platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Prezydent Zaleski topless

Oglądając audycje jednej z toruńskich telewizji, przecieram oczy ze zdumienia, łapię się za głowę, zadaję sobie mnóstwo pytań (bardzo podstawowych, wręcz idiotycznych – “jak to?”, “jak tak można?”, “dlaczego?”). Ma ona oczywiście zalety – nie wychodząc w ogóle z domu, mogę się dowiedzieć, co się dzieje w mieście. Na to wszystko nałożony jest jednak specyficzny filtr.

(Nie chcę za dużo tu napisać. Podam tylko przykład. Wkrótce będą kolejne. Resztę ułóżcie sobie sami.)

Materiał nr 1. O prezydencie Michale Zaleskim, który wybrał się z wizytą do kolonistów, którzy dzięki MOPR pojechali do Zbiczna. Najpierw dzieci. Mówią, co robiły. Bla, bla, bla. Głos z offu: “Największą atrakcją na koloniach jest kąpiel w jeziorze”. Znów dzieci. Głos z offu: “Najmłodszy uczestnik kolonii, sześcioletni Kuba namówił do rywalizacji prezydenta Michała Zaleskiego. Sprawdzał, ile wytrzyma pod wodą”. 47 sekunda materiału spod wody wynurza się… prezydent. (Ta, ta!)

Kadr nr 1 z materiału TVK Toruń "Prezydent u kolonistów" z 26 lipca 2010

Przeciera oczy. Wytrzymał 32 sekundy.

Kadr nr 2 z materiału TVK Toruń "Prezydent u kolonistów" z 26 lipca 2010

Prezydent (mokry, bez koszulki i uśmiechnięty): “Kuba był lepszy”.

Kilkadziesiąt sekund później prezydent jest już w koszuli.

Kadr nr 3 z materiału TVK Toruń "Prezydent u kolonistów" z 26 lipca 2010

Zaleski: “Dzieciaki są zadowolone, szczęśliwe, uśmiechnięte. Kąpią się codziennie. Czasami nawet dwa razy dziennie. Pogoda dopisuje. Opiekę mają tutaj także znakomitą”.

Od razu sobie przypominam, jak prezydent bodajże w 2006 r. wskoczył w garniturze do miniaquaparku, rok temu otwierał po kolei bodajże (pamięć już nie ta) pięć “Orlików”. Pamiętam te wszystkie wizyty, wigilie, opłatki, przecinanie wstęg, przemówienia, toasty. Czy tak będzie też wyglądać zbliżająca się kampania wyborcza? CDN

OrbiToruń. Pierwsza krew

Za kilka dni miną dwa miesiące, odkąd działa miejski portal społecznościowy (podobno pierwszy w kraju). Serwis zacznie jednak coś znaczyć dopiero, gdy pokaże, że jest w stanie zmieniać rzeczywistość, wpływać na decyzje władz Torunia, radnych czy często bezdusznych urzędników. Śledząc ten portal, wątpię, czy ten eksperyment się uda.

Panorama OrbiToruń (źródło: orbitorun.pl)

Statystyki OrbiToruń są imponujące. W ciągu prawie dwóch miesięcy zalogowało się tam 923 użytkowników, powstało 111 aktywnych grup, 189 tematów na forum i aż 114 pomysłów dla miasta, które wydawały się z początku najsilniejszą stroną tego portalu. Jak na razie urzędnicy rozpatrzyli jeden pomysł. Chodzi o pomalowanie śmieciarek MPO. Znakomity pomysł Pracowni Zrównoważonego Rozwoju. Mowę mi odebrało, gdy przeczytałem, jak MPO zareagowało na tę propozycję. (Z półtoramiesięcznym opóźnieniem.) Do odpowiedzi wyciągnął ją portal. I usłyszał, że pomalowanie dwóch burt śmieciarki kosztuje od 3 do 5 tys. zł. MPO jednak po wybudowaniu zakładu unieszkodliwiania odpadów nie stać na malowanie śmieciarek (Zakład kosztował ok. 16 mln euro. Czym jest więc w tym obliczu 5 tys. zł? Warto jednak wspomnieć o zimie, podczas której MPO zarobił jak nigdy dotąd.) Bo „z propozycją związanych jest wiele problemów” – tłumaczy Dorota Arczyńska, rzecznika spółki. MPO spłaca teraz kredyty i ma inne priorytety niż malowanie śmieciarek. Mamy 20 takich pojazdów, co daje 100 tys. zł. Arczyńska jest dyplomatką: „Mogłoby być też tak, że pomalowane śmieciarki po kilku tygodniach wyglądałyby mniej estetycznie niż tradycyjne pomarańczowe pojazdy. Utrzymanie czystości śmieciarek to w polskich warunkach atmosferycznych o wiele trudniejsza sprawa, niż w Philadelphii”. (Stamtąd pochodzi ten pomysł. W Ameryce śmieciarki bez problemu pomalowali studenci. Ale to Ameryka.)

OrbiToruń pisze więc wprost: „Urzędnicy odkładają na razie pomysł na półkę, ale obiecują, że można do niego wrócić, kiedy sytuacja finansowa MPO będzie lepsza”. Porażka. Miejski portal za ok. 220 tys. zł nic nie wskórał. Skandal! Granda! Dlaczego portal nie zwrócił się z tym pomysłem do magistratu, który od czasu do czasu dokłada do MPO? Tego nie wiem. Ciekawe, co by usłyszał, gdyby to zrobił. (Może po prostu: „Chłopaki dajcie spokój, bo wykreślimy was z budżetu”.) Najsmaczniejsze jest jednak zakończenie śmieciowego postu. Marceli Sulecki, redaktor naczelny OrbiToruń pisze: „Niedługo omówimy kolejne pomysły. W MPO obiecano nam, że instytucja założy konto na portalu. Na razie ma je Urząd Miasta, a w ciągu kilku dni dołączy do niego Miejski Zarząd Dróg. Czekamy na kolejnych decydentów! Bez nich orbiToruń nie będzie tak obywatelski jak być powinien”. Dobrze, że redakcja zdaje sobie z tego sprawę. Dobrze, że o tym pisze.

