platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Nasz prezydent dobry jest

(Zaraz ktoś zasugeruje, że oprócz tego, że na Facebooku jestem wśród znajomych prezydenta Torunia – co jest wielce karygodne i w ogóle nie przystoi – to do tego mam jeszcze fioła na punkcie Michała Zaleskiego, a ten blog nie powinien nosić nazwy „Teka Toruńska”, lecz winien być „Fanklubem Michała Shreka Zaleskiego”. Tym razem nie będzie o prezydencie, który wpada do basenu, pręży tors w jeziorze i przecina wstęgę na entym „Orliku”. Teraz będzie o kampanii wyborczej i pewnej strategii.)

Kandydaci 10 lat temu... (źródło: um.torun.pl)

Ta przemyślana i przebiegła strategia pojawiła się wiosną, mniej więcej w momencie, gdy rzecznikiem prasowym Zaleskiego została Aleksandra Iżycka, PR-owiec z krwi i kości. Wtedy też jakoś złagodniał wizerunek prezydenta (choć w niektórych audycjach pewnej telewizji zawsze był łagodny, uśmiechnięty, do rany przyłóż, itp., itd.). Znikły niemal zupełnie sprostowania do artykułów, zażarte polemiki i odpowiedzi dotyczące dość często błahostek. Jeszcze kilka miesięcy temu prezydent potrafił komentować tytuł tekstu, czasem jakąś frazę, która mu się nie spodobała. Teraz na niewygodne tematy, które stawiają prezydenta w złym świetle, odpowiada rzeczniczka lub jakiś dyrektor z magistratu. Prezydent, czyli mówiąc wprost  – szef magistratu, staje obok, tam, gdzie jest bezpieczniej. Lepiej niech mówią źle o urzędnikach, że są złośliwi, małostkowi, bezduszni, opieszali, że się mylą, że nie mają o czymś pojęcia. Oderwanie prezydenta od magistratu i tej urzędniczej machiny stało się już faktem.

Zaleskiego już nie ma na pierwszym froncie, gdzie można usłyszeć wyzwiska, żale, pretensje. Chyba ostatnie tego typu sceny można było obserwować wiosną na osiedlowych spotkaniach i konsultacjach dotyczących średnicówki. Teraz prezydent pojawia się tylko tam, gdzie można usłyszeć ciepłe słowa, podziękowania, gdzie można wygłosić przemówienie, wręczyć bukiet kwiatów, ciepły koc czy wiązankę. Przykłady? Już podaję, bo zaraz znajdzie się ktoś, kto zarzuci mi, że wyssałem sobie to wszystko z palca.

Pierwszy: ostatnie dwie tury konsultacji społecznych dotyczących przebudowy ul. Mickiewicza. W tym przypadku kapitał zbija konkurent Zaleskiego – Waldemar Przybyszewski, który je organizuje, moderuje i jest tam pierwszoplanową postacią (na ostatnim, żeby „zbliżyć się” do widowni szef rady miasta nawet zdjął marynarkę, wcześniej pytając o to gości). Bo prezydent na spotkania, gdzie można by sobie pobrudzić marynarkę i się srogo spocić, wysłał wiceprezydenta Torunia Zbigniewa Fiderewicza, który mistrzowsko opanował sztukę mówienia o niczym i ulotnił się w kluczowym momencie spotkania, gdy były formułowane wnioski (złośliwi twierdzą, że na mecz Unibaksu). Lepiej jednak omijać trudne tematy.

Kolejny przykład to sprawa sprzedaży basenu przy ul. Bażyńskich. Głośno wokół tego tematu zrobiło się przed wakacjami. Spontaniczna akcja, podpisy pod petycjami, oburzenie wśród uczniów, studentów. I co? Temat został już odłożony na bliżej nieokreśloną przyszłość, a prezydent tak bardzo nie obstaje już za sprzedażą basenu. Strategia wyborcza prezydenta jest bardzo prosta (Ameryki nie odkrywam!): dokonania oraz sukcesy, nawet te drobne i mało spektakularne, trzeba jak najbardziej uwypuklić, a trudne decyzje czy błędy – odłożyć na później lub zrzucić na urzędników.

