platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum kategorii: Obróbka skrawaniem

Dajcie spokój Kopernikowi!

W ostatnich dniach słowo „Kopernik” odmieniane jest w Toruniu przez wszystkie przypadki. Muszę jednak przyznać, że temu całemu zamieszaniu wokół „powrotu” astronoma do rodzinnego miasta, przyglądam się z niedowierzaniem i niesmakiem.

koperrrnik

Kopernik w Urzędzie Marszałkowskim

(Szczypta patosu na początek.) To będzie wielkie wydarzenie. Urząd Marszałkowski w Toruniu został zasłonięty dwoma wielkimi płachtami z napisem „Powrót Mikołaja Kopernika do Torunia. Pierwsza stacja ponownego pochówku Mikołaja Kopernika 19 lutego A.D. 2010”. Marszałkowscy urzędnicy przygotowali na tę wyjątkową okazję specjalny serwis internetowy. Mamy tam piękny cytat z marszałka Piotra Całbeckiego: „Hołd najwybitniejszemu spośród torunian oddamy w dniu jego urodzin, w świątyni, w której został ochrzczony, przy chrzcielnicy, której do chrztu użyto”. (Pachnie mi to „staropolską” składnią.) Zobaczymy tam też projekt urny „dla doczesnych szczątków Mikołaja Kopernika” i tubę, która „zostanie złożona do trumny ze szczątkami Mikołaja Kopernika”.

Zatrzymajmy się krótko przy zapowiedzi uroczystych uroczystości, jaką można znaleźć w serwisie Urzędu Marszałkowskiego, a zwłaszcza przy najbardziej wzniosłych, górnolotnych, patetycznych, podniosłych i uroczystych (niepotrzebne skreślić) fragmentach tego tekstu: „Kujawsko-Pomorskie odda hołd najsłynniejszemu torunianinowi”, „w toruńskiej katedrze świętych Janów odbędzie się uroczysta msza święta w obecności doczesnych szczątków wielkiego astronoma” i ostatni cytat: „tego dnia dwukrotnie zabrzmi potężny dzwon katedralny, Tuba Dei”. (Zmiana nastroju.)

Czy te kości należą do Mikołaja K.?

Czy te kości należą do Mikołaja K.?

Rzadko jednak w komunikatach podaje się konkretnie, co tak naprawdę do Torunia wróci. Wszędzie się mówi o szczątkach. Do naszego miasta przyjedzie… fragment czaszki i kości nóg. Zostaną one złożone „w specjalnie przygotowanym sarkofagu składającym się z cynkowej trumny oraz wykonanej z egzotycznego drewna części zewnętrznej. Wzmocniona mosiężnymi elementami cynkowa trumna wewnętrzna została wyłożona purpurowym aksamitem (…) Zewnętrzna część sarkofagu nawiązuje do stylistyki gotyckiej i została wykonana z egzotycznego drewna wspartego na metalowych kolumnach. Na wieku umieszczono wizerunek Kopernika oraz mosiężny krzyż” – czytamy na stronach UM. Warty przy fragmencie czaszki i kości nóg będą pełnić przedstawiciele 40 instytucji i placówek.

Ci, którzy nie zmieszczą się w murach katedralnych, zobaczą mszę na telebimie na Rynku Staromiejskim. (Zobaczy ją: pan Henryk, który w piątek spóźni się do pracy, pani Janina, która wróci się do domu, wyłączyć żelazko, pan Grzegorz, który odśnieża chodniki na Starówce, pani Leokadia, która wyjdzie po bułkę, pan Lucjan i pani Marta wracający z całonocnej imprezy, pani Dorota, której pan Damian zrobi zdjęcie z Kopernikiem, może jakaś szkolna wycieczka, a nawet pani Bronisława, która splunie po podpaleniu papierosa.) A gdzie dokładnie? Oczywiście pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. – Zależy nam, by w uroczystościach, choćby tylko za pomocą przekazu audiowizualnego, mogło uczestniczyć jak najwięcej mieszkańców regionu i gości, a kościół świętych Janów, choć potężny, ma ograniczoną pojemność – wyjaśnia marszałek Całbecki. Przekaz na telebimie potrwa aż 12 godzin.

(Wątek sensacyjny.) Jeszcze w tym tygodniu pojawiły się pogłoski, że na pierwszą stację pochówku najsłynniejszego torunianina przybędą Lech Kaczyński i Donald Tusk. Informacja umarła jednak śmiercią naturalną po kilkunastu godzinach. Szczątki astronoma przyjadą do Torunia z Olsztyna pod policyjną eskortą. Wszystko po to – jak podkreśla Grzegorz Borek, pełnomocnik zarządu województwa – nie powtórzyła się sytuacja jak z kradzieżą napisu „Arbeit macht frei”. Jednak nawet Borek nie wie, gdzie znajdują się kości. Tę wiedzę ma tylko kuria.

Z ostatniej chwili: dziś o godz. 19 szczątki przejechały przez Chełmno. Samochód z fragmentem czaszki i kości nóg objechał rynek. Z tej okazji w farze biły dzwony. Ciąg dalszy relacji w piątek, z katedry św. Janów. Początek godz. 8. Ciekaw jestem, ilu torunian wzięło sobie na tę okazję wolne?

Poseł Lenz słucha „grunge’u”

„Prywatnie: gra w piłkę i słucha grunge’u” – pisze Tomasz Lenz, szef PO w regionie na profilu w Facebooku. Nirvana, Soundgarden, a może Alice In Chains – nie wiadomo, za którymi formacjami przepada. I są to chyba jedyne jasne strony tego profilu.

Zaczep posła Lenza

Zaczep posła Lenza

Doprawdy nie mam zielonego pojęcia, po co Lenz założył sobie profil na Facebooku. Czyżby faktycznie powód był aż tak banalny? „FaceBook zdaje się być jedynym miejscem, gdzie mogę pisać o swojej pracy” – napisał we wtorek Lenz na tablicy. „Wysiadły serwery i strona www.tomaszlenz.pl przechodzi reanimację. Informatycy robią co mogą, ale zapewne jeszcze trochę to potrwa”. (A tak na marginesie wpisałem sobie słowo „grunge” do słownika ortograficznego i okazało się, że jest to wyraz nieodmienny).

Dlaczego uczepiłem się tym razem Lenza i jego profilu? Powód nr 1. Sprowokował mnie komunikat, że z posłem mam 11 wspólnych znajomych. No to „prawie” jakbyśmy się byli znajomymi.

Powód nr 2. Sprowokowały mnie zdjęcia na profilu posła – z kategorii „Z sejmowych ław”. Poseł pisze: „W końcu udało mi się wgrać trochę nowych zdjęć z pracy w sejmie”. Ten lans jest śmieszny. Może jeszcze takie fotki robią na kimś wrażenie. Przykład: poseł idzie po korytarzu sejmowym, w dłoni trzyma komórkę i czyta jakiegoś sms-a. Brakuje jeszcze tylko zdjęcia zza biurka w biurze poselskim i byłby komplet. W rubryce szkoła wyższa poseł wpisał UMK i historia. Niestety, w profilu nie ma opcji (Facebook tego nie przewidział): zaznacz ptaszkiem, czy masz absolutorium, czy obroniłeś pracę magisterską. (Na stronie sejmowej jest napisane wprost, że poseł ma wykształcenie średnie ogólne.)

Sejmowy profil posła

Sejmowy profil posła

Jednak kiedy zerkam na zdjęcie profilowe pana posła, już nie jest mi do śmiechu. Robię się poważny. (I szczerze pisząc, jakoś nie mam ochoty wklejać tego wpisu.).

I ostatni powód: zachęcił mnie do tego pierwszy wpis pana posła. Mianowicie: „Początki na FaceBooku. Jeszcze chwile zapewne to potrwa zanim opanuję wszystkie funkcje tego portalu :) W miarę możliwości będę aktualizował profil i dodawał nowe zdjęcia oraz filmy”. Przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekam na filmy posła z sejmowych ław. Ciekaw jestem, kiedy wygaśnie ten profil. Czy stanie się to po kolejnych wyborach? A może poseł uzależni się od Facebooka i wkrótce przygarnie kociaka w Farmville i skończy wszystkie fuchy na Kubie w kultowej Mafia Wars? A może wypełni quiz „Czy z dupy wystaje ci pies?” Bo mojemu bratu wyszło, że nie mu nie wystaje.

Młoda krew bardzo chce do Rady

Tym razem na tapetę wezmę niejakiego Jacka Kowalskiego (niestety w Google ciężko go znaleźć, bo to hasło ma ponad 38 tys. wyników), być może przyszłego radnego PiS. Otóż ten 28-letni „polityk” od października prowadzi bloga. Stawia sobie jeden cel: zasiąść w fotelu radnego po tegorocznych wyborach. Raczej mu się to nie uda.

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Kowalski bowiem nie ma nic do zaproponowania. Przy pierwszej wizycie na stronie niemal od razu kliknąłem na podstronę „Program”. A tam znalazłem tylko pedeefy z programem Prawa i Sprawiedliwości. Kowalski w ogóle nie pokusił się, by dodać cokolwiek od siebie. Dyskwalifikacja. Kontakt z Kowalskim jest możliwy, ale tylko za pomocą specjalnego formularza. Nie znajdziemy tam komórki, e-maila, gg, skype, nie ma linka do profilu w N-K, FB i w innych tego typu serwisach. Żałość.

