platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Most w Toruniu. Odcinek 2010

Czy ta mostowa tragikomedia wreszcie się skończy? Wszystko wskazuje, że nie. Mamy kolejny odcinek serialu.

Przez osiem lat dorobiliśmy się mostu w skali 1:1000 (źródło: www.linkpr.pl)

Dziś MZD poinformowało, że rozwiązało umowę z inżynierem projektu, czyli bydgoskim Przedsiębiorstwem Obsługi Inwestycyjnej i ukraińską spółką Grand Metropolia. Konsorcjum tych firm pracowało zaledwie trzy miesiące. Nie będę oceniać, czy jest to słuszna decyzja i rozgrzebywać, czy ich pracownicy byli solidni lub kompetentni. Uważam, że doszło do kuriozalnej sytuacji, że za przetarg na generalnego wykonawcę przeprawy, będą odpowiadać wyłącznie urzędnicy z naszego magistratu i Miejskiego Zarządu Dróg. A tajemnicą nie jest to, że żaden z nich do tej pory nie brał udziału w budowie mostu i układu komunikacyjnego o takich parametrach. Jeśli mają na koncie „obiekty inżynierskie” – mówiąc w slangu drogowców – to są to niewielkie wiadukty lub mostki. Swoją drogą takich inwestycji w CV nie miało też bydgoskie POI.

Co teraz będzie z mostem? Czy urzędnicy są w stanie wybrać, a potem nadzorować, firmę, która go postawi? Czy będziemy mieć powtórkę z budowy wiaduktu Kościuszki? Coraz częściej to, co dzieje się wokół mostu, kojarzy mi się z nieudolną budową tej estakady. Jeśli tak wiele problemów pojawia się przed wbiciem łopaty, to nie będzie ich mniej po wejściu na plac budowy. (Chciałbym się mylić.) Trzeba wreszcie zadać fundamentalne pytania: Czy to nie jest zbyt skomplikowana inwestycja dla naszych urzędników? Czy ich nie przerośnie? Czy toruńscy urzędnicy są w stanie rozstrzygnąć przetarg? - Tak. Nie mogę inaczej odpowiedzieć – usłyszałem dzisiaj od Andrzeja Glonka, szefa MZD.

Dziś rozmawiałem o tej całej sytuacji również z radnym Krzysztofem Makowskim. Pół żartem, pół serio powiedział, że prezydent Michał Zaleski od ośmiu lat przygotowuje budowę przeprawy. Pewnie więc tyle samo będzie potrzebować na jej budowę. Co więcej, nasi radni już zaczęli się nawet zakładać z miejskimi urzędnikami, że w tym roku w ogóle nie uda się wbić łopaty na placu budowy. Wcale nie jest mi do śmiechu.

Ile kosztuje ten węzeł? To wielka tajemnica (źródło: www.linkpr.pl)

Jaki ruch powinien zrobić teraz magistrat? Najwyższy czas, aby miasto zwróciło się o pomoc do ekspertów (z Polski, a nawet z zagranicy), którzy stawiali mosty o podobnej wielkości. Tu nie ma miejsca na wstyd. Prosić o pomoc nie jest żadną hańbą. Jeśli, broń Boże, w przyszłości budowa mostu zostanie przerwana, bo wykonawca ogłosi upadłość bądź popełni poważny błąd techniczny przy montowaniu konstrukcji, miasto stanie. Zostanie zupełnie sparaliżowane. I nie pomogą żadne konferencje prasowe, breloki z mostem i makiety w skali 1:1000.

Niezależni eksperci – profesorowie z politechnik, inżynierowie z firm z wieloletnim doświadczeniem – mogliby wejść w skład zespołu mostowego, na czele którego stoi prezydent i na bieżąco przyglądać się wszystkim etapom inwestycji. Ale nie może być to oczywiście działalność społeczna. Ekspertów trzeba by dobrze wynagrodzić. To z pewnością byłaby zaledwie kropla w morzu wydatków na most.

Panie prezydencie, nadszedł czas, aby wreszcie zaczął Pan korzystać z pomocy doradców i ekspertów. Oni są na wyciągnięcie ręki. Ostatnie miesiące pokazały, że ta inwestycja przerasta MZD i nasi drogowcy mogą sobie z nią nie poradzić. Trzeba się jednak umieć przyznać do błędu. A z tym Panie Prezydencie, ma Pan problemy.

Działo się, oj działo!

Wiele się wydarzyło od ostatniego wpisu. Lista jest długa: prokuratorskie zarzuty dla urzędników dotyczące trasy mostowej, wypowiedzi premiera RP o moście, milczenie w tej sprawie prezydenta, kłótnia radnych o bilety, sylwestrowy wypadek Zaleskiego.

