiązek opiekować się „trawnikami, drzewami, krzewami”. Mogą nawet posadzić drzewko lub krzew, ale tylko za zgodą szanownej administracji osiedla.

A teraz trochę z innej bajki. Regulamin przewozu ludzi i rzeczy PKP Przewozy Regionalne. Warto wiedzieć, że nie trzeba nic płacić za przewiezienie jednej deski snowbordowej. Lepiej jednak nie brać ze sobą „ostrych narzędzi, przedmiotów o ostrych krawędziach lub otwartych pojemników ze smarami, farbami”, „zwłok i szczątków zwłok ludzkich” i „pojazdów z silnikiem spalinowym”.

Ciekawą lekturą jest również kodeks pracownika Poczty Polskiej, który zaczyna się od słów: „Należę do wielkiej rodziny pocztowców i jestem z tego dumny”. Takich haseł jest więcej: „Jestem ważny dla Poczty Polskiej”, „moje zdrowie i życie jest ważne dla Poczty Polskiej”, „klient jest dla mnie najważniejszy”, „o Poczcie Polskiej mówię dobrze”, „dostrzegam szansę w liberalizacji rynku”, „optymistycznie patrzę w przyszłość”. Przy najbliższej okazji nie zapomnę zapytać mojego listonosza, jaki ma pogląd na liberalizację rynku.

A na koniec rozporządzenie Rady Ministrów z 2004 r. pod tajemniczym tytułem:„w sprawie przypadków, sposobów i trybu użycia przez strażników gminnych (miejskich) środków przymusu bezpośredniego”. (Uwielbiam ten urzędniczy slang). „Siłę fizyczną w postaci chwytów obezwładniających oraz podobnych technik obrony można stosować w celu odparcia czynnej napaści lub zmuszenia do wykonania polecenia albo ujęcia osoby”. Tłumaczenie: „jeśli łysy wyrostek nie słucha twoich poleceń, możesz go powalić na glebę”. Dobrze widzieć, że strażnik nie może nas uderzyć pałką „w głowę, szyję, brzuch”. W pozostałe części ciała a i owszem. Może też skorzystać z paralizatora lub ręcznego miotacza gazu. „Fakt użycia środka przymusu bezpośredniego strażnik dokumentuje w notatniku służbowym bezpośrednio po zdarzeniu”. Co musi zawierać notatka służbowa? Imię i nazwisko oraz nr identyfikacyjny, czas i miejsce użycia środka przymusu bezpośredniego, powody i rodzaj środka, opis postępowania poprzedzającego jego użycie, sposób użycia, skutki użycia, inne ważne okoliczności zdarzenia, dane świadków, a na koniec podpis.

Mieszkać w Toruniu. Część druga. Starówka

Zacznijmy od banału. Toruńska Starówka ma wiele twarzy. Kilka z nich udało mi się poznać, gdy mieszkałem na niej na studiach.

Jedną z nich jest samochód dostawczy McDonald’s, który krzykami zaopatrzeniowców, sygnałem cofania, hukiem wózków i ich piszczącymi kółkami zwiastuje nadejście dnia. Kolejną jest czerwona twarz pijaka, który zrywa się o godz. 7 nad ranem, biegnie, ile tchu do nocnego na rogu Szerokiej i Łaziennej, żeby kupić wiśniówkę i za chwilę przepaść w bramie ze swoimi kolegami i najlepszą „koleżanką”. Później są tłumy ludzi, których ze swoich wnętrz wypluwają autobusy i tramwaje. (Skończmy z tą „poezją”.)