Jedźmy dalej. Nudne i ograne jest również logo strony ze zdjęciem Kowalskiego zmontowanym z  panoramą Starówki. To tak oczywiste, że nie zamierzam ciągnąć tego wątku. Czas na galerię zdjęć. W kategorii „Polityka” nie mogło zabraknąć fotek z politycznymi tatusiami, mamusiami i mentorami np. Zbigniewem Girzyńskim (Kowalski promuje książkę posła-historyka na swojej stronie) i Nelly Rokitą, której ściska dłoń (bez rękawiczki). Jest plakat wyborczy z 2006 r., gdy Kowalski był „trójką” na liście PiS. Na hasło „Nie ma jak Kowalski” nabrało się 597 osób. „Uzyskany wynik (…) choć nie pozwolił mi uzyskać mandaty radnego, to jednak zmobilizował mnie do wzmożonej pracy, która mam nadzieję zaowocuje w przyszłości” – pisze o sobie Kowalski.

Są też prywatne fotki ze ślubu, pielgrzymek na Jasną Górę, wycieczek, z pomnikami m.in. kardynała Wyszyńskiego i marszałka Piłsudskiego. To oczywiście jasne sygnały dla wiadomego elektoratu. Myśl przewodnia strony Kowalskiego to: zasiąść w fotelu radnego i jak najwięcej dołożyć urzędującemu miłościwie Michałowi Zaleskiemu.

Bo odwiedzających na stronie wita też licznik. Możemy śledzić na żywo, ile czasu zostało do końca kadencji prezydenta Michała Zaleskiego. A pod tym modułem znajdziemy listę radnych, którzy głosowali za ostatnią podwyżką cen biletów ze wskazaniem, którzy zostali wybrani w okręgu nr 3, czyli okręgu Jacka Kowalskiego.

Przejdźmy do najciekawszej części tej strony „Mój komentarz”. Kowalski bije gdzie popadnie i w kogo popadnie. Na oślep. Wiesza psy na Owsiaku i WOŚP, premierze, pośle Palikocie (na myśl o nim i jego sztucznym penisie chce mu się wymiotować), Piesiewiczu (ma nudności, słuchając historii o aferze związanej z senatorem) oraz Niesiołowskim („mrowie przechodzi po plecach”), Jaruzelskim („zdrajca Polski”).

Dużo miejsca Kowalski poświęcił wojenkom radnych o bilety MZK. Zapowiedział nawet, że złoży obywatelski projekt uchwały obniżający ceny, jeśli wojewoda nie uchyli obowiązującej uchwały. Pełno tu populizmu: „budowa fontanny, która więcej działa niż działa, kosztowała nas 3,4 mln złotych. Wniosek nasuwa się jeden – gdyby nie szastano pieniędzmi na lewo i prawo to nie musielibyśmy teraz dopłacać do MZK”.

Wcześniej też pisał do ministra kultury, marszałka i prezydenta w sprawie spektaklu „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda”, podczas którego były palone pieniądze. Żądał – jako podatnik – wstrzymania dotacji dla teatru i wyciągnięcia wniosków dyscyplinarnych. I znów tani populizm: „W kraju, w którym panuje bezrobocie, ludzie bez środków do życia szukają jedzenia w śmietnikach, dzieci przychodzą głodne do szkół (…) tolerowanie tego typu zachowań w imię wolności sztuki jest wysoce naganne”.

Kowalski też skrupulatnie zamieszcza życzenia z okazji Bożego Narodzenia, 11 listopada (cytuje Mazurka Dąbrowskiego), Dnia Nauczyciela, Nowego Roku.

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Pominę tu błędy ortograficzne np. w pisowni „nie” z przymiotnikami w stopniu najwyższym. Ale naprawdę dziwnie wygląda słowo “podwyżka” w wykonaniu Kowalskiego. Pomijam już nazwę klubu prezydenckiego, która brzmi “Czas gospodarzy”.

Na koniec pytanie: Jaką wizję Torunia ma Kowalski? Co chciałby zrobić dla torunian? Co zmienić w mieście? Itp., itd. Na jego stronie nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania, dlatego też nie załączam do niej żadnego odnośnika.

Muszę się wylaszczyć! I pokazać gołą klatę!

Kilka miesięcy temu słowo „wylaszczyć” biło rekordy popularności. W słownikach PWN go nie ma. Jedni tłumaczą to wprost: „zrobić z siebie bóstwo”, „zrobić z siebie laskę”. Wylaszczył się m.in. europoseł Wojciech Olejniczak, pokazując owłosioną klatę na okładce „Wprost”. Wylaszczają się też lokalni politycy, urzędnicy i prezesi spółdzielni. Na Naszej-Klasie.

Szukać nie trzeba daleko. Swoją gołą i owłosioną klatę pokazał tam m.in. Zbigniew Rasielewski, szef klubu PiS-PT w Radzie Miasta.

Radny PiS Zbigniew Rasielewski (źródło: Nasza-Klasa)

Radny PiS Zbigniew Rasielewski (źródło: Nasza-Klasa)

Zamiast pozować ze Zbigniewem Ziobrą lub Kaczyńskimi, radny Rasielewski mógłby tym zdjęciem okleić słupy podczas najbliższych wyborów. Z pewnością (choć taka pewność nie przystoi mi nie tylko jako dziennikarzowi, ale też jako mężczyźnie) podbiłby serca niektórych pań, nie tylko sympatyczek moheru. Niestety, radny zablokował możliwość komentowania zdjęć.

Z sympatyczkami moheru nie ma za to problemów poseł PiS (nie uwziąłem się na PiS) Zbigniew Girzyński (zawsze mam dylemat, czy przez „rz” czy „ż”). Zacznijmy od quizu: Ile zdjęć w swoim profilu NK ma Girzyński? A) 5, B) 15, C) 138. Oczywiście, poprawna jest odpowiedź „C”. Na 138 fotek znalazło się kilka kwiatków. Poseł np. bawi się w wodzie z synem. Są też „niegrzeczne” zabawy z czasów studenckich.

Poseł PiS Zbigniew Girzyński (źródło: Nasza-Klasa)

Poseł PiS Zbigniew Girzyński (źródło: Nasza-Klasa)

Swojej klatki piersiowej nie wstydzi się również Czesław Degórski, wiceprezes spółdzielni mieszkaniowej Kopernik, były radny SLD. Co więcej, chętnie pozuje do zdjęć, pijąc piwo (na jednym z nich ma na sobie nawet koszulkę Radia Gra).

Czesław Degórski, wiceprezes Kopernika i były radny SLD (źródło: Nasza-Klasa)

Czesław Degórski, wiceprezes Kopernika i były radny SLD (źródło: Nasza-Klasa)

Przebieranki, a nie rozbieranki, lubi za to radny PO Bartłomiej Jóźwiak, który także grywa w badmintona na środku jeziora i w paintballa.

jozwiak

Radny PO Bartłomiej Jóźwiak (źródło: Nasza-Klasa)

(A tak zupełnie na marginesie. Zrywałem boki, kiedy odwiedziłem profil Tadeusza Wierzby, czyli szefa wydziału ochrony ludności Urzędu Miasta, który odpowiada za nasze bezpieczeństwo. Pan Wierzba okazał się bezbronny w obliczu ataku Śledzika. Postanowił powiedzieć mu „nie” i napisał: „proszę mnie wylogować ze śledzika”. Prośby nie wysłuchano.)

Toruń w tubie (Pilot serialu)

Oglądając filmy na You Tube podpisane tagiem „toruń”, ciekaw jestem, czy po takiej „promocji” ktoś zechciałby odwiedzić nasze miasto. Nie znajdziemy tam kłamstw, jakie  są w przewodnikach turystycznych. Miasto nie jest wyretuszowane. Ma liczne skazy, blizny.

Ma wiele twarzy. Jedną z najpopularniejszych jest twarz Cygana spacerującego po ul. Chełmińskiej. Ale podaruję sobie rozpisywanie się o tym panu. Kolejną jest Robert D., toruński hiphopowiec rapujący o Rubinkowie. Oto fragment jego dzieła:

YouTube Preview Image

„Dookoła mnie bloki. Nagle zachód słońca – zachwyciłem się widokiem. Rubinkowo I, II, III, tu się żyje, normalnie tu się żyje, jak wszędzie. (…) Idę dalej przed siebie i nic się nie dzieje – myślę, co to za miasto, w ogóle co ja tutaj robię. Podczas tego myślenia dostałem oświecenia. Jak mógł to, bym wyjechał stąd. Nic mnie tutaj nie trzyma”.

Jedna z najpopularniejszych toruńskich produkcji na You Tube, która była klikana już 548 tys. razy, przedstawia walkę uliczną dzieci z Bydgoskiego Przedmieścia. To dzieło bodajże studentów z Domu Studenckiego nr 3, którzy dopingują młodych. Czym byłby Toruń bez studentów i UMK? – Grudziądzem – odpowiadał pewien mój znajomy.

YouTube Preview Image

Rekordy – 44,8 tys. odsłon – bije też film z grupką uczniów, którzy podczas wycieczki do Torunia wdychają hel. Po prostu boki zrywać. Ubaw po pachy. Wielka heca.