Z dnia na dzień przybywa pomysłów. Jeśli urzędnicy będą na nie odpowiadać w takim tempie. To odpowiedzi na 111 pomysł doczekamy się… (Nie chce mi się już liczyć. Pewnie za kilka lat.) Jest jednak promyk nadziei. Promyczek. Rozmowa z Pawłem Piotrowiczem, szefem miejskich portali z wydziału współpracy zewnętrznej i informacji. Wiele mówi już sam tytuł: „Urzędnicy deklarują: Chcemy rozmawiać”. Minęły dwa miesiące, a magistrat stać tylko na takie szczere wyznanie.

Prezydent w ramach użytkownika

Jestem zdania, że urzędnicy i władze Torunia (prezydent, wiceprezydenci, skarbnik, sekretarz) powinni być na portalu zalogowani jeszcze przed tymi 923 użytkownikami, którzy nabrali się na miejski serwis społecznościowy. Oni już powinni czekać tam na nas od samego początku z otwartymi ramionami. Czy prezydent Zaleski będzie mieć swoje konto na OrbiToruń? – pyta Sulecki. Piotrowicz: „(…) będzie się oficjalnie pojawiać w portalu w ramach użytkownika o nazwie Urząd Miasta Torunia. To dobre rozwiązanie, bo w rzeczywistości urząd służy prezydentowi do wykonywania zadań i tworzenie dwóch profili o charakterze oficjalnym – osobno dla urzędu i dla prezydenta wprowadzałoby tylko niepotrzebne zamieszanie”. (Powraca więc pytanie, czy Zaleski potrafi obsługiwać komputer.) Brak mi słów, aby to komentować.

Piotrowicz: „Już sama idea portalu – otwartość i wolność słowa – (…) skraca dystans między obywatelem i urzędem. Oczywiście to administracja podejmuje decyzje, ale na poziomie pomysłów, dyskusji, swobodnej wymiany poglądów wszyscy mamy równe szanse (…) Dla mnie ważne jest też, aby ludzie skupieni wokół orbiToruń widzieli w oficjalnym urzędowym profilu partnera do rozmowy, a nie kogoś wyciąganego do tablicy, do przepytywania”. Tutaj nie mogę się powstrzymać od krótkiego komentarza.

Po pierwsze: przepaść między urzędnikami a obywatelami jest duża (może nawet z miesiąca na miesiąc coraz większa) i z pewnością nie zasypią jej odpowiedzi tego typu, co udzieliło MPO.

Po drugie: wszystko wskazuje, że miejskie jednostki (MPO, MZD, a może nawet mój ukochany MZK) założą tam oficjalne profile. Co to jednak zmieni? Równie dobrze mogę wejść na stronę każdej z tych instytucji i wysłać maila za pomocą formularza. Ludzie chcą mieć bezpośredni kontakt np. z szefami tych jednostek. Chcą bezpośrednio pochwalić lub nawrzucać Andrzejowi Glonkowi czy Marii Zawal i zobaczyć, jak oni pod własnym nazwiskiem tłumaczą się ze swoich decyzji, nie zasłaniając się brakiem czasu, rzecznikami prasowymi, przepisami, itp. To dopiero byłoby skracanie dystansu. Dyrektorzy MZD i MZK nie muszą od razu zamieszczać swoich fotek topless z wakacji czy przy kominku z rodziną. Wystarczy prosty gest: obecność w serwisie i w miarę aktywny udział. (Na przykład w piątki ok. 12, kiedy urzędnicy wysokiego szczebla myślą już o weekendzie, zakupach w hipermarkecie lub biorą udział w otwarciu jakiejś siedziby, spotkaniu opłatkowym, przecinaniu wstęgi czy objeździe.) Dopiero wtedy pan Glonek i pani Zawal będą partnerami do rozmowy.

Po trzecie: Piotrowicz jak słoń w składzie porcelany przypomina nam obywatelom, kto tu tak naprawdę rządzi – „to administracja podejmuje decyzje”. (Pewnie chodziło mu o administrację portalu. Ale czy na pewno? Czy to zwykłe przejęzyczenie?) Proszę Pana, w portalu społecznościowym rządzą obywatele. (Jeszcze na marginesie – w profilu „Urząd Miasta Torunia” nie ma nawet podanych danych kontaktowych. No cóż.) „Po czwarte” nie będzie.

Piotrowicz jednak zaznacza, że urzędnicy powoli przechodzą „z etapu dokładnego czytania (portalu – przyp. WG) do aktywności”. No i żaden ciekawy temat poruszany w portalu „nie powinien być zostawiony samemu sobie, bez odpowiedzi ze strony miasta”. Trzymam kciuki. Jaka będzie szybkość reakcji użytkownika „Urząd Miasta Torunia”? Ten okres „ (…) może być (…) wydłużony” – odpowiada Piotrowicz. Znów głos zabiera Sulecki: „Niedługo ocenimy dialog magistratu z mieszkańcami. Na razie nie wygląda on najlepiej”. Portal wysłał do miejskich jednostek pisma z prośbą o rejestrację w serwisie. Na razie nie ma reakcji z ich strony. Może konsultują je z prezydentem Torunia na cotygodniowych posiedzeniach.

Nadużycia w Urzędzie Miasta Torunia?