Następny przykład: tymczasowy most. Mówi się o nim już pół roku. Wszystko wskazuje na to, że będzie to drogie i zbyt długotrwałe przedsięwzięcie (ok. 60 mln zł i 20 miesięcy). Prezydent już od dwóch miesięcy ma w rękach analizę dotyczącą doraźnej przeprawy. Wydaje się jednak, że Zaleski będzie zwlekać z tą budzącą kontrowersje decyzją tylko po to, aby jakieś posunięcie w tej sprawie wykonał klub PO. Wtedy będzie można na nich zrzucić winę, że chcą wyrzucić pieniądze w błoto, że rzucają kiełbasę wyborczą, itp., itd.

Na koniec ten nieszczęsny Facebook i garść retorycznych pytań: Czy pojawienie się Zaleskiego na Facebooku ma jakiś związek z tym, że profil w tym portalu założył sobie Waldemar Przybyszewski? Czy prezydent wreszcie włączy możliwość komentowania wpisów, a może po prostu boi się, co by przeczytał pod swoimi wpisami, zdjęciami? Czy prezydent odpowie na moje zaproszenie do FarmVille?

Koniec świata! Prezydent na Facebooku

No i wykrakałem. We wczorajszym wpisie ubolewałem nad tym, że Michał Zaleski nie korzysta z internetu. A tu niespodzianka: prezydent zalogował się na Facebooku, wrzucił kilka fotek i uzupełnił swój profil. 

Zdjęcie profilowe prezydenta (źródło: facebook.pl)

“To musi być fake!” – to pierwsza myśl, jaka się pojawiła w głowie, gdy odwiedziłem profil Michała Zaleskiego na Facebooku. Ulubiony film? Shrek Forever After. Ulubiony cytat ze Shreka: “Dobra! Ręce do góry! Mam smoka i nie zawaham się go użyć!” Od wielu lat w różnych kręgach na Zaleskiego mówi się “Shrek”. Czyżby prezydent miał do siebie taki dystans? (To był pierwszy argument na “nie”. Że to jest jakiś żart.) Skąd jednak jakiś żartowniś wziął zdjęcia prezydenta z jakiejś wycieczki, siedzącego na murku, oglądającego sklepową witrynę. (To argument “za”).

Czy Zaleski ma poczucie humoru? W zainteresowaniach wpisał: “Na lądzie rower, na wodzie żagle, w powietrzu przydały by się skrzydła”. (Tutaj mały ortograf!) Muzyka: “Poważna, mniej poważna i całkiem niepoważna”. Książki: “Ostatnio te, które lubi wnusia”. (W tym momencie zupełnie zgłupiałem).

Zadzwoniłem więc do rzeczniczki prezydenta Aleksandry Iżyckiej. Nic nie wiedziała o profilu Zaleskiego. Po kilkunastu minutach dostałem odpowiedź, że jest to prywatny profil prezydenta. (A już się chciałem z kimś założyć!)

No to na zakończenie garść pytań: Czy w tej kampanii wyborczej zobaczymy nieznaną wcześniej twarz prezydenta Zaleskiego, człowieka, który ma dystans do siebie, poczucie humoru, który nowe technologie ma w małym paluszku? Czy czeka nas batalia np. między Zaleskim a Przybyszewskim na liczbę znajomych na Facebooku, liczbę zwierząt i upraw w FarmVille,  trupów w Mafia Wars czy wypełnionych quizów? Czy prezydent zaprosi mnie do swoich znajomych (bo zaproszenie dostał już mój brat)?