YouTube Preview Image

Można też znaleźć ciekawostki np. papieża Jana Pawła II smaganego młotem wahadłem:

YouTube Preview Image

Jest też wiele filmów z życia nocnego Torunia, czyli wypraw po kebaby lub po prostu przed siebie, śpiewów pod średniowiecznymi murami, tańców i swawoli, Oszczędzę wam tych widoków. Toruń autami stoi. Co drugi film z Torunia przedstawia zjazd posiadaczy bmw lub innych dwuśladów. Ścigają się, palą gumę i tak w kółko. Mnie natomiast natchnął jeden z filmów nagranych na toruńskiej obwodnicy poligonowej. Właśnie tam wybiera się wielu kierowców, którym życie niemiłe. Na jednym z nich w głośnikach leci „It’s my life” Dr. Albana. Dzięki tej piosence ten film ma drugie dno.

YouTube Preview Image

(Czas na wynurzenia, czyli szczyptę banału.) Na pewno lepiej pamiętałbym moje analogowe dzieciństwo, gdybym miał wtedy komórkę, netbooka, smsy, mmsy, fotki z aparatów cyfrowych czy też dyktafon mały jak paznokieć u kciuka. Nie wyobrażam sobie jednak tego, że ten cały młodzieńczy bunt, meszek nad górną wargą i pierwsze podniety, mam nagrane jako avi, mp3, wav czy w innym równie tajemniczym formacie i te pliki są gdzieś w sieci. Jak to dobrze, że tamte czasy nie były cyfrowe. Bo internet pamięta. (Ile bym dał za to, by mieć stare hasła do moich starych skrzynek e-mail lub stron www.) Naprawdę. Jakiś czas temu grzebiąc gdzieś głęboko w pajęczynie stron, znalazłem swoje dawne teksty z ok. 1999 r. Nie wiem, jakim cudem przetrwały one na klastrach jakiegoś serwera. (Gdzieś tam w przestworzach sieci wciąż jest informacja, że wygrałem koszyk pełen smakołyków w jednej z toruńskich sieci sklepów spożywczych.) CDN

Jak mieszkańcy powinni współżyć. Krótka rzecz o regulaminach

Czy zdarza się Wam, siedząc np. na sedesie, czytać wszystko, co wpadnie Wam w ręce m.in. etykiety dezodorantów, proszków do prania itp.? Czy jadąc autobusem lub pociągiem, chłoniecie wszelkiej maści napisy (nawet te po rosyjsku i francusku) i wyciągi z ustaw i regulaminów? Czy czekając na autobus i tramwaj przy kiosku, zerkacie na wszystkie nagłówki, tytuły dzienników, czasopism i studiujecie ceny wody kolońskiej i innych chińskich gadżetów? Jeśli nie. Trudno. Ja odpowiadam trzy razy TAK. (A teraz znów zacznę cytować. Bo czym jaki byłby świat bez cytatu…)

Toaleta publiczna przy Konstytucji 3 Maja na toruńskiej Skarpie

Toaleta publiczna przy Konstytucji 3 Maja na toruńskiej Skarpie

Zacznijmy od „regulaminu używania lokali w domach spółdzielni oraz porządku domowego i współżycia mieszkańców” spółdzielni mieszkaniowej Na Skarpie, rzecz jasna z Torunia. Z dokumentu dowiemy się, np. że „nie wolno ustawiać małych naczyń wprost na kołpaku palnika”, a jeśli nasz psiaczek narobi w windzie, jesteśmy zobowiązani do „bezzwłocznego usunięcia ekstremów”. Władze Na Skarpie przypominają też, że „należy reagować na niewłaściwe zachowanie się innych osób oraz dzieci”. Lista zabronionych rzeczy jest długa. Nie można wyrzucać przez okna „śmieci, przedmiotów, niedopałków, pożywienia dla ptaków, zwierząt itp.” Chomika lecącego na worku ze śmieciami z papierosem i resztkami pokarmu dla ptaków w pysku na Skarpie więc nie zobaczymy. (To nie było śmieszne. Szukam więc dalej). Na Skarpie nie można też suszyć „w sposób widoczny na zewnątrz bielizny, pościeli”, a także wrzucać do muszli „śmieci, kości, szmat”. Zakazana jest hodowla drobiu i gołębi w mieszkaniach. No, a jak nam worek na śmieci rozerwie się na schodach, jesteśmy zobowiązani do „natychmiastowego uprzątnięcia zabrudzonego miejsca”. Magiczną godziną jest 20. Jak wybije, nie można wrzucać śmieci do zsypu, trzepać dywanów i remontować mieszkania. (Lećmy dalej. Ale tu chaos.) „W pralni nie wolno prać bielizny w celach zarobkowych”, a o każdym podejrzeniu choroby zakaźnej należy zawiadomić Administrację Osiedla lub Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny”. Na Skarpie nie można przechowywać materiałów łatwopalnych i powodujących „samoistny wybuch” ani grillować na balkonach i terenach zielonych osiedla. A teraz zasady współżycia. „Każdy z mieszkańców winien zachowywać się w sposób nieuciążliwy dla sąsiadów oraz w miarę możliwości służyć wzajemną życzliwą radą i pomocą”. Przechodzimy przez Szosę Lubicką i jesteśmy już na Rubinkowie.

"Rubinkowo" - pierwsza stacja toruńskiego metra.

"Rubinkowo" - pierwsza stacja toruńskiego metra

Mieszkańcy tego blokowiska mają obowiązek utrzymać czystość na klatkach „poprzez zamiatanie i cotygodniowe mycie podestów kondygnacji, na której położone jest mieszkanie i schodów na nią prowadzących oraz w ramach potrzeb, ale nie rzadziej jak dwa razy w ciągu roku mycie okien i lamperii”. Na balkonach nie wolno trzepać „chodników, chodników, pościeli, obrusów i bielizny”. Rubinkowowianie mają też obowiązek opiekować się „trawnikami, drzewami, krzewami”. Mogą nawet posadzić drzewko lub krzew, ale tylko za zgodą szanownej administracji osiedla.

A teraz trochę z innej bajki. Regulamin przewozu ludzi i rzeczy PKP Przewozy Regionalne. Warto wiedzieć, że nie trzeba nic płacić za przewiezienie jednej deski snowbordowej. Lepiej jednak nie brać ze sobą „ostrych narzędzi, przedmiotów o ostrych krawędziach lub otwartych pojemników ze smarami, farbami”, „zwłok i szczątków zwłok ludzkich” i „pojazdów z silnikiem spalinowym”.

Ciekawą lekturą jest również kodeks pracownika Poczty Polskiej, który zaczyna się od słów: „Należę do wielkiej rodziny pocztowców i jestem z tego dumny”. Takich haseł jest więcej: „Jestem ważny dla Poczty Polskiej”, „moje zdrowie i życie jest ważne dla Poczty Polskiej”, „klient jest dla mnie najważniejszy”, „o Poczcie Polskiej mówię dobrze”, „dostrzegam szansę w liberalizacji rynku”, „optymistycznie patrzę w przyszłość”. Przy najbliższej okazji nie zapomnę zapytać mojego listonosza, jaki ma pogląd na liberalizację rynku.

A na koniec rozporządzenie Rady Ministrów z 2004 r. pod tajemniczym tytułem:„w sprawie przypadków, sposobów i trybu użycia przez strażników gminnych (miejskich) środków przymusu bezpośredniego”. (Uwielbiam ten urzędniczy slang). „Siłę fizyczną w postaci chwytów obezwładniających oraz podobnych technik obrony można stosować w celu odparcia czynnej napaści lub zmuszenia do wykonania polecenia albo ujęcia osoby”. Tłumaczenie: „jeśli łysy wyrostek nie słucha twoich poleceń, możesz go powalić na glebę”. Dobrze widzieć, że strażnik nie może nas uderzyć pałką „w głowę, szyję, brzuch”. W pozostałe części ciała a i owszem. Może też skorzystać z paralizatora lub ręcznego miotacza gazu. „Fakt użycia środka przymusu bezpośredniego strażnik dokumentuje w notatniku służbowym bezpośrednio po zdarzeniu”. Co musi zawierać notatka służbowa? Imię i nazwisko oraz nr identyfikacyjny, czas i miejsce użycia środka przymusu bezpośredniego, powody i rodzaj środka, opis postępowania poprzedzającego jego użycie, sposób użycia, skutki użycia, inne ważne okoliczności zdarzenia, dane świadków, a na koniec podpis.

Nasza-klasa, czyli Portal dla ludzi bez klasy (w odcinkach)

Cokolwiek napiszę we wstępie o Naszej-klasie, nie ucieknę od banału. Wpisuję do Google „fenomen naszej-klasy”. 32 tys. wyników. Taka łatka już przylgnęła do tego portalu. Nie zamierzam się z nią rozprawiać. Będę prawić o tym, jak wspaniała jest nasza-klasa. Jak bardzo zmniejszyła i zmieniła Polskę.

Oryginalny podpis: "Potem zszedłem jakis metr nizej :)... Duzo sie nie pomylilem" (źródło: nasza-klasa.pl)

Oryginalny podpis: "Potem zszedłem jakis metr nizej :)... Duzo sie nie pomylilem" (źródło: nasza-klasa.pl)

Dzięki niej mam na wyciągnięcie ręki miliony absolwentów szkół i uczelni. Mogę podejrzeć, np. co słychać u uczniów podstawówki w Wąsoczu (powiat górowski, woj. dolnośląskie) lub jak na ostatniej wycieczce bawili się licealiści z II Społecznego Liceum Ogólnokształcące im. Małego Księcia w Tarnobrzegu. Nie ma już granic między województwami, powiatami i gminami. Jesteśmy jedną wielką klasą. Przyznam szczerze, że mógłbym siedzieć przez Naszą-klasą przez całe wieczory. Wystarczy, że co chwilę odświeżę stronę i dostaję kolejną porcję świeżych zdjęć. Bo bez zdjęć tak naprawdę nie byłoby Naszej-klasy.