Zacznijmy od krótkiego podsumowania ub.r. Na szczęście mamy już go za sobą. Bo tak naprawdę to nie był dobry rok. 2009 miał być rokiem rozpoczęcia wielkich inwestycji. Łopaty jednak nie poszły w ruch. Co więcej, to był rok cięć i zaciskania pasa. Cięć oczywiście w wielu przypadkach groteskowych. Prezydent bowiem oszczędzał, na czym się dało: na obuwiu strażników miejskich, wodzie w szkolnych basenach czy oświetleniu, co chyba najbardziej irytowało torunian.

Most dla ludzi...

Most marudzi...

Wciąż nie ruszyła zapowiadana na jesień 2009 budowa mostu. Ociągają się również inwestorzy galerii handlowych: Solaris Center i Toruń Plaza. Z miejskich projektów w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego rozpoczęła się tylko przebudowa Szosy Chełmińskiej. (Na marginesie: sądzę, że marszałek powinien pogrozić palcem władzom Torunia. Że za to odwlekanie inwestycji może odbierać odebrać nam pieniądze zapisane na liście projektów kluczowych.)

Na horyzoncie nie widać też kolejnych inwestycji. Jedna z branż, jaka ostatnio rozkwita, to bezdotykowe myjnie aut. To smutne. 2010 ma być lepszy. Większość wspomnianych inwestycji ma się rozpocząć. Trudno jednak nie wiązać tego z kampanią wyborczą. Czy to zwykły przypadek?

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD. Jak dla mnie ten projekt jest wielką pomyłką. Na pierwszy rzut oka to kolejny klocek. No i ten wynik...

Patrząc na tegoroczne plany, aż chciałoby się, by wybory odbywały się co rok. Na jednym wdechu nie sposób wymienić inwestycji, jakie zaplanował prezydent na 2010: most, sala koncertowa, hala widowiskowo-sportowa, północna średnicówka, zadaszenie stadionu żużlowego, Centrum Nowoczesności, Toruński Inkubator Technologiczny, podstawówka na Bielawach, parking podziemny na pl. św. Katarzyny. Nie będzie miesiąca, by władze, nie wbiły symbolicznej łopaty.

Przez ostatnie dni głośno było o wypadku Michała Zaleskiego. Na forach roztrząsano, skąd prezydent wziął Opla Vectrę, skoro nie wpisał go do ostatniego oświadczenia majątkowego. Niektórzy w napięciu czekali na opinię biegłych, czy kraksa na Bema była kolizją, czy wypadkiem. A to wszystko przeplatały kolejne komunikaty o stanie zdrowia gospodarza Torunia.

Nic dodać, nic ująć

Nic dodać, nic ująć

W ubiegłym tygodniu zapytałem więc wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, czy w zastępstwie Michała Zaleskiego 18 stycznia spotka się z szefem resortu infrastruktury Cezarym Grabarczykiem i porozmawia z nim o zwiększeniu mostowej dotacji. Usłyszałem jednak, że nie będzie takiej potrzeby, bo prezydent zamierza spotkać się z ministrem. Kilka godzin później rzeczniczka Zaleskiego wysłała kolejny komunikat, w którym czytamy, że jej szef „odniósł poważne obrażenia układu kostnego i narządów ruchu”, a „leczenie szpitalne potrwa do końca tego miesiąca”.

Jak zatem będzie wyglądać to spotkanie? Czy minister odwiedzi Zaleskiego w szpitalnym łóżku lub świetlicy? Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z czasami PRL-u albo z jakimś filmem z tamtego okresu (bo w PRL-u przeżyłem niecałe dziewięć lat). Mam więcej pytań: Jaki charakter będzie miała ta rozmowa? Służbowy czy prywatny? Jeśli służbowy – bo przecież rozmowa o moście ma traktować – to, czy jest to zgodne z przepisami? Czy Zaleski może załatwiać kasę na most w szpitalu, będąc na zwolnieniu lekarskim L4? (Nie szukam dziury w całym. Zadaję tylko pytania.) A tak na marginesie: to w ogóle nie wyobrażam sobie rozmowy tych dwóch panów np. w szpitalu, kiedy jeden z nich leży bądź siedzi z nogą w gipsie. Groteska.

Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

Olsztyn. Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

A na koniec garść wspomnień. Ostatnie śnieżyce, zamiecie i zawieje kojarzą mi się z dzieciństwem. Sankami, które dzieliłem z bratem, kombinezonem, niewielką górką na osiedlu, śnieżkami, które nie chciały się lepić i bałwanami, które stały kilka tygodni.