Na zakończenie trochę optymizmu: OrbiToruń wreszcie pokaże prawdziwą twarz naszych urzędników i władz Torunia. W końcu będą oni bliżej mieszkańców, ich spraw, problemów. Będziemy partnerami. A tak na poważnie: będzie po staremu. A swoją drogą – nie chcę już rozwijać tego wątku – na OrbiToruń wieje nudą. (I na koniec ostatni nawias. Współczuję redakcji OrbiToruń, bo tak naprawdę jest między młotem a kowadłem. Każdy jej ruch jest dokładnie obserwowany zarówno przez użytkowników, jak i urzędników. Jeśli portal pochyli się nad użytkownikami – ostatnio był taki wybieg w kierunku eNeRDe – urzędnicy będą patrzeć wilkiem. Jeżeli będą się podlizywać, zostaną nazwani urzędową tubą. Przy takim rozdaniu mówi się „pas”.)

Działo się, oj działo!

Wiele się wydarzyło od ostatniego wpisu. Lista jest długa: prokuratorskie zarzuty dla urzędników dotyczące trasy mostowej, wypowiedzi premiera RP o moście, milczenie w tej sprawie prezydenta, kłótnia radnych o bilety, sylwestrowy wypadek Zaleskiego.

Zacznijmy od krótkiego podsumowania ub.r. Na szczęście mamy już go za sobą. Bo tak naprawdę to nie był dobry rok. 2009 miał być rokiem rozpoczęcia wielkich inwestycji. Łopaty jednak nie poszły w ruch. Co więcej, to był rok cięć i zaciskania pasa. Cięć oczywiście w wielu przypadkach groteskowych. Prezydent bowiem oszczędzał, na czym się dało: na obuwiu strażników miejskich, wodzie w szkolnych basenach czy oświetleniu, co chyba najbardziej irytowało torunian.

Most dla ludzi...

Most marudzi...

Wciąż nie ruszyła zapowiadana na jesień 2009 budowa mostu. Ociągają się również inwestorzy galerii handlowych: Solaris Center i Toruń Plaza. Z miejskich projektów w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego rozpoczęła się tylko przebudowa Szosy Chełmińskiej. (Na marginesie: sądzę, że marszałek powinien pogrozić palcem władzom Torunia. Że za to odwlekanie inwestycji może odbierać odebrać nam pieniądze zapisane na liście projektów kluczowych.)

Na horyzoncie nie widać też kolejnych inwestycji. Jedna z branż, jaka ostatnio rozkwita, to bezdotykowe myjnie aut. To smutne. 2010 ma być lepszy. Większość wspomnianych inwestycji ma się rozpocząć. Trudno jednak nie wiązać tego z kampanią wyborczą. Czy to zwykły przypadek?

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD. Jak dla mnie ten projekt jest wielką pomyłką. Na pierwszy rzut oka to kolejny klocek. No i ten wynik...

Patrząc na tegoroczne plany, aż chciałoby się, by wybory odbywały się co rok. Na jednym wdechu nie sposób wymienić inwestycji, jakie zaplanował prezydent na 2010: most, sala koncertowa, hala widowiskowo-sportowa, północna średnicówka, zadaszenie stadionu żużlowego, Centrum Nowoczesności, Toruński Inkubator Technologiczny, podstawówka na Bielawach, parking podziemny na pl. św. Katarzyny. Nie będzie miesiąca, by władze, nie wbiły symbolicznej łopaty.

Przez ostatnie dni głośno było o wypadku Michała Zaleskiego. Na forach roztrząsano, skąd prezydent wziął Opla Vectrę, skoro nie wpisał go do ostatniego oświadczenia majątkowego. Niektórzy w napięciu czekali na opinię biegłych, czy kraksa na Bema była kolizją, czy wypadkiem. A to wszystko przeplatały kolejne komunikaty o stanie zdrowia gospodarza Torunia.

Nic dodać, nic ująć

Nic dodać, nic ująć

W ubiegłym tygodniu zapytałem więc wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, czy w zastępstwie Michała Zaleskiego 18 stycznia spotka się z szefem resortu infrastruktury Cezarym Grabarczykiem i porozmawia z nim o zwiększeniu mostowej dotacji. Usłyszałem jednak, że nie będzie takiej potrzeby, bo prezydent zamierza spotkać się z ministrem. Kilka godzin później rzeczniczka Zaleskiego wysłała kolejny komunikat, w którym czytamy, że jej szef „odniósł poważne obrażenia układu kostnego i narządów ruchu”, a „leczenie szpitalne potrwa do końca tego miesiąca”.

Jak zatem będzie wyglądać to spotkanie? Czy minister odwiedzi Zaleskiego w szpitalnym łóżku lub świetlicy? Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z czasami PRL-u albo z jakimś filmem z tamtego okresu (bo w PRL-u przeżyłem niecałe dziewięć lat). Mam więcej pytań: Jaki charakter będzie miała ta rozmowa? Służbowy czy prywatny? Jeśli służbowy – bo przecież rozmowa o moście ma traktować – to, czy jest to zgodne z przepisami? Czy Zaleski może załatwiać kasę na most w szpitalu, będąc na zwolnieniu lekarskim L4? (Nie szukam dziury w całym. Zadaję tylko pytania.) A tak na marginesie: to w ogóle nie wyobrażam sobie rozmowy tych dwóch panów np. w szpitalu, kiedy jeden z nich leży bądź siedzi z nogą w gipsie. Groteska.

Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

Olsztyn. Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

A na koniec garść wspomnień. Ostatnie śnieżyce, zamiecie i zawieje kojarzą mi się z dzieciństwem. Sankami, które dzieliłem z bratem, kombinezonem, niewielką górką na osiedlu, śnieżkami, które nie chciały się lepić i bałwanami, które stały kilka tygodni.