Jak wam się podoba mój tatuaż? (źródło: nasza-klasa)

Jak wam się podoba mój tatuaż? (źródło: nasza-klasa)

Chciałbym jednak pokazać nieco inną twarz tego portalu. Szukać daleko nie trzeba. Język wielu nastolatek logujących się w serwisie jest specyficzny. Oto niewielka próbka. Młoda dziewczyna pisze o sobie (pisownia oczywiście oryginalna): „Jestem bardzo upierdliwą, wesołą ale też wrażliwą i uczóciową dziewczynką nie lubie być raniona jeśli ktoś ze mną zadrze to pożałuje :P:):):) a tak po za tym to jestem bardzo spokojną dziewczynką:):):)”.

Tzw. samojebki, czyli "autoportrety" (źródło: nasza-klasa)

Tzw. samojebki, czyli "autoportrety" (źródło: nasza-klasa)

Czym się aktualnie zajmuję: „szkola :) imprezy oczywiście dupeczki hahahha i my friends:P:P”. Dajmy szansę panom. Tak niejaki Paweł pisze o sobie: „Nie lubię pisać o sobie, jak większość osób, ponieważ najlepiej człowieka poznaje się w realu. Poprostu trzeba mnie poznac. Ktoś zainteresowany? – pisać, a na pewno odpisze. Rzeszów- Sędziszów Młp. – Kawęczyn. Tutaj mozna mnie spotkać:) najważniejsze jest to, że jestem sobą zawsze zawsze. Zawsze dażący do postawionego sobie wcześniej celu realista. Widzi otaczający go, zakłamany świat. Mimo czarnych scenariuszy jakie często pisze samo życie stara się brać z niego co najlepsze”. Tego bełkotu jest więcej. Któż to jednak wytrzyma? Przejdźmy dalej.

<b>Od dziecka marzył o pracy w policji...</b>

Od dziecka marzył o pracy w policji... (źródło: nasza-klasa)

„Jeżeli uważasz, że wszystkie modelki są głupie, nie biorąc pod uwagę, że każdy dorabia sobie jak może, jesteś ograniczony. Do wszystkich tępych pustaków, które kopiują moje foty i zakładają konta fikcyjne-dziewczęta, zdaję sobie sprawę z tego,że jesteście mało urodziwe, skoro wstydzicie się wsadzić własne zdjęcia”. Co ciekawe, są nawet profile, do których są przyjmowane piękne panie. W wielu wypadkach muszą jednak przejść najpierw selekcję.

<b>Podpis oryginalny: "Moja nozka :( Marcina Łapa ;/ Bolalo :(.! Na prosbe Madzi zeby miala sie z czego posmiac hehe!" (źródło:nasza-klasa)</b>

Podpis oryginalny: "Moja nozka :( Marcina Łapa ;/ Bolalo :(.! Na prosbe Madzi zeby miala sie z czego posmiac hehe!" (źródło:nasza-klasa)

Kolejna „modelka”: „Zaproszenia: przyjmuję tylko te, które mnie czymś urzekną – nie będę odpisywać dlaczego nie przyjęłam”. I dalej: (tu pojawia się imię i nazwisko) „obraża innych pisząc niemiłe komentarze, a potem blokuje ich aby nic jej nie napisano. dziewczyno tobie najlepszy tiuning niestety nie pomoże i zanim zaczniesz oceniać innych spójrz najpierw w lustro”. Wymowne są też pseudonimy: „ciasteczko, cukiereczek, cudeńko, mniam”.

<b>Przystanek PKS gdzieś w Polsce (źródło: nasza-klasa)</b>

Przystanek PKS gdzieś w Polsce (źródło: nasza-klasa)

Są też na Naszej-klasie niespełnieni wierszokleci, którzy piszą o sobie wierszem: „Jeśli mnie nie znasz – nie próbuj oceniać / Przez twoje ploty nie będę się zmieniać / Więc zastanów się, zanim puścisz kolejną z plot / Czy da ci to jakiś wzlot? / A może dowartościuje? / Jak tak – to naprawdę ci gratuluję / Że nie masz wyrzutów sumienia / Z próby niszczenia cudzego imienia / Fakt – pokazuje to twoje prawdziwe oblicze / A iloraz twej inteligencji na palcach jednej ręki wyliczę…” A na koniec pozdrowienia od autora: „Dla życzliwych inaczej: for all you wsiowe plotkary!!!” Czym się aktualnie zajmuję: „Wstawiam teksty na naszą klasę bo chcę być najbardziej: edżi, trendy, jazzy, czoko, kaczi, dżodżo, w pytkę, biczi, spondżo, za***ibi, kongo-bongo, kacze, glamour na całej nk :PP”

<b>Podpis oryginalny: "Moja droga do pracy" (źródło: nasza-klasa)</b>

Podpis oryginalny: "Moja droga do pracy" (źródło: nasza-klasa)

Są też wpisy zupełnie niesztampowe. Tak oto o sobie pisze jedna z „użytkowniczek” Naszej-klasy: „Mam małe pytanko co sądzicie o aborcji? Ja uważam, że kobiety które dały sobie zrobić skrobankę dobrowolnie powinny za to gorzko pożałować. A wy jakie macie zdanie? czekam na wasze opinie :) pozdrowka buziam was gorąco krejzole”.

Jeszcze lepsze są komentarze do zdjęć. To jednak lejtmotyw kolejnego odcinka. Oto krótka zapowiedź. Wystarczy kobieta w wyzywającej pozie i… (pisownia oryginalna) robi się naprawdę gorąco w komentarzach:„Bustwo!!!”, „Bustwo Piszę się przez Ó”, „You are perfect”, „jestes za chuda”, „sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex”, „piekna jestes”, „pokaż więcej!!!”, „masz wspaniałe nogi, dodaj jakies fajne zdjęcia w sexownych kozaczkach”.

Mieszkać w Toruniu. Część pierwsza. Rubinkowo

Dokładnie pięć lat temu przeprowadziłem się na Rubinkowo, największe i najgęstsze toruńskie blokowisko. Nie będę tłumaczył dlaczego, po co i co mną kierowało, aby przenieść się do betonowej dżungli. Odnalazłem tutaj estetyczny spokój, ład.

Przestronna kuchnia na Rubinkowie 2009 (źródło: otodom.pl)

Przestronna kuchnia na Rubinkowie 2009 (źródło: otodom.pl)

Nie ma tu misz-maszu. Tu wszystko jest proste. Klocki, prostopadłościany. Teraz, gdy jadę np. na Chełmińskie, męczę się. Tam mieszają się wszystkie style. Są budynki szachulcowe, trochę modernizmu, który już nie przypomina modernizmu i kilka generacji wielkiej płyty. A na dokładkę jest też nowe budownictwo, które nijak nie pasuje do całej reszty. A na Rubinkowie jest porządek. Nic mnie tu nie zaskoczy.

(Delikatna zmiana tematu.) Zapewne za 50 lub 100 lat, gdy osiedla z wielkiej płyty będą się rozpadać i zamieniać ludzi w ketchup tak, jak w „Bóg zapłacz” Włodzimierza Kowalewskiego, do jakiejś galerii, np. Centrum Sztuki Współczesnej, trafi żywcem wycięta jedna ze ścian jakiegoś czteropiętrowego bloku. Cały pion. I co się okaże? Że na każdym piętrze mieszkania są urządzone niemal identycznie. Że jest kilka wzorów, które powtarzają się. Że jest w tym wszystkim jakaś skończoność. I pewnie będzie to jedna z najchętniej oglądanych, stałych wystaw CSW.

Łazienka i ubikacja - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Łazienka i ubikacja - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

(Mała dygresja.) Chciałbym poznać architekta, który zaprojektował mój blok i budowniczych, którzy namazali na jednej ze ścian w moim mieszkaniu datę VII.1975, tych co kładli moją instalację elektryczną w suficie mojego sąsiada z dołu i tych, którzy zakładali kable dla sąsiada z góry w moim suficie. I zapytać projektanta: jak do cholery mam zmieścić wannę, zlew, pralkę i kosz na pranie w łazience, jak załatwić pilną potrzebę, nie dotykając kolanami drzwi i jak urządzić kuchnię, aby zmieścić w niej stół i szafki, by przed i po każdym posiłku nie przestawiać stołu.

Nowoczesna zabudowa kuchni - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Nowoczesna zabudowa kuchni - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

(Kilka prostych obserwacji.) Co widać najczęściej w oknach kuchennych na Rubinkowie? Odpowiedź jest prosta. Lodówki. Białe lodówki, które świecą zza firanek i zazdrostek. Lodówki, których nijak nie da się ustawić w tych klitkach. Na szczęście już się przyzwyczaiłem do moich pokoi w kształcie prostokątów, do cienkich ścian, przez które słychać sąsiadów. Po pięciu latach jestem już blokersem.