 

Prezydent Zaleski topless

Oglądając audycje jednej z toruńskich telewizji, przecieram oczy ze zdumienia, łapię się za głowę, zadaję sobie mnóstwo pytań (bardzo podstawowych, wręcz idiotycznych – “jak to?”, “jak tak można?”, “dlaczego?”). Ma ona oczywiście zalety – nie wychodząc w ogóle z domu, mogę się dowiedzieć, co się dzieje w mieście. Na to wszystko nałożony jest jednak specyficzny filtr.

(Nie chcę za dużo tu napisać. Podam tylko przykład. Wkrótce będą kolejne. Resztę ułóżcie sobie sami.)

Materiał nr 1. O prezydencie Michale Zaleskim, który wybrał się z wizytą do kolonistów, którzy dzięki MOPR pojechali do Zbiczna. Najpierw dzieci. Mówią, co robiły. Bla, bla, bla. Głos z offu: “Największą atrakcją na koloniach jest kąpiel w jeziorze”. Znów dzieci. Głos z offu: “Najmłodszy uczestnik kolonii, sześcioletni Kuba namówił do rywalizacji prezydenta Michała Zaleskiego. Sprawdzał, ile wytrzyma pod wodą”. 47 sekunda materiału spod wody wynurza się… prezydent. (Ta, ta!)

Kadr nr 1 z materiału TVK Toruń "Prezydent u kolonistów" z 26 lipca 2010

Przeciera oczy. Wytrzymał 32 sekundy.

Kadr nr 2 z materiału TVK Toruń "Prezydent u kolonistów" z 26 lipca 2010

Prezydent (mokry, bez koszulki i uśmiechnięty): “Kuba był lepszy”.

Kilkadziesiąt sekund później prezydent jest już w koszuli.

Kadr nr 3 z materiału TVK Toruń "Prezydent u kolonistów" z 26 lipca 2010

Zaleski: “Dzieciaki są zadowolone, szczęśliwe, uśmiechnięte. Kąpią się codziennie. Czasami nawet dwa razy dziennie. Pogoda dopisuje. Opiekę mają tutaj także znakomitą”.

Od razu sobie przypominam, jak prezydent bodajże w 2006 r. wskoczył w garniturze do miniaquaparku, rok temu otwierał po kolei bodajże (pamięć już nie ta) pięć “Orlików”. Pamiętam te wszystkie wizyty, wigilie, opłatki, przecinanie wstęg, przemówienia, toasty. Czy tak będzie też wyglądać zbliżająca się kampania wyborcza? CDN

Most w Toruniu. Odcinek 2010

Czy ta mostowa tragikomedia wreszcie się skończy? Wszystko wskazuje, że nie. Mamy kolejny odcinek serialu.

Przez osiem lat dorobiliśmy się mostu w skali 1:1000 (źródło: www.linkpr.pl)

Dziś MZD poinformowało, że rozwiązało umowę z inżynierem projektu, czyli bydgoskim Przedsiębiorstwem Obsługi Inwestycyjnej i ukraińską spółką Grand Metropolia. Konsorcjum tych firm pracowało zaledwie trzy miesiące. Nie będę oceniać, czy jest to słuszna decyzja i rozgrzebywać, czy ich pracownicy byli solidni lub kompetentni. Uważam, że doszło do kuriozalnej sytuacji, że za przetarg na generalnego wykonawcę przeprawy, będą odpowiadać wyłącznie urzędnicy z naszego magistratu i Miejskiego Zarządu Dróg. A tajemnicą nie jest to, że żaden z nich do tej pory nie brał udziału w budowie mostu i układu komunikacyjnego o takich parametrach. Jeśli mają na koncie „obiekty inżynierskie” – mówiąc w slangu drogowców – to są to niewielkie wiadukty lub mostki. Swoją drogą takich inwestycji w CV nie miało też bydgoskie POI.