Gotyk na dotyk (źródło: otodom)

Gotyk na dotyk (źródło: otodom)

Mieszkanie na Starówce to wielka improwizacja. Klatka schodowa pierwszej kamienicy, w której mieszkałem, wyglądała jak w budynku do rozbiórki. Wszystkie kable, rury i rurki – pewnie, żeby nie naruszać zabytkowej tkanki, biegły po ścianach. Wchodząc na pierwsze piętro, trzeba było się pochylić, by nie uderzyć w „zwis”, z którego wystawały deski i trzcina. Przekraczając próg mieszkania, wchodziło się jednak do zupełnie innego świata. Kafelki w łazience, wykładziny, wertykale, terakota, białe ściany. Na suficie w przedpokoju była też jakaś belka z gwoździem. Podobno średniowieczna. Z XV w.

Kuchnia na Starówce wpisanej na listę UNESCO (źródło: otodom)

Kuchnia na Starówce wpisanej na listę UNESCO (źródło: otodom)

Odwiedziłem bardzo wiele mieszkań studenckich w Toruniu. Niemal na każdym kroku spotykałem się z prowizorką. Jedno z nich było ulokowane w suterenie. Do kąpieli trzeba było zagotować wodę w ogromnym garnku, a załatwiając potrzeby fizjologiczne, należało pamiętać, by zamknąć klapę i postawić na nią coś ciężkiego, żeby nie spotkać się z poczciwymi gryzoniami. Najgorzej było zimą. Łazienka nie była ogrzewana. Lokatorzy nalewali więc wrzątku do wanny. A w pomieszczeniu unosiła się para. Szło się przyzwyczaić.

Gotyk na dotyk 2009 (źródło: otodom)

Gotyk na dotyk 2009 (źródło: otodom)

Na drugim lub trzecim roku wylądowałem w kolejnym mieszkaniu na Starówce. Pierwsze wrażenie było bezcenne. Wchodzimy chyba czteroosobową grupką. Wszystko ładnie, pięknie. Okno do jednego z pokoików wychodzi na klatkę schodową. Oglądamy pokoje. Duże. Jasne. Nieczynne piece kaflowe. Ale klimat! W suficie w kuchni jest okno. Super! Jest też niewielki kibelek. I na koniec pytanie: Gdzie do cholery jest łazienka? – Ano, nie ma – odpowiedź właściciela kamienicy jest krótka. – Prysznic jest, ale w rogu kuchni. Można sobie firankę przez środek kuchni puścić. Dlatego to mieszkanie trochę tańsze jest. Mogę dorzucić kasę na farbę, gdybyście chcieli pomalować podłogi – mówi właściciel.

W mieszkaniach studenckich jest luzik (źródło: otodom)

W mieszkaniach studenckich jest luzik (źródło: otodom)

Oczywiście wzięliśmy to mieszkanie.

Mieszkać w Toruniu. Część pierwsza. Rubinkowo

Dokładnie pięć lat temu przeprowadziłem się na Rubinkowo, największe i najgęstsze toruńskie blokowisko. Nie będę tłumaczył dlaczego, po co i co mną kierowało, aby przenieść się do betonowej dżungli. Odnalazłem tutaj estetyczny spokój, ład.

Przestronna kuchnia na Rubinkowie 2009 (źródło: otodom.pl)

Przestronna kuchnia na Rubinkowie 2009 (źródło: otodom.pl)

Nie ma tu misz-maszu. Tu wszystko jest proste. Klocki, prostopadłościany. Teraz, gdy jadę np. na Chełmińskie, męczę się. Tam mieszają się wszystkie style. Są budynki szachulcowe, trochę modernizmu, który już nie przypomina modernizmu i kilka generacji wielkiej płyty. A na dokładkę jest też nowe budownictwo, które nijak nie pasuje do całej reszty. A na Rubinkowie jest porządek. Nic mnie tu nie zaskoczy.

(Delikatna zmiana tematu.) Zapewne za 50 lub 100 lat, gdy osiedla z wielkiej płyty będą się rozpadać i zamieniać ludzi w ketchup tak, jak w „Bóg zapłacz” Włodzimierza Kowalewskiego, do jakiejś galerii, np. Centrum Sztuki Współczesnej, trafi żywcem wycięta jedna ze ścian jakiegoś czteropiętrowego bloku. Cały pion. I co się okaże? Że na każdym piętrze mieszkania są urządzone niemal identycznie. Że jest kilka wzorów, które powtarzają się. Że jest w tym wszystkim jakaś skończoność. I pewnie będzie to jedna z najchętniej oglądanych, stałych wystaw CSW.