The best of… Michał Zaleski ver. 2.0

Nie wiem, czy jest jeszcze ktoś w Toruniu, kto poza Michałem Zaleskim wie, o co chodzi z toruńskim mostem. Prezydent potrafi odmieniać już go przez wszystkie przypadki. Pewnie zasypiając, widzi przed oczami odlewane filary przeprawy.

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

(Tym razem będzie poważnie.) Jako torunianin mam już dość tego, co się dzieje wokół mostu. Rok temu, kiedy wianek polityków PO obwieścił wszem i wobec, że projekt trafi na listę podstawową z unijnym dofinansowaniem, mieszkańcom Torunia spadł kamień z serca. To „wydarzenie” zostało okrzyknięte wydarzeniem 2008 r. Pamiętam jak z budynku Urzędu Marszałkowskiego wraz z posłem Grzegorzem Karpińskim dzwoniłem do Radia Gra, aby ogłosić tę wiekopomną informację. Minął rok, a mostu nie ma. Ani metra. Nie wiem nawet, czy krzaczki i drzewka, które rosną na jego trasie są wykarczowane.

Najpierw była mowa o wiośnie. Potem jesieni. A teraz mówi się o lecie 2010 – jeśli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Taką mantrę co chwilę można usłyszeć z ust prezydenta. (Mam pisać dalej?) W poniedziałek Zaleski odwiedził minister rozwoju regionalnego. I co? I nic. Potwierdziło się to, co wiedzieliśmy od wielu miesięcy. Nie ma szans na zwiększenie dofinansowania z magicznej liczby 327 na 748 mln zł. Czy prezydent łudzi się, że w tym roku ktoś mu przyniesie most pod choinkę? Z każdej strony – od ministerstwa infrastruktury, posłów rządzących bądź opozycyjnych – słyszę, że nie ma szans na dodatkową kasę. A prezydent – jak twierdzi np. poseł Zbigniew Girzyński – udaje, że tego nie wie. Co więcej, Zaleski idzie krok dalej i wpisał taką wartość dofinansowania do planów budżetowych na przyszły rok, łudząc się, że dostaniemy 85 proc. (Głowa już mnie boli. Mam mostowy strumień świadomości.)

Dlaczego znów kampania wyborcza w mieście będzie krążyć wokół mostu? Mieliśmy już potyczkę Zaleskiego z Filarem i most w tle. Potem most pojawił się w kampanii do parlamentu, a ostatnio do europarlamentu. Mam już tego dość. Czy siedem lat nie wystarczy, aby wybudować most w Toruniu? Czy prezydent czeka z wbiciem pierwszej łopaty na wybory? Czy inwestycje – średnicówka, sala koncertowa, inkubator technologiczny, centrum nowoczesności – są skrojone i specjalnie opóźnione, aby rozpoczęły się właśnie w 2010 r.? Mam nadzieję, że nie.

Jaki powinien być prezydent Torunia? Powinien słuchać i wsłuchiwać się w głosy mieszkańców, a co najważniejsze – dostrzegać ich przy planowaniu budżetu miasta. Nie powinien wdzięczyć się tylko do wybranych środowisk w TV Toruń i TV Trwam lub mówiąc wprost – do swojego elektoratu. Zamiast dróg, mostów, kilometrów, ton asfaltu, cegieł i zbrojeń powinien mówić o ludziach.

Jaki jest prezydent Zaleski? Łatwiej jest mu mówić o kilometrach dróg, metrach kwadratowych powierzchni oddanych do użytku niż o ludziach i ich potrzebach. Czy asfalt i beton załatwi wszystkie problemy? Wystarczy spojrzeć na Rynek Nowomiejski. To zmarnowana szansa i chyba najlepsza metafora rządów Zaleskiego. Kilka lat temu na nowo wybrukowano plac. Zniknęły obleśne, czerwone budy, gdzie można było kupić mydło i powidło. Dostaliśmy jednak pustkę, która bije po oczach. Pustkę, z którą nikt nie może sobie poradzić. Pustkę pod hasłem „rewitalizacja za unijne pieniądze”. Smutek. (Słownik synonimów podpowiada jeszcze: depresja, dno, dołek psychiczny, dół, ponurość, przygnębienie, zdołowanie, boleść, ból, opłakiwanie, rozpacz, żal, bieda, bolączka, nieszczęście, strapienie, troska, udręka, utrapienie, zgryzota, zmartwienie.)

Jak będzie wyglądać przyszły rok? Będzie taki jak najbliższe dni. Prezydent ma już kalendarz wypełniony spotkaniami opłatkowymi w całym mieście. (A tak na marginesie. Ostatnio byłem na stronie www Piotra Grzymowicza, prezydenta Olsztyna. Ciekaw jestem, kiedy prezydent Zaleski wpadnie na taki pomysł. Mógłbym zrobić sondę pod tym wpisem: Czy prezydent Zaleski odpowie na ten wpis? a) Tak. b) Nie! W życiu! c) Czy prezydent potrafi posługiwać się internetem? d) Nie wiem. Być może. f) Zrobi to za niego urzędnik.)

The best of… Andrzej Pałucki

Po długiej przerwie – bynajmniej nie urlopowej – znów biorę się „samplowanie” tego, co znajdę w internecie, czyli mówiąc prościej, porządkowanie chaosu. I znów uciekam od tytułu blogu. Tym razem akcja będzie się rozgrywać we Włocławku. Nie miałem jeszcze szczęścia spotkać się z prezydentem Andrzejem Pałuckim.

Tradycyjnie Paint

Andrzej Pałucki (obróbka w Paint)

Nie mam pojęcia, jak oceniają go włocławianie. Nigdy nie słyszałem jego głosu. Dość ciekawy portret można jednak zbudować na podstawie jego wypowiedzi (korzystałem tylko z tych, które można znaleźć w sprawozdaniach z sesji Rady Miasta). Pałucki ma poczucie humoru (do mnie ono jednak nie trafia), lubi pouczać, celnie łaje swoich politycznych przeciwników, często mówi o sobie w osobie trzeciej i jest tradycjonalistą. Kim jest, a raczej kim nie jest Andrzej Pałucki? Oddajmy głos prezydentowi. (Pisownia oczywiście oryginalna.)

