Toruń w kilku odsłonach
Czy Anglik w Toruniu może się załapać na drugi papier toaletowy za 1 gr? Dlaczego okienka w toruńskim wydziale komunikacji otwartym do godz. 17 są już zamknięte o pół godziny wcześniej? I gdzie do cholery na Starówce dziecko może zrobić siusiu po godz. 18?
Scena nr 1
Tesco przy ul. Rydygiera (nie powiem które, bo są dwa sklepy tej sieci przy Rydygiera). Godz. 20. Podchodzę do kasy. Kasjerka mnie szybko kasuje. Jakoś niezdarnie idzie mi pakowanie zakupów do plecaka, obserwuję więc kolejnego klienta. Wykłada szybko towary. Ruchy kasjerki są zgrabne. Bierze w rękę papier toaletowy i mówi cicho pod nosem: Proszę pana, dzisiaj mamy promocję, za drugi papier zapłaci pan tylko 1 gr.
Klient: – I don’t understand. Do you speak English?
Kasjerka: – Aha, to już nic.
Zacytujmy Wikipedię: „Tesco – największa brytyjska sieć hipermarketów, która ma swoje filie również w innych krajach”. Zupełnie nie mam żalu do pani kasjerki, że nie zna angielskiego. Szkoda mi tylko trochę tego Anglika, że nie dostał papieru za 1 gr. A tak poważnie: chętnie bym zaprosił prezesa Tesco do Torunia, aby na własne oczy obejrzał, jak wyglądają sklepy tej sieci w 777-letnim mieście. Jedna wielka prowizorka: łuszcząca się farba, odrapane ściany, skrzypiące drzwi, połamane płytki na podłogach i smutne kasjerki rysujące mangę w przerwie między jednym a drugim klientem.
Scena nr 2
Parking na pl. św. Katarzyny. Kwadrans po godz. 18. Środek tygodnia. Wybrałem się z rodziną na Starówkę. Córce zachciało się jednak siusiu. Wziąłem ją więc na ręce i pobiegłem czym prędzej do toalety w pobliżu kościoła garnizonowego. A tam kartka z niedbale wypisanym komunikatem: „Awaria toalety”. Lecę więc dalej.
Tchu mi brak. Przejście dla pieszych, cukiernia, postój taksówek. – Już blisko – mówię. – Tatusiu, już nie mogę – powtarza córka. Już jesteśmy, szalety w rogu Rynku Nowomiejskiego. Wybieram toaletę dla niepełnosprawnych, tę z przewijakiem dla niemowląt. Tam trzeba wrzucić złotówkę do automatu zamontowanego przy klamce. Na szczęście mam złotówkę. (To jakiś koszmar!) Złotówka nie wchodzi. Łapię za klamkę. Pukam, ale nikt się nie odzywa. Dobra, idziemy do męskiego (z damskich z córką mnie wypraszają). Naciskam klamkę. Zamknięte. (Co jest do cholery!) Niech będzie damski. (O żesz ty!) Tutaj też zamknięte.
Finał był szczęśliwy. W końcu znaleźliśmy toaletę, ale to nie był publiczny szalet. Nie zamierzam powtarzać tu regułek typu: „pl. św. Katarzyny to punkt, od którego wielu turystów rozpoczyna zwiedzanie toruńskiej Starówki. Jeśli ich dziecko złapie potrzeba i prędko nie znajdą toalety, to już nie wrócą do Torunia”. A może warto by po prostu opracować plan Starówki, na którym zostałyby umieszczone wszystkie miejsca, gdzie można załatwić pilną potrzebę. Mogłaby ona uwzględniać: klatki schodowe, gdzie nie ma domofonów, nieoświetlone podwórka, bramy, podjazdy, wnęki, itp. Propozycji jest wiele, np. mur przy ul. Zaszpitalnej, brama w pobliżu „Taniej Książki” przy Łaziennej, podwórko na ul. Szpitalnej koło NOT-u, plac podominikański.
Scena nr 3
W czwartek o godz. 16.15 zapragnąłem zapisać się w wydziale ewidencji i rejestracji na zarejestrowanie samochodu. Dzwonię więc najpierw do sekretariatu. Czekam dwie minuty, ale nikt nie podnosi słuchawki. Szukam więc innych numerów w miejskim BIP-ie. Są. Można się dodzwonić nawet do okienek. Wybieram jeden numer. Cisza. Drugi. Cisza. Wchodzę więc w zakładkę „Jak załatwić sprawę w Urzędzie?” Jest numer, gdzie można się zapisać na zarejestrowanie samochodu. Wybieram. Znów to samo. Zapisać można się telefonicznie lub osobiście.
Decyduję się więc na drugą opcję. Już z daleka widzę, jak sprzątaczka myje szybę w drzwiach wejściowych do wydziału. To zły znak. Ale nie poddaję się. Wchodzę. Pierwsze piętro i nadzieja, że wreszcie się uda. Ale tam już są wypastowane podłogi, a we wszystkich okienkach spuszczone żaluzje. Na szczęście jakaś pani wychodzi z pokoju. Może ona mnie zapisze. Pytam więc: – Proszę pani, czy można się jeszcze zapisać. Pani urzędniczka: – Już nie. Zapraszam jutro od godz. 7.30. Można zapisywać się również telefoniczne. Trzeba dzwonić pod końcówkę: 232.
W domu jeszcze raz sprawdziłem godziny, w jakich czynny jest wydział, bo może to ja się pomyliłem. A tam jak byk napisane: 7.30-17. Wiem, ciężkie jest życie petenta w tym kraju. Dlatego też nie będę komentował całej sytuacji. Ręce opadają.
Scena nr 4
Właśnie ruszyła kampania przeciw psim kupom. W najbliższych dniach „psia kupa” będzie odmieniana w Toruniu przez wszystkie przypadki. Najciekawsza w tym wszystkim była jednak konferencja prasowa otwierająca tę akcję. Synonimów „odchodów” było tam naprawdę pod dostatkiem np. „odzwierzęce nieczystości” (prezydent Michał Zaleski) albo „przysłowiowa kupa” (Mirosław Bartulewicz ze straży miejskiej). Urzędnikom jakoś nie przechodziło przez gardło słowo „kupa”. Oceniać akcji na razie nie będę. Niech rozpocznie się na dobre. Wątpliwości oczywiście mam bardzo wiele. Bo czy w kraju, w którym po wdepnięciu w psią kupę mówi się „to na szczęście”, można ludzi nauczyć wkładania gorących jeszcze odzwierzęcych nieczystości do torebek?



