Łazienka i ubikacja - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Łazienka i ubikacja - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

(Mała dygresja.) Chciałbym poznać architekta, który zaprojektował mój blok i budowniczych, którzy namazali na jednej ze ścian w moim mieszkaniu datę VII.1975, tych co kładli moją instalację elektryczną w suficie mojego sąsiada z dołu i tych, którzy zakładali kable dla sąsiada z góry w moim suficie. I zapytać projektanta: jak do cholery mam zmieścić wannę, zlew, pralkę i kosz na pranie w łazience, jak załatwić pilną potrzebę, nie dotykając kolanami drzwi i jak urządzić kuchnię, aby zmieścić w niej stół i szafki, by przed i po każdym posiłku nie przestawiać stołu.

Nowoczesna zabudowa kuchni - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Nowoczesna zabudowa kuchni - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

(Kilka prostych obserwacji.) Co widać najczęściej w oknach kuchennych na Rubinkowie? Odpowiedź jest prosta. Lodówki. Białe lodówki, które świecą zza firanek i zazdrostek. Lodówki, których nijak nie da się ustawić w tych klitkach. Na szczęście już się przyzwyczaiłem do moich pokoi w kształcie prostokątów, do cienkich ścian, przez które słychać sąsiadów. Po pięciu latach jestem już blokersem.

Idealnie dobrana kolorystyka - ubikacja w stylu Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Idealnie dobrana kolorystyka - ubikacja w stylu Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Jak się mieszka na Rubinkowie? Od czasu do czasu przeglądam sobie serwis Otodom. To właśnie on, a konkretnie oferty sprzedaży mieszkań i dołączone do nich zdjęcia, zainspirowały mnie do tego wiekopomnego cyklu wpisów. Każdy, no może prawie każdy, jako dziecko miał marzenie, by stać się niewidzialnym i wchodzić ukradkiem do cudzych mieszkań. Takie przyjemności są zarezerwowane tylko dla nielicznych: księży chodzących po kolędzie, różnej maści inkasentów czy komorników.

Wszystkiemu winni są konserwatorzy

Muszę jeszcze dodać kilka słów komentarza do tekstu, który wczoraj napisałem na temat kamienicy na Bydgoskim Przedmieściu przy Klonowica 30. Mam świadomość, że konserwatorzy zabytków mają niełatwy kawałek chleba. Cokolwiek zrobią, jest źle. Gdyby zabronili docieplić tę kamienicę, słów krytyki nie szczędziliby mieszkańcy tego budynku, pisaliby odwołania i napuściliby na nich wszystkich, łącznie z mediami. W tym przypadku nie ma jednak żadnego usprawiedliwienia dla decyzji konserwatorów. Kiedy spoglądam po raz enty na te sztukaterie, czuję się bezsilny.

Zachód słońca nad styropianową Skarpą

Zachód słońca nad styropianową Skarpą

Styropian, który wkrótce zakryje te dekoracje, jest znakiem naszych czasów, w których nagminnie używamy półśrodków, a ostatecznie najważniejszy jest rachunek ekonomiczny. Musi być szybko, tanio i byle jak. Nie zamierzam się tutaj wznosić na kolejne kręgi patosu. Nie o to chodzi. Wnioski są proste. Nic – nawet drobiazgowo odwzorowane sztukaterie na styropianie – nie zastąpi, a raczej nie powinno zastępować oryginału. Musimy sobie raz na zawsze uświadomić, że wokół nas coraz mniej jest oryginalnych przedmiotów. Otaczają nas bezduszne wydmuszki: made in China. Już prawie wszystko powstaje na taśmie, w drobnych rękach Chińczyków lub dusznych halach w Tajwanie. (Znów niebezpiecznie zbliżam się do banału!)