Nie jestem ufoludkiem
„To jest jak z ufoludkiem – wszyscy o nim wiedzą, tylko go nikt nie oglądał!”
„(…) jeszcze mnie dokładnie zrewidowano i wylegitymowano, zanim wszedłem do senatu, w związku z tym nie miałem szans zabrać kogokolwiek, bo musiałem się przez te bramki prześlizgnąć sam, opróżniając wszystkie kieszenie, zdejmując pasek od spodni, bo brzęczał”.

Nie jestem lekarzem
„W pewnej chwili gdy wypowiadał się Pan Poseł Zbonikowski, to ledwo się powstrzymałem, by nie krzyknąć czy na Sali jest lekarz? Takiego konglomeratu bzdur jeszcze nie słyszałem – od osoby, która za publiczne pieniądze jest utrzymywana. (…) podobno jest Pan reprezentantem RP a zachowuje się Pan poniżej poziomu teraz pokrzykując sobie na sali. Ale to nie jest wyjazd zagraniczny, w związku z czym proszę powstrzymać emocje (…)”
„Nie chcę zejść do tego poziomu, bo bym musiał być w podziemiu”.

Nie jestem wandalem
„(…) chcę Państwu oświadczyć uroczyście, że nie obdrapałem żadnego budynku w Śródmieściu, ani nie powybijałem szyb, szczurów też nie wypuszczałem”.

Sesja Rady Miasta z 30 marca i 6 kwietnia br.

Nie jestem średniowiecznym władcą
„(…) nie czuję się jak średniowieczny władca”.

Nie jestem błaznem
„(…) nie przyszedłem tu pracować na rozśmieszanie mieszkańców Włocławka”.
„To, że mam uśmiechniętą twarz, to nie znaczy, że się z kogoś śmieję”.
25 maja br.

„Ja Panu nie przeszkadzałem panie pośle (Zbonikowski – przyp. WG). Będzie Pan miał czas na zadawanie pytań – macie Państwo okazję zobaczyć kulturę polityczną niektórych parlamentarzystów. Jest to dobry, kliniczny przypadek”.
20 października 2008 r.

Nie jestem magikiem
„(…) zaczynam podejrzewać, że myli Pan pojecie menadżera z magikiem. Ponieważ tutaj Koperfild byłby potrzebny, żeby wyczarować tych, którzy nie chcą zarobić(…)”
28 kwietnia 2008 r.

Nie jestem masochistą
„Dla mnie, jako Andrzeja Pałuckiego, żadna podwyżka nie jest akceptowalna, bo jak mi podniosą na czymś 5 zł i mnie ktoś zapyta, czy jestem zadowolony, to nie jestem masochistą i na pewno nie powiem, że jestem zadowolony”.
„Natomiast mam złą wiadomość dla Pana Przewodniczącego Władysława Skrzypka. Otóż niestety, muszę Pana zmartwić – balangi nie będzie, ponieważ ośrodek jest już dawno sprzedany”.
1 grudnia 2008 r.

Brzydki prezydent?
Tak więc przede wszystkim proszę czytać to, co proponujemy nie pod kątem, że brzydki Prezydent nie chce zrealizować postulatów „ładnych” radnych – tylko „brzydki” Prezydent patrzy na to, czy popadniemy w zarząd komisaryczny?”
„Nie będę się bił w piersi tam, gdzie nie ma takiej potrzeby a pytania wynikają nie z troski, tylko z nieznajomości dokumentów. (…) Oczywiście, Państwo, jako radni możecie postulować przeróżne rzeczy, w tym pisania wszystkiego po 10 razy”.
11 stycznia 2008 r.

Nie jestem wróżką
„Ja nie wiem, czy dożyję jutra. W związku z tym Pan wybaczy, że we wróżkę nie będę się bawił”.
29 października 2007 r.

Jestem tradycjonalistą
„Nie, nie podzielam Pani opinii na temat zasad pisania tych wyrazów z następujących powodów: jestem tradycjonalistą i tak mnie uczono jeszcze w szkole. Ponadto Urząd dysponuje programem  komputerowym do wychwytywania błędów i ten system elektroniczny, też jest tradycjonalistą i pozostawił to w tym samym kształcie”.
27 sierpnia 2007 r.

Ciąg dalszy być może nastąpi.

Wojna rajców 1.1 (Włocławek)

29. sesja. 25 maja. Sala nr 4 Urzędu Miasta Włocławek. Obecnych 20 radnych. Akcja!

Czołówka serialu (Stock.XCHNG z niewielką pomocą Painta)

Czołówka serialu (Stock.XCHNG z niewielką pomocą Painta)

Radny Władysław Skrzypek: Chciałbym pod obrady wnieść punkt, który by dotyczył dyskusji nad rewitalizacją placu Wolności. A teraz powiem – dlaczego? (…) (Uzasadnienie tego wniosku zajmuje ok. pół strony „dwunastką” w Wordzie).

Przewodniczący Rady Miasta Rafał Sobolewski: Panie Prezydencie. Ja myślę, że jako uzasadnienie to wystarczy.

Skrzypek: Ale proszę mi nie przerywać – ja już kończę – proszę mi nie przerywać (pogrubienia – Teka Toruńska).

Sobolewski: Panie Prezydencie – były – Panie wiceprzewodniczący, jeżeli będzie się Pan tak zachowywać.

Skrzypek: Proszę mi nie przerywać.

Sobolewski: Zamknę za chwilę sesję Panie Prezydencie.