Idealnie dobrana kolorystyka - ubikacja w stylu Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Idealnie dobrana kolorystyka - ubikacja w stylu Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Jak się mieszka na Rubinkowie? Od czasu do czasu przeglądam sobie serwis Otodom. To właśnie on, a konkretnie oferty sprzedaży mieszkań i dołączone do nich zdjęcia, zainspirowały mnie do tego wiekopomnego cyklu wpisów. Każdy, no może prawie każdy, jako dziecko miał marzenie, by stać się niewidzialnym i wchodzić ukradkiem do cudzych mieszkań. Takie przyjemności są zarezerwowane tylko dla nielicznych: księży chodzących po kolędzie, różnej maści inkasentów czy komorników.

Rzecz o sekretarkach

Pomija się je w przemówieniach, nie wymienia się wśród zasłużonych. Zwykle nie mają imienia i nazwiska. Wydawałoby się, że całe ich życie polega na robieniu lur i ciągłych pytaniach: Herbata? Kawa? Woda? Z gazem lub bez? Ile pan/pani słodzi?

Sekretarka (Źródło: z przestworzy internetu)

Sekretarka (Źródło: z przestworzy internetu)

A tak naprawdę to cały świat kręci się właśnie dzięki nim. Prezesi nie spóźniają się na spotkania. Mają krawaty dopasowane do koszul. Gdy bolą ich głowy lub wypili za dużo dzień wcześniej, sekretarki wiedzą, co robić. Nie łączą rozmów, bronią całym ciałem drzwi do gabinetu. Pana prezesa nie ma i basta.

Sekretarki to nieodłączny element pracy każdego dziennikarza, a przede wszystkim tych, którzy godzinami ślęczą za biurkami, a telefony stają się ich kolejnymi narządami zmysłu. Potrafią być przekleństwem dla pismaków. Zwykle zaczyna się nieśmiało: dzień dobry, nazywam się tak i tak, dzwonię stąd lub stamtąd, chcę rozmawiać z panem prezesem/dyrektorem/kierownikiem. Tylko niedoświadczona sekretarka od razu łączy rozmowę ze swoim podwładnym. Te, które parzyły już tysiące kaw, wiedzą doskonale, co robić. Scenariusz zwykle jest taki sam: a w jakiej sprawie pan dzwoni, chwileczkę, sprawdzę, czy prezes/dyrektor/kierownik nie jest zajęty, bo jakiś czas temu łączyłam rozmowę, chwila ciszy, jakaś muzyczka, po kilkunastu sekundach odzywa się sekretarka. Ma kilka wyjść: a) szef jest zajęty, b) szef ma naradę, oddzwonimy do pana, c) wydawało mi się, że szef jest u siebie, a właśnie przed chwilą wyszedł, d) proszę zadzwonić jutro, najlepiej o godz. 7.00, bo dzisiaj szef ma urwanie głowy, e) szef przez cały dzień będzie poza biurem, a ja nie jestem upoważniona, aby podać numer komórki, f) proszę zadzwonić za godzinę.

Trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby zbuntowały się wszystkie sekretarki. Czy to byłby koniec świata? Wyobraźcie sobie prezesa jakiegoś wielkiego koncernu, który samodzielnie organizuje sobie spotkania, wiąże krawat, parzy kawę, pisze przemówienie na bal charytatywny i kupuje biżuterię dla żony lub kochanki. Tak wyglądałoby to w filmach typu „Moda na sukces”. W naszych toruńskich realiach zatrzymałoby to pracę np. Urzędu Miasta, spółek, przedsiębiorstw. Prezesi/dyrektorzy/kierownicy godzinami szukaliby jakichś dokumentów, nie wiedzieliby, którą przystawić pieczątkę, co robią ci ludzie w sekretariacie co to za ludzie i jak ich spławić, jak przełączyć rozmowę, jaki mamy dziś dzień, kto dostał, a kto nie dostał podwyżki, czy ten nowy pracownik nazywa się Malinowski, jak wybrać numer wewnętrzny, jak się obsługuje faks, drukarkę, gdzie włożyć papier, gdzie w ogóle leży papier, jak wypełnić fakturę, ile sypie się łyżek do kawy i jak – do cholery – spławić tych natrętnych dziennikarzy.

(I jeszcze jedno w nawiasie. Ten wpis to felieton sprzed kilku miesięcy. Przypomniałem sobie o nim dzisiaj, kiedy dzwoniłem do rzecznika wojewody. Miła pani sekretarka z gabinetu wojewody połączyła mnie z osobą, która zastępuje urlopowanego rzecznika. A w słuchawce zamiast nudnych arii, sonat lub symfonii, usłyszałem fragment piosenki Kylie Minogue. Tak, gabinet wojewody ma granie na czekanie. Od razu humor mi się poprawił i naszła mnie ochota na rozmowę o schetynkówkach…)

The best of… Andrzej Pałucki

Po długiej przerwie – bynajmniej nie urlopowej – znów biorę się „samplowanie” tego, co znajdę w internecie, czyli mówiąc prościej, porządkowanie chaosu. I znów uciekam od tytułu blogu. Tym razem akcja będzie się rozgrywać we Włocławku. Nie miałem jeszcze szczęścia spotkać się z prezydentem Andrzejem Pałuckim.

Tradycyjnie Paint

Andrzej Pałucki (obróbka w Paint)

Nie mam pojęcia, jak oceniają go włocławianie. Nigdy nie słyszałem jego głosu. Dość ciekawy portret można jednak zbudować na podstawie jego wypowiedzi (korzystałem tylko z tych, które można znaleźć w sprawozdaniach z sesji Rady Miasta). Pałucki ma poczucie humoru (do mnie ono jednak nie trafia), lubi pouczać, celnie łaje swoich politycznych przeciwników, często mówi o sobie w osobie trzeciej i jest tradycjonalistą. Kim jest, a raczej kim nie jest Andrzej Pałucki? Oddajmy głos prezydentowi. (Pisownia oczywiście oryginalna.)

Nie jestem ufoludkiem
„To jest jak z ufoludkiem – wszyscy o nim wiedzą, tylko go nikt nie oglądał!”
„(…) jeszcze mnie dokładnie zrewidowano i wylegitymowano, zanim wszedłem do senatu, w związku z tym nie miałem szans zabrać kogokolwiek, bo musiałem się przez te bramki prześlizgnąć sam, opróżniając wszystkie kieszenie, zdejmując pasek od spodni, bo brzęczał”.

Nie jestem lekarzem
„W pewnej chwili gdy wypowiadał się Pan Poseł Zbonikowski, to ledwo się powstrzymałem, by nie krzyknąć czy na Sali jest lekarz? Takiego konglomeratu bzdur jeszcze nie słyszałem – od osoby, która za publiczne pieniądze jest utrzymywana. (…) podobno jest Pan reprezentantem RP a zachowuje się Pan poniżej poziomu teraz pokrzykując sobie na sali. Ale to nie jest wyjazd zagraniczny, w związku z czym proszę powstrzymać emocje (…)”
„Nie chcę zejść do tego poziomu, bo bym musiał być w podziemiu”.

Nie jestem wandalem
„(…) chcę Państwu oświadczyć uroczyście, że nie obdrapałem żadnego budynku w Śródmieściu, ani nie powybijałem szyb, szczurów też nie wypuszczałem”.

Sesja Rady Miasta z 30 marca i 6 kwietnia br.

Nie jestem średniowiecznym władcą
„(…) nie czuję się jak średniowieczny władca”.

Nie jestem błaznem
„(…) nie przyszedłem tu pracować na rozśmieszanie mieszkańców Włocławka”.
„To, że mam uśmiechniętą twarz, to nie znaczy, że się z kogoś śmieję”.
25 maja br.

„Ja Panu nie przeszkadzałem panie pośle (Zbonikowski – przyp. WG). Będzie Pan miał czas na zadawanie pytań – macie Państwo okazję zobaczyć kulturę polityczną niektórych parlamentarzystów. Jest to dobry, kliniczny przypadek”.
20 października 2008 r.

Nie jestem magikiem
„(…) zaczynam podejrzewać, że myli Pan pojecie menadżera z magikiem. Ponieważ tutaj Koperfild byłby potrzebny, żeby wyczarować tych, którzy nie chcą zarobić(…)”
28 kwietnia 2008 r.

Nie jestem masochistą
„Dla mnie, jako Andrzeja Pałuckiego, żadna podwyżka nie jest akceptowalna, bo jak mi podniosą na czymś 5 zł i mnie ktoś zapyta, czy jestem zadowolony, to nie jestem masochistą i na pewno nie powiem, że jestem zadowolony”.
„Natomiast mam złą wiadomość dla Pana Przewodniczącego Władysława Skrzypka. Otóż niestety, muszę Pana zmartwić – balangi nie będzie, ponieważ ośrodek jest już dawno sprzedany”.
1 grudnia 2008 r.

Brzydki prezydent?
Tak więc przede wszystkim proszę czytać to, co proponujemy nie pod kątem, że brzydki Prezydent nie chce zrealizować postulatów „ładnych” radnych – tylko „brzydki” Prezydent patrzy na to, czy popadniemy w zarząd komisaryczny?”
„Nie będę się bił w piersi tam, gdzie nie ma takiej potrzeby a pytania wynikają nie z troski, tylko z nieznajomości dokumentów. (…) Oczywiście, Państwo, jako radni możecie postulować przeróżne rzeczy, w tym pisania wszystkiego po 10 razy”.
11 stycznia 2008 r.