Ale tak wyglądają właśnie miliony polskich mieszkań. Gdyby przeciąć na pół 11-piętrowy wieżowiec, okazałoby się, że trudno znaleźć tam jakiekolwiek różnice. Że krój szafek kuchennych jest podobny, że każdy ma lustro w tym samym miejscu w przedpokoju i kosz na śmieci pod zlewem. (Niezbyt udane to porównanie. Spróbujmy więc inaczej.)

Mówiąc wprost: nie podoba mi się współczesna toruńska architektura. Widzę więcej minusów niż plusów. Czasami pojawiają się tylko przebłyski, ale gdybym miał wymienić projekty, którymi mógłbym się pochwalić wnukom, nastałaby cisza. Przykłady? Jednym z nich na pewno jest kamienica PZU Życie przy ul. Żeglarskiej. Trudno to jednak tak naprawdę nazwać znakiem naszych czasów. Po sobie zostawimy klocek Cinema City, aluminium na dworcu Veolia, bezpłciowe hotele B&B, Ibis i Etap. Po naszych czasach zostaną tony asfaltu, bo specjalnością obecnych władz miasta jest wydawanie grubych milionów na remonty dróg.

To doskonały moment, aby wrócić do porównania naszych czasów do okresu dwudziestolecia międzywojennego z pierwszego mojego wpisu na tym blogu. Tych dwóch światów nie da się porównać, ale zestawiając obok siebie np. harmonijkę z nowym wydziałem prawa i administracji, stary dworzec autobusowy z nowym, wypadamy naprawdę blado. To jakby dwa różne światy. Czyżby wtedy nasze miasto było bogatsze, a ówczesne władze miały lepsze poczucie smaku? (Uciekam od tematu.)

Czy wpisanie Bydgoskiego Przedmieścia do rejestru coś zmieni? Obawiam się, że nie. Mieszkańcy będą mieli więcej formalności, i tyle. Jeśli teraz konserwatorzy, nie są na tyle konsekwentni i uparci, aby postawić na swoim, nie oglądać się na względy społeczne i robić to, do czego są powołani, czyli ochrony zabytków, czy po wpisaniu do rejestru, ich podejście w tajemniczy sposób się zmieni. I jeszcze kolejna rzecz. Czy biuro miejskiego konserwatora zabytków, gdzie pracuje teraz pięć osób (proszę sprawdzić!), będzie w stanie ogarnąć wszystko to, co dzieje się na Starówce (tu i tu kilka przykładów) i Bydgoskim Przedmieściu (a rejestrowe zabytki mamy też w innych dzielnicach)? Szczerze w to wątpię. Wpis obszarowy będzie więc fikcją. Oczywiście, fikcją bardzo wygodną dla wojewódzkiego i miejskiego konserwatora zabytków. Zawsze będą mogli powiedzieć, że coś zrobili i pogrozić ustawą o ochronie zabytków, która jest tępym mieczem do walki z krnąbrnymi właścicielami zabytków. Czuję, że już płynę, więc skończę, bo jeszcze napiszę za dużo. Na szczęście blog nie papier.

Poza tym zachęcam do pisania zarówno do miejskiego, jak i wojewódzkiego konserwatora zabytków. O dziwo, czytają e-maile.