Skrzypek: Proszę mi nie przerywać – kultura obowiązuje.

Sobolewski: Kultura obowiązuje – ja Panu przerywam i odbieram Panu głos i ogłaszam przerwę minutową i proszę radnych, aby wyszli i nie będę akceptował Pana zachowania. (Przerwa w obradach od 9.24 do 9.31.) Chciałem powiedzieć, że naprawdę nie będę tolerował takiego zachowania, które zmierza do tego, aby kontynuować wypowiedź po tym, kiedy Przewodniczący odbiera głos. I jeżeli będzie taka sytuacja się powtarzała, nie ogłoszę przerwy minutowej, czy dwuminutowej dla uspokojenia sytuacji, czy mówiącego, tylko ogłoszę przerwę tygodniową. I będziemy się spotykać do skutku! (…)

Prezydent Włocławka Andrzej Pałucki (informuje o tym, co się działo między sesjami): (…) Dnia 11 maja spotkałem się z wicepremierem i ministrem gospodarki Panem Waldemarem Pawlakiem, który gościł we Włocławku na zaproszenie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. (…)

Radny Marek Kalinowski: (…) Słuchając wystąpienia, czy właściwie słuchając odczytywanego sprawozdania przez Pana Prezydenta to taka się rodzi wątpliwość, że to w zasadzie jest kronika towarzyska średniowiecznego władcy. A jakby nie być łaskawym dla Pana, to już to raczej Panu nie grozi. (…) W ogóle, czego się Pan nie dotknie, to zawsze są protesty (…)

Skrzypek: (…) To jest Panie Prezydencie – nie chcę mówić, że kłamstwo, ale oszukiwanie mieszkańców. Ma Pan 48 godzin – może mnie Pan zaskarżyć, że mówię nieprawdę. I Pan, jako Eurodeputowany startuje a Pan w błąd wprowadza mieszkańców miasta Włocławka. (…) Następna sprawa – ja nie usłyszałem w tym sprawozdaniu od Pana Prezydenta – nie usłyszałem – o przetargach najważniejszych – na oświetlenie mostu. Nie wiem, czy nie dosłyszałem? Chciałem Państwu powiedzieć – na Komisji Budżetu, jak spytałem o oświetlenie mostu Pana Naczelnika z Panem radnym Mazierskim – On nie wie! – on nie wie! – szuka komórki, dzwoni – on nie wie!. Dopiero Pan Mazierski powiedział, że był jeden oferent i dopiero .. – to jak to? – Naczelnik, żeby nie wiedział o takim ważnym przetargu? Dzwoni na Komisji z komórki? Panowie – co my tacy jesteśmy radni głupcy? Damy się oszukać? Chcecie Państwo z nas zrobić głupich, nienormalnych, że wszystko to Wasze to jest dobre a nasze, to jest złe? My źle chcemy dla miasta? Ja się pytam: to po co my tu jesteśmy? (…)

Sobolewski: (…) Jesteśmy w punkcie, który mówi, ze zadajemy pytania, dotyczące informacji złożonej przez Prezydenta z działalności w okresie międzysesyjnym, w związku z czym proszę tak konstruować swoja wypowiedź i wysilić szare komórki, aby to było pytanie.

Radny Jarosław Chmielewski: Przysłuchując się kwadransom Prezydenta – też w okresie międzysesyjnym – ciągle Pan Prezydent poucza radnych, mówi jak są niewłaściwie przygotowani do pewnych rzeczy. Chciałbym zapytać, czy Pan Prezydent z naszych publicznych pieniędzy płaci za te kwadranse Prezydenckie tak, jak radni, którzy płacą za swoje wystąpienia w Telewizji Kujawy? – czy też Pan prezydent również płaci ze  swoich prywatnych pieniędzy? (…)

Radny Andrzej Kazimierczak: (…) Będziemy zawsze popierali decyzje słuszne, obojętnie kto będzie Prezydentem. I jeśli ten Prezydent podejmuje decyzje, które w naszym mniemaniu są słuszne – również będziemy je popierali. Nie stosujemy zasady, że na złość mamie odmrożę sobie uszy. Niestety tak jest. My nie jesteśmy przywiązani do swoich mandatów. Staramy się w miarę swoich możliwości zrobić coś pożytecznego dla miasta. (…)

Pałucki: (…) Tak się składa, że nie mam na co odpowiedzieć, bo żadne z pytań nie było pytaniem, związanym z informacją międzysesyjną. Wszystkie były interpelacjami a taki punkt będzie w przyszłości. (…) Kolejna rzecz: Pan radny to już w ogóle opowiada ciągle Polityczne rzeczy. Proszę zwrócić uwagę, jak wiele merytoryczności jest w wypowiedzi, ze składam informację, jak średniowieczny władca. Ja w przeciwieństwie do Pana radnego Kalinowskiego w średniowieczu nie żyłem, więc trudno jest mi się odnieść szczegółowo, ale nie czuję się jak średniowieczny władca, w przeciwieństwie do tego, co Pan twierdzi. (…) Pan wymaga ode mnie, abym opowiadał o tym, gdzie, kto na kogo napluł, kogo powyzywał  na ulicy, bądź zrobił jakąś zadymę. (…) A więc proszę mnie tutaj nie wkręcać w jakieś mechanizmy populistyczno-zadymiarskie, co czyni Pan na każdej sesji Rady Miasta. A więc proszę nie pokrzykiwać teraz na Sali. Ja nie pokrzykiwałem, jak Pan zabierał głos. Proszę kontynuować swoją linię, pewnie Sądy dalej będą miały zajęcie. (…) Pan radny Skrzypek zarzuca mi, że oszukuję mieszkańców i oczywiście dokonałem przestępstwa projektując na placu Wolności bezkolizyjne przejścia a więc eliminujące kolizję ruchu pieszego ruchem samochodowym. Panie radny – jest taka instytucja, która nazywa się Prokuraturą. Proszę złożyć wniosek, że dokonałem przestępstwa – rozstrzygniemy tę kwestię bez przepychanek słownych. Ja jestem bardzo spokojny a Pan będzie miał czyste sumienie, że przestępcę Pałuckiego – zamknięto. Dalej nie będę tego kontynuował, bo reszta trochę śmiesznie brzmi a ja nie przyszedłem tu pracować na rozśmieszanie mieszkańców Włocławka. Natomiast jeśli chodzi o wypowiedzi Pana radnego Chmielewskiego, to są to stricte polityczne wypowiedzi – nie ma tutaj żadnej gospodarczej wypowiedzi. (…) Jeżeli Panu przeszkadza pomnik „Ludziom pracy”, bo Pan nie jest człowiekiem pracy – to już Pański ból. (…) Nie wiem w jakim mieście Pan ogląda telewizję, ale we Włocławku nie ma „Kwadransa Prezydenckiego”, w związku z tym nie mogę się ustosunkować, gdybym nawet chciał mimo, ze nie ma to nic wspólnego z moja informacją międzysesyjną. A więc proszę nie mieszać i nie mówić, ponieważ radny powinien swoje miasto znać.