Nie jestem wróżką
„Ja nie wiem, czy dożyję jutra. W związku z tym Pan wybaczy, że we wróżkę nie będę się bawił”.
29 października 2007 r.

Jestem tradycjonalistą
„Nie, nie podzielam Pani opinii na temat zasad pisania tych wyrazów z następujących powodów: jestem tradycjonalistą i tak mnie uczono jeszcze w szkole. Ponadto Urząd dysponuje programem  komputerowym do wychwytywania błędów i ten system elektroniczny, też jest tradycjonalistą i pozostawił to w tym samym kształcie”.
27 sierpnia 2007 r.

Ciąg dalszy być może nastąpi.

Digi, digi, digitalizacja

Doskonale pamiętam, jak jakieś osiem, może dziewięć lat temu, odwiedziłem jedną z czytelni w bibliotece głównej UMK i zamówiłem pierwszy raz w życiu mikrofilm. Wcześniej – nie ukrywam – coś takiego widziałem na amerykańskich filmach. Jak już uporałem się z rewersami i dostałem niewielkie pudełko, byłem zupełnie zielony. Jak to włożyć? Gdzie? Którędy? Ale gdy już zasiadłem – pomogła mi oczywiście miła pani bibliotekarka – byłem pod wielkim wrażeniem. (Niebezpiecznie zbliżam się do patosu.)

Tak jak wielu toruniaków z importu, znam się lepiej na Toruniu i wiem o nim więcej niż o swoim rodzinnym mieście. Nadal nie znam Torunia od podszewki. Wciąż na planie są białe plamy np. Czerniewice, Dębowa Góra, Brzezina, działki św. Klemensa i wiele innych miejsc, których na oczy nie widziałem. Z dnia na dzień staję się jednak coraz bardziej toruński niż olsztyński. (Jak przejść gładko do kolejnego akapitu? Może krótka przerwa na reklamę?)

Reklama ze "Słowa Pomorskiego" (1929 r.)

Reklama ze "Słowa Pomorskiego" (1929 r.)

Przenieśmy więc się w czasie. Do numeru „Słowa Pomorskiego” z 18 czerwca 1929 r. To był wtorek. Nagłówki artykułów: „Porażeni prądem elektrycznym. Wermistrz elektrowni Gródek i jego żona zmarli rażeni prądem niskiego napięcia” lub „Śmigło odcięło ramię lotnikowi”. Zatrzymajmy się przy drugim z artykułów: „Samolot startujący do lotu (z Berlina – WG), zawadził o przechodzącego lotnika Kruegera a śmiga odcięło mu prawe ramię, odrzucając je na 10 mtr”. Warta w Poznaniu wygrała pięć do zera z Wisłą. „Temperatura powietrza o godz. 11 +26, maximum +34, minimum +16. Wiatr: cisza. Stan pogody: pogodnie. Temperatura wody w Wiśle + 22 C. Stan wody w Wiśle z dnia 17.6.1929 r.: (…) Toruń + 1.30”. Jak minął weekend? „W godzinach popołudniowych zapełniły się publicznością: park, laski i ogródki podmiejskie. Masy też całe ciągnęły nad Wisłę – łazienki na Kępie Bazarowej, tudzież na kępie Wiesego cieszyły się znaczną frekwencją. Parostatek Tryton dwukrotnie odbył kurs do Ciechocinka, za każdym razem rzetelnie napełniony wycieczkowiczami (…) Esplanda stała się z chwilą nastania pięknej pogody ulubionym miejscem rendez-vous elity Torunia (…)”. „Słowo” informuje też, że udało się wykryć mordercę dwóch kobiet pod Ostaszewem. Ich ciała znaleziono tam zakopane. Zabił je „niejaki Leon Makselon, który jeszcze nie został ujęty”.

Podróżujmy dalej. Humor sprzed kilkudziesięciu lat: „On: – Ukochana małżeństwo nasze uważam za związek, w którym ja będę prezesem, a ty… a ty wiceprezeską. Ona: – Jestem ci głęboko wdzięczna za ten zaszczyt, ale go się zrzekam. W zupełności zadowoli mnie stanowisko kasjerki”. No i reklamy np. wschodnich pigułek przeciwko szczupłości: „Powodują one już w krótkim czasie znaczny przyrost na wadze kwitnący wygląd oraz pełne, piękne kształty (u pań przepyszny biust) potęgują chęć do pracy, wzmacniają krew i nerwy”.

Albo primaaprilisowe żarty. W 1925 r. podczas robót został odkryty przedhistoryczny grobowiec zbudowany z kamieni polnych. W środku odkryto urny, broń i naramienniki. Miał on pochodzić według dziennika z czasów, gdy „brzegi Wisły zamieszkiwały plemiona nieznanej rasy; jednakże ani germańskie ani słowiańskie”. W 1928 r. w Toruniu miał awaryjne lądować król Afganistanu Amanullah, a w 1924 r. jeden z dziennikarzy napisał: „O olbrzymiej sile wezbranej rzeki świadczy następujący fakt: W okolicy bydgoskiego parku fale wyrzuciły na brzeg tuż przy schodach wiodących do pawilonu, wielki odłam skały wapiennej, która prawdopodobnie pochodzi z pod Ojcowa. Ciekawy jest niezmiernie kształt skały, przypominający wyraźnie złośliwego karła z długą białą brodą. Jeden z tutejszych rzeźbiarzy artystów ma wobec tego zamiar, przerobić go na naturalnej wielkości (wysokość skały wynosi metr i kilkanaście centymetrów) pomnik pewnego wybitnego męża toruńskiego”.

A wszystko to dzięki digitalizacji i Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej – www.kpbc.umk.pl. CDN

Wojna rajców 1.1 (Włocławek)

29. sesja. 25 maja. Sala nr 4 Urzędu Miasta Włocławek. Obecnych 20 radnych. Akcja!

Czołówka serialu (Stock.XCHNG z niewielką pomocą Painta)

Czołówka serialu (Stock.XCHNG z niewielką pomocą Painta)

Radny Władysław Skrzypek: Chciałbym pod obrady wnieść punkt, który by dotyczył dyskusji nad rewitalizacją placu Wolności. A teraz powiem – dlaczego? (…) (Uzasadnienie tego wniosku zajmuje ok. pół strony „dwunastką” w Wordzie).

Przewodniczący Rady Miasta Rafał Sobolewski: Panie Prezydencie. Ja myślę, że jako uzasadnienie to wystarczy.

Skrzypek: Ale proszę mi nie przerywać – ja już kończę – proszę mi nie przerywać (pogrubienia – Teka Toruńska).

Sobolewski: Panie Prezydencie – były – Panie wiceprzewodniczący, jeżeli będzie się Pan tak zachowywać.

Skrzypek: Proszę mi nie przerywać.

Sobolewski: Zamknę za chwilę sesję Panie Prezydencie.

Skrzypek: Proszę mi nie przerywać – kultura obowiązuje.

Sobolewski: Kultura obowiązuje – ja Panu przerywam i odbieram Panu głos i ogłaszam przerwę minutową i proszę radnych, aby wyszli i nie będę akceptował Pana zachowania. (Przerwa w obradach od 9.24 do 9.31.) Chciałem powiedzieć, że naprawdę nie będę tolerował takiego zachowania, które zmierza do tego, aby kontynuować wypowiedź po tym, kiedy Przewodniczący odbiera głos. I jeżeli będzie taka sytuacja się powtarzała, nie ogłoszę przerwy minutowej, czy dwuminutowej dla uspokojenia sytuacji, czy mówiącego, tylko ogłoszę przerwę tygodniową. I będziemy się spotykać do skutku! (…)

Prezydent Włocławka Andrzej Pałucki (informuje o tym, co się działo między sesjami): (…) Dnia 11 maja spotkałem się z wicepremierem i ministrem gospodarki Panem Waldemarem Pawlakiem, który gościł we Włocławku na zaproszenie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. (…)

Radny Marek Kalinowski: (…) Słuchając wystąpienia, czy właściwie słuchając odczytywanego sprawozdania przez Pana Prezydenta to taka się rodzi wątpliwość, że to w zasadzie jest kronika towarzyska średniowiecznego władcy. A jakby nie być łaskawym dla Pana, to już to raczej Panu nie grozi. (…) W ogóle, czego się Pan nie dotknie, to zawsze są protesty (…)

Skrzypek: (…) To jest Panie Prezydencie – nie chcę mówić, że kłamstwo, ale oszukiwanie mieszkańców. Ma Pan 48 godzin – może mnie Pan zaskarżyć, że mówię nieprawdę. I Pan, jako Eurodeputowany startuje a Pan w błąd wprowadza mieszkańców miasta Włocławka. (…) Następna sprawa – ja nie usłyszałem w tym sprawozdaniu od Pana Prezydenta – nie usłyszałem – o przetargach najważniejszych – na oświetlenie mostu. Nie wiem, czy nie dosłyszałem? Chciałem Państwu powiedzieć – na Komisji Budżetu, jak spytałem o oświetlenie mostu Pana Naczelnika z Panem radnym Mazierskim – On nie wie! – on nie wie! – szuka komórki, dzwoni – on nie wie!. Dopiero Pan Mazierski powiedział, że był jeden oferent i dopiero .. – to jak to? – Naczelnik, żeby nie wiedział o takim ważnym przetargu? Dzwoni na Komisji z komórki? Panowie – co my tacy jesteśmy radni głupcy? Damy się oszukać? Chcecie Państwo z nas zrobić głupich, nienormalnych, że wszystko to Wasze to jest dobre a nasze, to jest złe? My źle chcemy dla miasta? Ja się pytam: to po co my tu jesteśmy? (…)

Sobolewski: (…) Jesteśmy w punkcie, który mówi, ze zadajemy pytania, dotyczące informacji złożonej przez Prezydenta z działalności w okresie międzysesyjnym, w związku z czym proszę tak konstruować swoja wypowiedź i wysilić szare komórki, aby to było pytanie.