Co teraz będzie z mostem? Czy urzędnicy są w stanie wybrać, a potem nadzorować, firmę, która go postawi? Czy będziemy mieć powtórkę z budowy wiaduktu Kościuszki? Coraz częściej to, co dzieje się wokół mostu, kojarzy mi się z nieudolną budową tej estakady. Jeśli tak wiele problemów pojawia się przed wbiciem łopaty, to nie będzie ich mniej po wejściu na plac budowy. (Chciałbym się mylić.) Trzeba wreszcie zadać fundamentalne pytania: Czy to nie jest zbyt skomplikowana inwestycja dla naszych urzędników? Czy ich nie przerośnie? Czy toruńscy urzędnicy są w stanie rozstrzygnąć przetarg? - Tak. Nie mogę inaczej odpowiedzieć – usłyszałem dzisiaj od Andrzeja Glonka, szefa MZD.

Dziś rozmawiałem o tej całej sytuacji również z radnym Krzysztofem Makowskim. Pół żartem, pół serio powiedział, że prezydent Michał Zaleski od ośmiu lat przygotowuje budowę przeprawy. Pewnie więc tyle samo będzie potrzebować na jej budowę. Co więcej, nasi radni już zaczęli się nawet zakładać z miejskimi urzędnikami, że w tym roku w ogóle nie uda się wbić łopaty na placu budowy. Wcale nie jest mi do śmiechu.

Ile kosztuje ten węzeł? To wielka tajemnica (źródło: www.linkpr.pl)

Jaki ruch powinien zrobić teraz magistrat? Najwyższy czas, aby miasto zwróciło się o pomoc do ekspertów (z Polski, a nawet z zagranicy), którzy stawiali mosty o podobnej wielkości. Tu nie ma miejsca na wstyd. Prosić o pomoc nie jest żadną hańbą. Jeśli, broń Boże, w przyszłości budowa mostu zostanie przerwana, bo wykonawca ogłosi upadłość bądź popełni poważny błąd techniczny przy montowaniu konstrukcji, miasto stanie. Zostanie zupełnie sparaliżowane. I nie pomogą żadne konferencje prasowe, breloki z mostem i makiety w skali 1:1000.

Niezależni eksperci – profesorowie z politechnik, inżynierowie z firm z wieloletnim doświadczeniem – mogliby wejść w skład zespołu mostowego, na czele którego stoi prezydent i na bieżąco przyglądać się wszystkim etapom inwestycji. Ale nie może być to oczywiście działalność społeczna. Ekspertów trzeba by dobrze wynagrodzić. To z pewnością byłaby zaledwie kropla w morzu wydatków na most.

Panie prezydencie, nadszedł czas, aby wreszcie zaczął Pan korzystać z pomocy doradców i ekspertów. Oni są na wyciągnięcie ręki. Ostatnie miesiące pokazały, że ta inwestycja przerasta MZD i nasi drogowcy mogą sobie z nią nie poradzić. Trzeba się jednak umieć przyznać do błędu. A z tym Panie Prezydencie, ma Pan problemy.

Działo się, oj działo!

Wiele się wydarzyło od ostatniego wpisu. Lista jest długa: prokuratorskie zarzuty dla urzędników dotyczące trasy mostowej, wypowiedzi premiera RP o moście, milczenie w tej sprawie prezydenta, kłótnia radnych o bilety, sylwestrowy wypadek Zaleskiego.

Zacznijmy od krótkiego podsumowania ub.r. Na szczęście mamy już go za sobą. Bo tak naprawdę to nie był dobry rok. 2009 miał być rokiem rozpoczęcia wielkich inwestycji. Łopaty jednak nie poszły w ruch. Co więcej, to był rok cięć i zaciskania pasa. Cięć oczywiście w wielu przypadkach groteskowych. Prezydent bowiem oszczędzał, na czym się dało: na obuwiu strażników miejskich, wodzie w szkolnych basenach czy oświetleniu, co chyba najbardziej irytowało torunian.

Most dla ludzi...