Kalinowski: Ja wiem, że Pan lubi czasem dowcipasy opowiadać, ale mi się wydaje, że to akurat ani czas, ani miejsce – wie Pan? Tak nie ma co się uśmiechać, bo naprawdę sprawa jest bardziej poważna niż pewnie to się Panu wydaje. (…)

Pałucki: (…) Pan radny Kalinowski już tak ma zmiksowane pojęcia, że nawet imputuje mi, że śmieję się z kupców, czy mieszkańców Włocławka. To, że mam uśmiechniętą twarz, to nie znaczy, że się z kogoś śmieję. Bardziej śmieszą mnie Pańskie wypowiedzi, a martwi mnie to, że aż tyle problemów jest w mieście. A do tych problemów podchodzimy w sposób polityczny – podkreślam z całą mocą – polityczny – i właściwie robi Pan hucpę z poważnych rzeczy gospodarczych. I ja na tym zakończę i z Panem nie będę polemizował, ponieważ jest to ewidentna strata czasu.

(Czas na interpelacje.)

Skrzypek: (…) Byłem w ubiegłym tygodniu o godzinie 22.00 na tamie przy krzyżu księdza Popiełuszki, który poległ męczeńską śmiercią. (…) Co zastałem na tym placu? – aż mnie wstyd było wobec ludzi, którzy tam i wycieczek, bo było tam kilka autokarów. Porozrzucane kosze, puszki od piwa Proszę Państwa, wybita w krzyżu dziura, gdzie rękę można włożyć. Czy ta dziura ma symbolizować ukrzyżowanie Chrystusa? Jest wybita. Nikt nie pilnuje. W  poprzedniej kadencji stać mnie było – tak – stać mnie było opłacać człowieka, który pilnował ten krzyż i był piękny. Oświetlenie bździ. Panie Prezydencie, nie oraz się, ale bździdło jest. Jedna lampka na dole, dwie na ramionach i takie oświetlenie. Co to za oświetlenie? 25 rocznica męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki i miasto nie potrafi uszanować swojego męczennika? Miasto, które ma największą atrakcję. (…) Ja mówiłem poprzednio o barze mlecznym. Mieszkańcy domagają się baru mlecznego. (…) Włocławek mamy rozkopany. To dobrze, że się dzieje i remonty idą. Ale Panie Prezydencie = opinia publiczna, to nie są matoły ze wsi! Potrzebuje informacji, kiedy zostanie remont zakończony – od kiedy do kiedy? Kiedyś prasa pisała a teraz prasa boi się pisać? Ja nie wiem, co się z tą prasa stało? Teraz boi się pisać, kiedy remont zakończy się, nie atakuje Prezydenta, śpi! Prasa śpi! Tak, ma dobrze, że ja nie wiem! (…) A powiem Państwu, że w Londynie byłem. Widziałem oznakowanie. A Londyn teraz wprowadził w najbardziej ruchliwej ulicy wszystkie znaki zdjął – i obserwuje jak to się sprawdza. Do tej pory się sprawdzało – wszystkie znaki zdjął! A u nas  ładuje się znaki, na przejściach dla pieszych słupki się stawia! )…)

Sobolewski: Ja, jako Przewodniczący Rady Miasta Włocławek i osoba, która mieszka w mieście, chciałem uzupełnić tutaj wypowiedź – myślę, że tutaj Pan się zgodzi – Pana Przewodniczącego Władysława Skrzypka, ze używając określenia „matoły ze wsi”, nie chciał nikogo urazić i to była tylko taka przenośnia.
(Uchwała o zmianie budżetu na br.)

Skrzypek: (…) Ja się pytam: Kto decydował, żeby ta ulica była naprawiana, jak ona jest w dobrym stanie? To po co my ten plan zagospodarowania przestrzennego ustalamy? Czy nas się w bambucho robi? – się pytam! Po co są radni? (…) Proszę Państwa – nie mogę się zgodzić, jako były Prezydent, jako radny – za dwa miliony, za ponad 2 miliony – ponad 2 miliony oświetlenie mostu. Proszę Państwa: Rozmawiałem z mieszkańcami miasta Włocławka  i wiecie co powiedzieli? – to my za 2 miliony z łuczywami staniemy i będziemy most oświetlać! Czy nam potrzeba takiego oświetlenia? Za te pieniądze, to byłby blok pobudowany dla tych najbiedniejszych mieszkańców miasta Włocławka! 2 miliony złotych – i powiem – ja się spytam: Panie Naczelniku ilu w przetargu brało udział? – Pan mi Powie! – czy może mi Pan dzisiaj powiedzieć, ile osób ? – 1 osoba brała w przetargu udział! – Proszę Państwa – 1 osoba! I to, co powiedział Pan radny Sobolewski – jestem za tym, żeby ten przetarg odwołać i na nowo rozpisać. Dziękuję – a nie  trwonić ciężkich pieniędzy podatników! Można je inaczej wydawać a nie hojną ręką robi się oświetlenie. Most pięknie wygląda w nocy! – a nie dwa miliony na most – 50 tys. dawać! Wybudowałbym blok dla najbiedniejszych, którzy mieszkają pod mostami, nie maja gdzie mieszkać – w tunelach! (…)