Radny Jarosław Chmielewski: Przysłuchując się kwadransom Prezydenta – też w okresie międzysesyjnym – ciągle Pan Prezydent poucza radnych, mówi jak są niewłaściwie przygotowani do pewnych rzeczy. Chciałbym zapytać, czy Pan Prezydent z naszych publicznych pieniędzy płaci za te kwadranse Prezydenckie tak, jak radni, którzy płacą za swoje wystąpienia w Telewizji Kujawy? – czy też Pan prezydent również płaci ze  swoich prywatnych pieniędzy? (…)

Radny Andrzej Kazimierczak: (…) Będziemy zawsze popierali decyzje słuszne, obojętnie kto będzie Prezydentem. I jeśli ten Prezydent podejmuje decyzje, które w naszym mniemaniu są słuszne – również będziemy je popierali. Nie stosujemy zasady, że na złość mamie odmrożę sobie uszy. Niestety tak jest. My nie jesteśmy przywiązani do swoich mandatów. Staramy się w miarę swoich możliwości zrobić coś pożytecznego dla miasta. (…)

Pałucki: (…) Tak się składa, że nie mam na co odpowiedzieć, bo żadne z pytań nie było pytaniem, związanym z informacją międzysesyjną. Wszystkie były interpelacjami a taki punkt będzie w przyszłości. (…) Kolejna rzecz: Pan radny to już w ogóle opowiada ciągle Polityczne rzeczy. Proszę zwrócić uwagę, jak wiele merytoryczności jest w wypowiedzi, ze składam informację, jak średniowieczny władca. Ja w przeciwieństwie do Pana radnego Kalinowskiego w średniowieczu nie żyłem, więc trudno jest mi się odnieść szczegółowo, ale nie czuję się jak średniowieczny władca, w przeciwieństwie do tego, co Pan twierdzi. (…) Pan wymaga ode mnie, abym opowiadał o tym, gdzie, kto na kogo napluł, kogo powyzywał  na ulicy, bądź zrobił jakąś zadymę. (…) A więc proszę mnie tutaj nie wkręcać w jakieś mechanizmy populistyczno-zadymiarskie, co czyni Pan na każdej sesji Rady Miasta. A więc proszę nie pokrzykiwać teraz na Sali. Ja nie pokrzykiwałem, jak Pan zabierał głos. Proszę kontynuować swoją linię, pewnie Sądy dalej będą miały zajęcie. (…) Pan radny Skrzypek zarzuca mi, że oszukuję mieszkańców i oczywiście dokonałem przestępstwa projektując na placu Wolności bezkolizyjne przejścia a więc eliminujące kolizję ruchu pieszego ruchem samochodowym. Panie radny – jest taka instytucja, która nazywa się Prokuraturą. Proszę złożyć wniosek, że dokonałem przestępstwa – rozstrzygniemy tę kwestię bez przepychanek słownych. Ja jestem bardzo spokojny a Pan będzie miał czyste sumienie, że przestępcę Pałuckiego – zamknięto. Dalej nie będę tego kontynuował, bo reszta trochę śmiesznie brzmi a ja nie przyszedłem tu pracować na rozśmieszanie mieszkańców Włocławka. Natomiast jeśli chodzi o wypowiedzi Pana radnego Chmielewskiego, to są to stricte polityczne wypowiedzi – nie ma tutaj żadnej gospodarczej wypowiedzi. (…) Jeżeli Panu przeszkadza pomnik „Ludziom pracy”, bo Pan nie jest człowiekiem pracy – to już Pański ból. (…) Nie wiem w jakim mieście Pan ogląda telewizję, ale we Włocławku nie ma „Kwadransa Prezydenckiego”, w związku z tym nie mogę się ustosunkować, gdybym nawet chciał mimo, ze nie ma to nic wspólnego z moja informacją międzysesyjną. A więc proszę nie mieszać i nie mówić, ponieważ radny powinien swoje miasto znać.

Kalinowski: Ja wiem, że Pan lubi czasem dowcipasy opowiadać, ale mi się wydaje, że to akurat ani czas, ani miejsce – wie Pan? Tak nie ma co się uśmiechać, bo naprawdę sprawa jest bardziej poważna niż pewnie to się Panu wydaje. (…)

Pałucki: (…) Pan radny Kalinowski już tak ma zmiksowane pojęcia, że nawet imputuje mi, że śmieję się z kupców, czy mieszkańców Włocławka. To, że mam uśmiechniętą twarz, to nie znaczy, że się z kogoś śmieję. Bardziej śmieszą mnie Pańskie wypowiedzi, a martwi mnie to, że aż tyle problemów jest w mieście. A do tych problemów podchodzimy w sposób polityczny – podkreślam z całą mocą – polityczny – i właściwie robi Pan hucpę z poważnych rzeczy gospodarczych. I ja na tym zakończę i z Panem nie będę polemizował, ponieważ jest to ewidentna strata czasu.

(Czas na interpelacje.)

Skrzypek: (…) Byłem w ubiegłym tygodniu o godzinie 22.00 na tamie przy krzyżu księdza Popiełuszki, który poległ męczeńską śmiercią. (…) Co zastałem na tym placu? – aż mnie wstyd było wobec ludzi, którzy tam i wycieczek, bo było tam kilka autokarów. Porozrzucane kosze, puszki od piwa Proszę Państwa, wybita w krzyżu dziura, gdzie rękę można włożyć. Czy ta dziura ma symbolizować ukrzyżowanie Chrystusa? Jest wybita. Nikt nie pilnuje. W  poprzedniej kadencji stać mnie było – tak – stać mnie było opłacać człowieka, który pilnował ten krzyż i był piękny. Oświetlenie bździ. Panie Prezydencie, nie oraz się, ale bździdło jest. Jedna lampka na dole, dwie na ramionach i takie oświetlenie. Co to za oświetlenie? 25 rocznica męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki i miasto nie potrafi uszanować swojego męczennika? Miasto, które ma największą atrakcję. (…) Ja mówiłem poprzednio o barze mlecznym. Mieszkańcy domagają się baru mlecznego. (…) Włocławek mamy rozkopany. To dobrze, że się dzieje i remonty idą. Ale Panie Prezydencie = opinia publiczna, to nie są matoły ze wsi! Potrzebuje informacji, kiedy zostanie remont zakończony – od kiedy do kiedy? Kiedyś prasa pisała a teraz prasa boi się pisać? Ja nie wiem, co się z tą prasa stało? Teraz boi się pisać, kiedy remont zakończy się, nie atakuje Prezydenta, śpi! Prasa śpi! Tak, ma dobrze, że ja nie wiem! (…) A powiem Państwu, że w Londynie byłem. Widziałem oznakowanie. A Londyn teraz wprowadził w najbardziej ruchliwej ulicy wszystkie znaki zdjął – i obserwuje jak to się sprawdza. Do tej pory się sprawdzało – wszystkie znaki zdjął! A u nas  ładuje się znaki, na przejściach dla pieszych słupki się stawia! )…)

Sobolewski: Ja, jako Przewodniczący Rady Miasta Włocławek i osoba, która mieszka w mieście, chciałem uzupełnić tutaj wypowiedź – myślę, że tutaj Pan się zgodzi – Pana Przewodniczącego Władysława Skrzypka, ze używając określenia „matoły ze wsi”, nie chciał nikogo urazić i to była tylko taka przenośnia.
(Uchwała o zmianie budżetu na br.)

Skrzypek: (…) Ja się pytam: Kto decydował, żeby ta ulica była naprawiana, jak ona jest w dobrym stanie? To po co my ten plan zagospodarowania przestrzennego ustalamy? Czy nas się w bambucho robi? – się pytam! Po co są radni? (…) Proszę Państwa – nie mogę się zgodzić, jako były Prezydent, jako radny – za dwa miliony, za ponad 2 miliony – ponad 2 miliony oświetlenie mostu. Proszę Państwa: Rozmawiałem z mieszkańcami miasta Włocławka  i wiecie co powiedzieli? – to my za 2 miliony z łuczywami staniemy i będziemy most oświetlać! Czy nam potrzeba takiego oświetlenia? Za te pieniądze, to byłby blok pobudowany dla tych najbiedniejszych mieszkańców miasta Włocławka! 2 miliony złotych – i powiem – ja się spytam: Panie Naczelniku ilu w przetargu brało udział? – Pan mi Powie! – czy może mi Pan dzisiaj powiedzieć, ile osób ? – 1 osoba brała w przetargu udział! – Proszę Państwa – 1 osoba! I to, co powiedział Pan radny Sobolewski – jestem za tym, żeby ten przetarg odwołać i na nowo rozpisać. Dziękuję – a nie  trwonić ciężkich pieniędzy podatników! Można je inaczej wydawać a nie hojną ręką robi się oświetlenie. Most pięknie wygląda w nocy! – a nie dwa miliony na most – 50 tys. dawać! Wybudowałbym blok dla najbiedniejszych, którzy mieszkają pod mostami, nie maja gdzie mieszkać – w tunelach! (…)

Sobolewski: (…) Żałuję, ze nie ma Prezydenta. Ja myślę, że można byłoby poprosić, żeby przyszedł dlatego, ze tak naprawdę to On jest gospodarzem tej uchwały i mógłby podjąć decyzję, że na wniosek radnych rezygnuje z tego zapisu w uchwale zmieniającej uchwałę w sprawie budżetu miasta na 2009 rok i wtedy, gdyby coś takiego miało miejsce – chyba, że pojawia się jeszcze inne warunki – moglibyśmy podjąć tę uchwałę. W związku z czym mam taką prośbę, aby poinformować Prezydenta, że oczekujemy na Niego. (…) (Kilka minut później.) (…) Chciałbym zapytać: Czy na Sali jest obecny dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg? – no, przyznam, ze jest to trochę uciążliwa sytuacja dla radnych, jeżeli mamy procedować nad sprawami związanymi z budżetem miasta, wielomilionowymi inwestycjami a na Sali nie ma dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Prezydenta – również. W związku z czym ogłaszam 5-minutową przerwę (…) (Po przerwie.) Nie ma jeszcze Pana Dyrektora Kossedy? – nie ma.