Most marudzi...

Wciąż nie ruszyła zapowiadana na jesień 2009 budowa mostu. Ociągają się również inwestorzy galerii handlowych: Solaris Center i Toruń Plaza. Z miejskich projektów w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego rozpoczęła się tylko przebudowa Szosy Chełmińskiej. (Na marginesie: sądzę, że marszałek powinien pogrozić palcem władzom Torunia. Że za to odwlekanie inwestycji może odbierać odebrać nam pieniądze zapisane na liście projektów kluczowych.)

Na horyzoncie nie widać też kolejnych inwestycji. Jedna z branż, jaka ostatnio rozkwita, to bezdotykowe myjnie aut. To smutne. 2010 ma być lepszy. Większość wspomnianych inwestycji ma się rozpocząć. Trudno jednak nie wiązać tego z kampanią wyborczą. Czy to zwykły przypadek?

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD. Jak dla mnie ten projekt jest wielką pomyłką. Na pierwszy rzut oka to kolejny klocek. No i ten wynik...

Patrząc na tegoroczne plany, aż chciałoby się, by wybory odbywały się co rok. Na jednym wdechu nie sposób wymienić inwestycji, jakie zaplanował prezydent na 2010: most, sala koncertowa, hala widowiskowo-sportowa, północna średnicówka, zadaszenie stadionu żużlowego, Centrum Nowoczesności, Toruński Inkubator Technologiczny, podstawówka na Bielawach, parking podziemny na pl. św. Katarzyny. Nie będzie miesiąca, by władze, nie wbiły symbolicznej łopaty.

Przez ostatnie dni głośno było o wypadku Michała Zaleskiego. Na forach roztrząsano, skąd prezydent wziął Opla Vectrę, skoro nie wpisał go do ostatniego oświadczenia majątkowego. Niektórzy w napięciu czekali na opinię biegłych, czy kraksa na Bema była kolizją, czy wypadkiem. A to wszystko przeplatały kolejne komunikaty o stanie zdrowia gospodarza Torunia.

Nic dodać, nic ująć

Nic dodać, nic ująć

W ubiegłym tygodniu zapytałem więc wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, czy w zastępstwie Michała Zaleskiego 18 stycznia spotka się z szefem resortu infrastruktury Cezarym Grabarczykiem i porozmawia z nim o zwiększeniu mostowej dotacji. Usłyszałem jednak, że nie będzie takiej potrzeby, bo prezydent zamierza spotkać się z ministrem. Kilka godzin później rzeczniczka Zaleskiego wysłała kolejny komunikat, w którym czytamy, że jej szef „odniósł poważne obrażenia układu kostnego i narządów ruchu”, a „leczenie szpitalne potrwa do końca tego miesiąca”.

Jak zatem będzie wyglądać to spotkanie? Czy minister odwiedzi Zaleskiego w szpitalnym łóżku lub świetlicy? Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z czasami PRL-u albo z jakimś filmem z tamtego okresu (bo w PRL-u przeżyłem niecałe dziewięć lat). Mam więcej pytań: Jaki charakter będzie miała ta rozmowa? Służbowy czy prywatny? Jeśli służbowy – bo przecież rozmowa o moście ma traktować – to, czy jest to zgodne z przepisami? Czy Zaleski może załatwiać kasę na most w szpitalu, będąc na zwolnieniu lekarskim L4? (Nie szukam dziury w całym. Zadaję tylko pytania.) A tak na marginesie: to w ogóle nie wyobrażam sobie rozmowy tych dwóch panów np. w szpitalu, kiedy jeden z nich leży bądź siedzi z nogą w gipsie. Groteska.

Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

Olsztyn. Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

A na koniec garść wspomnień. Ostatnie śnieżyce, zamiecie i zawieje kojarzą mi się z dzieciństwem. Sankami, które dzieliłem z bratem, kombinezonem, niewielką górką na osiedlu, śnieżkami, które nie chciały się lepić i bałwanami, które stały kilka tygodni.