Toruń, ul. Prosta

19112008-009-1

The best of… Michał Zaleski ver. 1.0

Kim jest człowiek, który przekonał do siebie 21 tys. torunian w 2002 r. (50 proc. głosujących), 45 tys. zł w 2006 r. (70 proc. osób, które poszły do urn) i ma 37,3 tys. wyników w Google? Prezydent Torunia mówi o sobie niewiele. Budzi wiele emocji i reakcji: od fascynacji po niechęć.

fot. Lech Kamiński

fot. Lech Kamiński

Michał Zaleski jest oszczędny (nie tylko w słowach). Wciąż mieszka w bloku w 50-metrowym mieszkaniu. Jeździ 17-letnią mazdą 626. Nie ubiera się w najdroższe garnitury. Kupuje je w przeciętnych toruńskich sklepach. W pracy oszczędza na czym może: jeździ wysłużoną limuzyną, wykręca żarówki w swoim gabinecie. Największe zaufanie ma do ludzi pracowitych. Ma donośny głos, o czym przekonali się już nie raz jego współpracownicy. W pracy nie plotkuje i nie rozmawia o polityce. Pracuje od 9 do 21. Jest dobrze zorganizowany. Prowadzi kalendarz, w którym wszystko skrupulatnie notuje. Podsumowuje w nim każdy dzień, tydzień i miesiąc. W wolnym czasie Zaleski „chętnie zajmuje się pracą na działce, jego pasją jest też żeglarstwo” – czytamy w nocie na stronie internetowej magistratu. Ciąg dalszy, zapewne nastąpi. A teraz przejdźmy do cytatów, bo one są tutaj najważniejsze:

O sobie, Gazeta Pomorska z 13 marca br.
“Ja z zasady jestem oszczędny. Jeżdżę kilkunastoletnim samochodem. Póki jest sprawny, chętnie to robię. Nie ubieram się w garnitury najlepszych marek, tylko w takie, które są dostępne w przeciętnych toruńskich sklepach. W pracy oszczędzam, na czym mogę. To nie jest kwestia tego roku, ale moje wieloletnie przyzwyczajenie. Tak dosłownie oszczędziłem na wygodzie jazdy, bo samochód, który miał być kupiony w tym roku, miał m.in. i mnie służyć. Kolejny przykład? Proszę, niech Pan spojrzy do góry, na lampy”.

Znów o sobie, Gazeta Wyborcza z 4 grudnia 2008 r.
“Jako prezydent w swoich działaniach patrzę dalekiego celu, widzę rozwój miasta, poświęcam się temu w każdy możliwy sposób. Nie dbam o swoje prywatne funkcjonowanie, życie, obecność wśród tych, którzy chcą bym wśród nich był. Wyznaję zasadę: zostałem po to wybrany, by służyć mieszkańcom Torunia. Nie ma we mnie <parcia na szkło> i nie będzie”.

O skargach na MZK, Gazeta Wyborcza z 28 listopada 2008
“Mam taką tezę, że gdyby porównać nazwiska niezadowolonych z listą osób ukaranych ostatnio za jazdę bez biletu to nazwiska te pokrywałaby się. Niestety nie mogę tej tezy udowodnić, bo <Gazeta> większości opinii nie podpisała z imienia i nazwiska”.

O mobbingu, Gazeta Pomorska z 24 października 2008 r.
„Mam donośny głos. Nie ukrywam swoich ocen. Ze współpracownikami rozmawiam w sposób bezpośredni. Jeżeli coś im się nie udaje, to im o tym mówię. Być może za rzadko ich chwalę, ale myślę, że każdy z pracowników ma poczucie własnej satysfakcji wtedy, kiedy coś mu wyjdzie. (…) Nie spotkałem się z przypadkiem, w którym ktoś uznawałby spotkanie ze mną za wymagające wsparcia medycznego. Każdy, kto ze mną rozmawia, może się spodziewać, że dyskusja będzie merytoryczna. Nie poruszam kwestii politycznych czy osobistych moich pracowników, rozmawiam wyłącznie o sprawach zawodowych. (…) Nieprawdą jest, że stosuję mobbing”.

O pracy, Gazeta Pomorska 24 października 2008 r.
„Od 9 do 21 plus soboty i niedziele. Na pewno jest to między półtora a dwa etaty. Na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Warszawskim napisałem pracę z organizacji pracy kierownika zakładu w latach 80. Wówczas się nauczyłem jednej rzeczy – skrupulatnego prowadzenia dokładnej, systematycznej informacji dla potrzeb własnych o zadaniach, które realizuję z dokładnym harmonogramem i podsumowaniem każdego dnia, tygodnia i miesiąca czasu pracy”.