Sobolewski: (…) Żałuję, ze nie ma Prezydenta. Ja myślę, że można byłoby poprosić, żeby przyszedł dlatego, ze tak naprawdę to On jest gospodarzem tej uchwały i mógłby podjąć decyzję, że na wniosek radnych rezygnuje z tego zapisu w uchwale zmieniającej uchwałę w sprawie budżetu miasta na 2009 rok i wtedy, gdyby coś takiego miało miejsce – chyba, że pojawia się jeszcze inne warunki – moglibyśmy podjąć tę uchwałę. W związku z czym mam taką prośbę, aby poinformować Prezydenta, że oczekujemy na Niego. (…) (Kilka minut później.) (…) Chciałbym zapytać: Czy na Sali jest obecny dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg? – no, przyznam, ze jest to trochę uciążliwa sytuacja dla radnych, jeżeli mamy procedować nad sprawami związanymi z budżetem miasta, wielomilionowymi inwestycjami a na Sali nie ma dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Prezydenta – również. W związku z czym ogłaszam 5-minutową przerwę (…) (Po przerwie.) Nie ma jeszcze Pana Dyrektora Kossedy? – nie ma.

Kalinowski: (…) Ponieważ nie ma ani Pana Prezydenta ani Pana dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg, to ja w takim razie proszę, żeby nie blokować prac nad porządkiem sesji, żeby ten punkt przełożyć na koniec sesji, bo możliwe, że któryś z tych Panów by się pojawił.

Sobolewski: (…) Wniosek został złożony. Kto z Pań i Panów radnych jest za przesunięciem punktu dotyczącego zmiany w uchwale budżetowej na koniec dzisiejszych obrad w nadziei na to, że dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Prezydent pojawią się na Sali, proszę o podniesienie ręki. Kto jest przeciwny? Kto wstrzymał się od głosowania? (…) W głosowaniu wzięło udział 20 radnych i przy 18 głosach za, 2 przeciw i braku głosów wstrzymujących się, wniosek uzyskał wymaganą większość, w związku z czym odłożyliśmy głosowanie nad tym punktem do końca sesji w oczekiwaniu na dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Prezydenta.

(Trochę później.)

Sobolewski: (…) Chciałem wyjaśnić, że to z wiceprzewodniczącym Władysławem Skrzypkiem chowaliśmy przez chwilą koperty, nie było związane z podejmowanymi za chwilę uchwałami, tylko pokarzę – było to zaproszenie od Demokratycznej Unii kobiet na Dzień Matki. A z racji tego, że filmowane są nasze obrady, czułem się zobowiązany do tego, żeby wyjaśnić ten fakt.

(I na koniec budżet. Jest dyrektor MZD.)

Sobolewski: (…) No, złożona jest autopoprawka,  złożone zostały dwie autopoprawki. Natomiast, jeżeli ja używam sformułowania „autopoprawką”, to mogę użyć takiego sformułowania dlatego, że autopoprawka jest sumą autopoprawek, choćby było ich nawet 100. Dobrze myślę? Dobrze myślę. Liczy się summa summarum to, że zostało autopoprawione przez Prezydenta, w tym przypadku przez zastępcę prezydenta, który ma do tego prawo, bo tak stwierdził Pan Gruszkowski, który jest radcą prawnym w naszym Urzędzie.

Kazimierczak: (…) Chciałbym poprosić o 10 minut przerwy przed tym głosowaniem.

Sobolewski: Ogłaszam 5 minut przerwy.

(Uchwała przeszła. Jeszcze wolne wnioski.)

Kalinowski: (…) Ja sobie kiedyś na posiedzeniu komisji chciałem być dowcipny i jak to z moimi dowcipami wychodzi i powiedziałem, że mi sprawy kultury to mi za bardzo na sercu nie leżą, bo ja tak raz do roku chodzę do teatru. Oczywiście to właśnie w tej notatce dziennikarza, który opisywał to – też jakby moje nazwisko padło – dziękuję bardzo temu dziennikarzowi, że mi robi bezpłatną reklamę – ale był łaskaw napisać, że Marek Kalinowski to ćmo, owo i tamto i , że raz do roku chodzi do Teatru itd. Chciałem powiedzieć, że do Teatru to ja chodzę trochę więcej. W tym roku jak sobie policzyłem, to byłem 5 razy w tym 3 razy w Warszawie, co zawsze wiąże się z pewnymi kosztami, które ponoszę z własnej kieszeni. Nie chodzę nigdy do Teatru na darmowe miejsca jak niektórzy prominentni przedstawiciele władzy samorządowej. W związku z powyższym ja tylko chciałem w tej kwestii zabrać głos – żeby była sprawa jasna. (…)

Sobolewski: Chciałem tylko zapytać, czy 5 razy to Pan był w ogóle, czy w tym roku? – bo tego właśnie nie usłyszałem.

Kalinowski: W tym roku.

Sobolewski: Ja jeszcze chciałem złożyć oświadczenie, że byłem więcej razy niż Pan Marek Kalinowski w Teatrze – jeżeli mógłbym w tym punkcie.