The best of… Michał Zaleski ver. 2.0

Nie wiem, czy jest jeszcze ktoś w Toruniu, kto poza Michałem Zaleskim wie, o co chodzi z toruńskim mostem. Prezydent potrafi odmieniać już go przez wszystkie przypadki. Pewnie zasypiając, widzi przed oczami odlewane filary przeprawy.

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

(Tym razem będzie poważnie.) Jako torunianin mam już dość tego, co się dzieje wokół mostu. Rok temu, kiedy wianek polityków PO obwieścił wszem i wobec, że projekt trafi na listę podstawową z unijnym dofinansowaniem, mieszkańcom Torunia spadł kamień z serca. To „wydarzenie” zostało okrzyknięte wydarzeniem 2008 r. Pamiętam jak z budynku Urzędu Marszałkowskiego wraz z posłem Grzegorzem Karpińskim dzwoniłem do Radia Gra, aby ogłosić tę wiekopomną informację. Minął rok, a mostu nie ma. Ani metra. Nie wiem nawet, czy krzaczki i drzewka, które rosną na jego trasie są wykarczowane.

Najpierw była mowa o wiośnie. Potem jesieni. A teraz mówi się o lecie 2010 – jeśli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Taką mantrę co chwilę można usłyszeć z ust prezydenta. (Mam pisać dalej?) W poniedziałek Zaleski odwiedził minister rozwoju regionalnego. I co? I nic. Potwierdziło się to, co wiedzieliśmy od wielu miesięcy. Nie ma szans na zwiększenie dofinansowania z magicznej liczby 327 na 748 mln zł. Czy prezydent łudzi się, że w tym roku ktoś mu przyniesie most pod choinkę? Z każdej strony – od ministerstwa infrastruktury, posłów rządzących bądź opozycyjnych – słyszę, że nie ma szans na dodatkową kasę. A prezydent – jak twierdzi np. poseł Zbigniew Girzyński – udaje, że tego nie wie. Co więcej, Zaleski idzie krok dalej i wpisał taką wartość dofinansowania do planów budżetowych na przyszły rok, łudząc się, że dostaniemy 85 proc. (Głowa już mnie boli. Mam mostowy strumień świadomości.)

Dlaczego znów kampania wyborcza w mieście będzie krążyć wokół mostu? Mieliśmy już potyczkę Zaleskiego z Filarem i most w tle. Potem most pojawił się w kampanii do parlamentu, a ostatnio do europarlamentu. Mam już tego dość. Czy siedem lat nie wystarczy, aby wybudować most w Toruniu? Czy prezydent czeka z wbiciem pierwszej łopaty na wybory? Czy inwestycje – średnicówka, sala koncertowa, inkubator technologiczny, centrum nowoczesności – są skrojone i specjalnie opóźnione, aby rozpoczęły się właśnie w 2010 r.? Mam nadzieję, że nie.

Jaki powinien być prezydent Torunia? Powinien słuchać i wsłuchiwać się w głosy mieszkańców, a co najważniejsze – dostrzegać ich przy planowaniu budżetu miasta. Nie powinien wdzięczyć się tylko do wybranych środowisk w TV Toruń i TV Trwam lub mówiąc wprost – do swojego elektoratu. Zamiast dróg, mostów, kilometrów, ton asfaltu, cegieł i zbrojeń powinien mówić o ludziach.