Znów o pracy, Nowości z 28 grudnia 2007 r.
„Nie mam żadnych osobistych relacji ze współpracownikami. Jestem natomiast osobą, która wymaga bardzo dużo, a najwięcej od siebie”.

Podczas odsłonięcia pręgierza w kształcie osła, Gazeta Wyborcza z 13 października 2007 r.
“Rzadko się zdarza, żeby stojąc obok osła mieć radosną minę”.

O pracy i stosunkach z pracownikami, Gazeta Pomorska z 10 kwietnia 2007 r.
„Największe zaufanie mam do ludzi, którzy dobrze pracują. I ten kto dobrze pracuje, może być spokojny o swój byt w UM. Ten kto pracuje słabiej, wolniej, albo uważa, że tylko relacje osobiste ze mną mogą mu zapewnić jakiś przyszłość, ten się po prostu się myli. Ja przez cztery i pół roku prezydentury się nie zmieniłem. Nadal jakość pracy jest dla mnie najważniejsza, a nie jakieś relacje. (…) Ja mam zaufanie do każdego, kto dobrze przygotuje dokument, tak, że nie muszę go poprawiać i podpisuję pobieżnie go przeczytawszy. Ale jak raz, drugi, piąty go poprawiam, to się kończy u mnie zaufanie. Nawet jeżeli to byłby mój kuzyn, lub ktoś kogo znam 30 lat”.

Kolejny raz o sobie, Gazeta Pomorska z 17 listopada 2003 r.
„Wiem, ilu mam wrogów. Dosyć prosto można ich policzyć. To są ludzie, których oczekiwania nie zostały spełnione, bo muszę stąpać twardo po ziemi. Także ci, którzy nie potrafili się nadal znaleźć w grupie zarządzających jednostkami urzędu i gminy, za które ja odpowiadam”.

Na początek trochę statystyk

Toruń się rozwija (“Książka adresowa miasta Torunia 1936″). Ludność Torunia w 1920 r. – 37 356 mieszkańców. W 1936 r. było już 63,9 tys. osób. “Obecnie władze miejskie czynią starania o powiększenie obszaru miasta o około 2000 ha przez przyłączenie do Torunia obrębu gminy miejskiej Podgórz, gromad Stawki, Rudak i części Nieszawki”.

torun

W mieście jest już 195 km dróg. Najdłuższą ulicą jest Bydgoska wraz z Szosą Bydgoską – 6,6 km. “W ostatnich latach wybudowano następujące (…) W latach 1929/30 połączono ulicę Wały z ul. Dąbrowskiego dla stworzenia ciągłości komunikacyjnej wschód-zachód z ominięciem śródmieścia. W latach 1929/35 przebito przez nadbrzeżne wzgórze połączenie ulicy Lubickiej z Warszawską za pomocą wybudowania ulicy Romualda Traugutta długości 700 m. W latach 1934/35 pobudowano ulicę Lubicką na długości około 700 m, oraz Aleję 700-lecia, długości 500 m. Obecnie jest w trakcie budowy dwutorowa ul. Wały na odcinku od ul. Mickiewicza do Placu Teatralnego dług. około 400 m. (…) Most drogowy im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, o konstrukcji żelaznej, długości 898 m, oddany został do użytku w roku 1934″.

I jeszcze trochę statystyk: “W Rzeźni Miejskiej ubito w roku 1935 ogółem 109308 sztuk bydła. Na targowisko miejskie spędzono w celu sprzedaży 34066 sztuk bydła. Wartość majątku miasta Torunia na początku 1936 roku wynosiła 47235197,26 zł”.

Tych dwu światów nie da się porównać i przeliczyć ówczesne złotówki na obecne. Wypadamy blado?