Jaki jest prezydent Zaleski? Łatwiej jest mu mówić o kilometrach dróg, metrach kwadratowych powierzchni oddanych do użytku niż o ludziach i ich potrzebach. Czy asfalt i beton załatwi wszystkie problemy? Wystarczy spojrzeć na Rynek Nowomiejski. To zmarnowana szansa i chyba najlepsza metafora rządów Zaleskiego. Kilka lat temu na nowo wybrukowano plac. Zniknęły obleśne, czerwone budy, gdzie można było kupić mydło i powidło. Dostaliśmy jednak pustkę, która bije po oczach. Pustkę, z którą nikt nie może sobie poradzić. Pustkę pod hasłem „rewitalizacja za unijne pieniądze”. Smutek. (Słownik synonimów podpowiada jeszcze: depresja, dno, dołek psychiczny, dół, ponurość, przygnębienie, zdołowanie, boleść, ból, opłakiwanie, rozpacz, żal, bieda, bolączka, nieszczęście, strapienie, troska, udręka, utrapienie, zgryzota, zmartwienie.)

Jak będzie wyglądać przyszły rok? Będzie taki jak najbliższe dni. Prezydent ma już kalendarz wypełniony spotkaniami opłatkowymi w całym mieście. (A tak na marginesie. Ostatnio byłem na stronie www Piotra Grzymowicza, prezydenta Olsztyna. Ciekaw jestem, kiedy prezydent Zaleski wpadnie na taki pomysł. Mógłbym zrobić sondę pod tym wpisem: Czy prezydent Zaleski odpowie na ten wpis? a) Tak. b) Nie! W życiu! c) Czy prezydent potrafi posługiwać się internetem? d) Nie wiem. Być może. f) Zrobi to za niego urzędnik.)

The best of… Michał Zaleski ver. 1.0

Kim jest człowiek, który przekonał do siebie 21 tys. torunian w 2002 r. (50 proc. głosujących), 45 tys. zł w 2006 r. (70 proc. osób, które poszły do urn) i ma 37,3 tys. wyników w Google? Prezydent Torunia mówi o sobie niewiele. Budzi wiele emocji i reakcji: od fascynacji po niechęć.

fot. Lech Kamiński

fot. Lech Kamiński

Michał Zaleski jest oszczędny (nie tylko w słowach). Wciąż mieszka w bloku w 50-metrowym mieszkaniu. Jeździ 17-letnią mazdą 626. Nie ubiera się w najdroższe garnitury. Kupuje je w przeciętnych toruńskich sklepach. W pracy oszczędza na czym może: jeździ wysłużoną limuzyną, wykręca żarówki w swoim gabinecie. Największe zaufanie ma do ludzi pracowitych. Ma donośny głos, o czym przekonali się już nie raz jego współpracownicy. W pracy nie plotkuje i nie rozmawia o polityce. Pracuje od 9 do 21. Jest dobrze zorganizowany. Prowadzi kalendarz, w którym wszystko skrupulatnie notuje. Podsumowuje w nim każdy dzień, tydzień i miesiąc. W wolnym czasie Zaleski „chętnie zajmuje się pracą na działce, jego pasją jest też żeglarstwo” – czytamy w nocie na stronie internetowej magistratu. Ciąg dalszy, zapewne nastąpi. A teraz przejdźmy do cytatów, bo one są tutaj najważniejsze:

O sobie, Gazeta Pomorska z 13 marca br.
“Ja z zasady jestem oszczędny. Jeżdżę kilkunastoletnim samochodem. Póki jest sprawny, chętnie to robię. Nie ubieram się w garnitury najlepszych marek, tylko w takie, które są dostępne w przeciętnych toruńskich sklepach. W pracy oszczędzam, na czym mogę. To nie jest kwestia tego roku, ale moje wieloletnie przyzwyczajenie. Tak dosłownie oszczędziłem na wygodzie jazdy, bo samochód, który miał być kupiony w tym roku, miał m.in. i mnie służyć. Kolejny przykład? Proszę, niech Pan spojrzy do góry, na lampy”.

Znów o sobie, Gazeta Wyborcza z 4 grudnia 2008 r.
“Jako prezydent w swoich działaniach patrzę dalekiego celu, widzę rozwój miasta, poświęcam się temu w każdy możliwy sposób. Nie dbam o swoje prywatne funkcjonowanie, życie, obecność wśród tych, którzy chcą bym wśród nich był. Wyznaję zasadę: zostałem po to wybrany, by służyć mieszkańcom Torunia. Nie ma we mnie <parcia na szkło> i nie będzie”.

O skargach na MZK, Gazeta Wyborcza z 28 listopada 2008
“Mam taką tezę, że gdyby porównać nazwiska niezadowolonych z listą osób ukaranych ostatnio za jazdę bez biletu to nazwiska te pokrywałaby się. Niestety nie mogę tej tezy udowodnić, bo <Gazeta> większości opinii nie podpisała z imienia i nazwiska”.

O mobbingu, Gazeta Pomorska z 24 października 2008 r.
„Mam donośny głos. Nie ukrywam swoich ocen. Ze współpracownikami rozmawiam w sposób bezpośredni. Jeżeli coś im się nie udaje, to im o tym mówię. Być może za rzadko ich chwalę, ale myślę, że każdy z pracowników ma poczucie własnej satysfakcji wtedy, kiedy coś mu wyjdzie. (…) Nie spotkałem się z przypadkiem, w którym ktoś uznawałby spotkanie ze mną za wymagające wsparcia medycznego. Każdy, kto ze mną rozmawia, może się spodziewać, że dyskusja będzie merytoryczna. Nie poruszam kwestii politycznych czy osobistych moich pracowników, rozmawiam wyłącznie o sprawach zawodowych. (…) Nieprawdą jest, że stosuję mobbing”.

O pracy, Gazeta Pomorska 24 października 2008 r.
„Od 9 do 21 plus soboty i niedziele. Na pewno jest to między półtora a dwa etaty. Na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Warszawskim napisałem pracę z organizacji pracy kierownika zakładu w latach 80. Wówczas się nauczyłem jednej rzeczy – skrupulatnego prowadzenia dokładnej, systematycznej informacji dla potrzeb własnych o zadaniach, które realizuję z dokładnym harmonogramem i podsumowaniem każdego dnia, tygodnia i miesiąca czasu pracy”.

Znów o pracy, Nowości z 28 grudnia 2007 r.
„Nie mam żadnych osobistych relacji ze współpracownikami. Jestem natomiast osobą, która wymaga bardzo dużo, a najwięcej od siebie”.

Podczas odsłonięcia pręgierza w kształcie osła, Gazeta Wyborcza z 13 października 2007 r.
“Rzadko się zdarza, żeby stojąc obok osła mieć radosną minę”.

O pracy i stosunkach z pracownikami, Gazeta Pomorska z 10 kwietnia 2007 r.
„Największe zaufanie mam do ludzi, którzy dobrze pracują. I ten kto dobrze pracuje, może być spokojny o swój byt w UM. Ten kto pracuje słabiej, wolniej, albo uważa, że tylko relacje osobiste ze mną mogą mu zapewnić jakiś przyszłość, ten się po prostu się myli. Ja przez cztery i pół roku prezydentury się nie zmieniłem. Nadal jakość pracy jest dla mnie najważniejsza, a nie jakieś relacje. (…) Ja mam zaufanie do każdego, kto dobrze przygotuje dokument, tak, że nie muszę go poprawiać i podpisuję pobieżnie go przeczytawszy. Ale jak raz, drugi, piąty go poprawiam, to się kończy u mnie zaufanie. Nawet jeżeli to byłby mój kuzyn, lub ktoś kogo znam 30 lat”.

Kolejny raz o sobie, Gazeta Pomorska z 17 listopada 2003 r.
„Wiem, ilu mam wrogów. Dosyć prosto można ich policzyć. To są ludzie, których oczekiwania nie zostały spełnione, bo muszę stąpać twardo po ziemi. Także ci, którzy nie potrafili się nadal znaleźć w grupie zarządzających jednostkami urzędu i gminy, za które ja odpowiadam”.