Kalinowski: (…) Ponieważ nie ma ani Pana Prezydenta ani Pana dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg, to ja w takim razie proszę, żeby nie blokować prac nad porządkiem sesji, żeby ten punkt przełożyć na koniec sesji, bo możliwe, że któryś z tych Panów by się pojawił.

Sobolewski: (…) Wniosek został złożony. Kto z Pań i Panów radnych jest za przesunięciem punktu dotyczącego zmiany w uchwale budżetowej na koniec dzisiejszych obrad w nadziei na to, że dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Prezydent pojawią się na Sali, proszę o podniesienie ręki. Kto jest przeciwny? Kto wstrzymał się od głosowania? (…) W głosowaniu wzięło udział 20 radnych i przy 18 głosach za, 2 przeciw i braku głosów wstrzymujących się, wniosek uzyskał wymaganą większość, w związku z czym odłożyliśmy głosowanie nad tym punktem do końca sesji w oczekiwaniu na dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Prezydenta.

(Trochę później.)

Sobolewski: (…) Chciałem wyjaśnić, że to z wiceprzewodniczącym Władysławem Skrzypkiem chowaliśmy przez chwilą koperty, nie było związane z podejmowanymi za chwilę uchwałami, tylko pokarzę – było to zaproszenie od Demokratycznej Unii kobiet na Dzień Matki. A z racji tego, że filmowane są nasze obrady, czułem się zobowiązany do tego, żeby wyjaśnić ten fakt.

(I na koniec budżet. Jest dyrektor MZD.)

Sobolewski: (…) No, złożona jest autopoprawka,  złożone zostały dwie autopoprawki. Natomiast, jeżeli ja używam sformułowania „autopoprawką”, to mogę użyć takiego sformułowania dlatego, że autopoprawka jest sumą autopoprawek, choćby było ich nawet 100. Dobrze myślę? Dobrze myślę. Liczy się summa summarum to, że zostało autopoprawione przez Prezydenta, w tym przypadku przez zastępcę prezydenta, który ma do tego prawo, bo tak stwierdził Pan Gruszkowski, który jest radcą prawnym w naszym Urzędzie.

Kazimierczak: (…) Chciałbym poprosić o 10 minut przerwy przed tym głosowaniem.

Sobolewski: Ogłaszam 5 minut przerwy.

(Uchwała przeszła. Jeszcze wolne wnioski.)

Kalinowski: (…) Ja sobie kiedyś na posiedzeniu komisji chciałem być dowcipny i jak to z moimi dowcipami wychodzi i powiedziałem, że mi sprawy kultury to mi za bardzo na sercu nie leżą, bo ja tak raz do roku chodzę do teatru. Oczywiście to właśnie w tej notatce dziennikarza, który opisywał to – też jakby moje nazwisko padło – dziękuję bardzo temu dziennikarzowi, że mi robi bezpłatną reklamę – ale był łaskaw napisać, że Marek Kalinowski to ćmo, owo i tamto i , że raz do roku chodzi do Teatru itd. Chciałem powiedzieć, że do Teatru to ja chodzę trochę więcej. W tym roku jak sobie policzyłem, to byłem 5 razy w tym 3 razy w Warszawie, co zawsze wiąże się z pewnymi kosztami, które ponoszę z własnej kieszeni. Nie chodzę nigdy do Teatru na darmowe miejsca jak niektórzy prominentni przedstawiciele władzy samorządowej. W związku z powyższym ja tylko chciałem w tej kwestii zabrać głos – żeby była sprawa jasna. (…)

Sobolewski: Chciałem tylko zapytać, czy 5 razy to Pan był w ogóle, czy w tym roku? – bo tego właśnie nie usłyszałem.

Kalinowski: W tym roku.

Sobolewski: Ja jeszcze chciałem złożyć oświadczenie, że byłem więcej razy niż Pan Marek Kalinowski w Teatrze – jeżeli mógłbym w tym punkcie.

Wojna rajców (serialu pierwszy odcinek)

Protokoły z sesji rad największych ośrodków naszego regionu to wyjątkowo ciekawa lektura. Pełno tam żółci, gniewu, złości i emocji różnej maści, potyczek słownych, popisów oratorskich, lapsusów językowych, demagogii, czystej i brudnej polityki. To doskonały materiał dla językoznawców, psychologów, psychiatrów, politologów i wielu innych mądrych głów. Jak jest na sesjach? Media relacjonują tylko ich wycinek. Na szpaltach zwykle brakuje miejsca na porywające batalie, pyskówki i kłótnie. Szkoda, że elektorat nie ogląda na żywo swoich pupili. W akcji.

Czołówka serialu (Stock.XCHNG z niewielką pomocą Painta)

Czołówka serialu (Stock.XCHNG z niewielką pomocą Painta)

Protokoły z sesji też są zaledwie namiastką. Co ciekawe, większość z nich to sprawozdania przepisane żywcem przez urzędników. Dzięki ich skrupulatności możemy poczuć, jakbyśmy tam byli, w ogniu polemik. (Ten wstęp robi się za długi.) Tylko bydgoszczanie, którzy chcą zobaczyć, jak pracują ich reprezentanci, muszą przejść się do ratusza na obrady lub odwiedzić biuro rady miasta, gdzie są „udostępnione są do publicznego wglądu” protokoły z obrad rady i posiedzeń komisji. Relacje z Torunia, Włocławka, Grudziądza i Inowrocławia wiszą na stronach miejskich. Wybierzmy się więc w podróż w czasie. Inowrocław. 27 kwietnia. Godz. 9.30. 32. sesja, 21 radnych. Akcja.

(Teraz już tylko cytaty. Pogrubienia – WG.)

Janusz Radzikowski, wiceszef rady (Nasz Region): Dzisiejszy dzień jest bardzo ważnym dla władz Miasta z uwagi na udzielenie absolutorium. Pamiętacie Państwo, gdy w pierwszej kadencji pana Prezydenta mówiłem, że stałem się lewicowym. Dziś, chociaż jestem w koalicji z panem Prezydentem, nie stałem się prawicowym. Dalej serce mam po lewej stronie. Chciałbym jednak merytorycznie podejść do dzisiejszego absolutorium”.

Andrzej Kieraj, radny (Lewica i Demokraci): „Teraz ustosunkuję się do budżetu, chociaż najpierw wolałbym uzyskać odpowiedzi. Jak mówi się o tym już od sześciu lat, miał to być budżet prorozwojowy o znacznym wzroście wydatków na inwestycje. Same „ochy” i „achy”. Jednym słowem, same „ochy” i „achy”, gdy tymczasem po raz kolejny nie spełniła się „Baśń z 1001 nocy”. (…) Inwestycje, a tak dzieje się już od kilku lat powinny być realizowane zgodnie z potrzebami społeczeństwa, a nie chciejstwem rządzącej Miastem ekipy, czy jak kto woli, grupy trzymającej władzę”.

Tomasz Marcinkowski, szef rady (Porozumienie Samorządowe): „Nie ma tu żadnej ekipy trzymającej władzę tak, jak to miało miejsce za pana czasów”.

Kieraj: „Niech mi pan nie przerywa, panie Przewodniczący”.

Marcinkowski: „Nie przerywam. Jestem tutaj od tego, żeby organizować pracę Rady. Niech się pan trzyma tego, co jest w sprawozdaniu i w materiałach, a nie swoich komentarzy i dorabiania tekstów wobec pozostałych radnych i Prezydenta Miasta”.

Kieraj: „Panie Przewodniczący, ja mogę mówić to co chcę, a nie to, co mi pan podyktuje”.

Marcinkowski: „Na sesji mogę robić panu uwagi co do formy, treści i czasu wypowiedzi”.

Kieraj: „Czy pan pozwoli mi dokończyć?”

Marcinkowski: „Tak, tylko proszę się trzymać tego, co ma pan przed oczami, a nie tym…”

Kieraj: „Ja się trzymam …”

Marcinkowski: „Nie, pan się niczego nie trzyma”.

Kieraj: „Ja się trzymam faktów, które pana bardzo bolą”.

Marcinkowski: „O faktach powiedzieli pana poprzednicy, a pan nie wiem komu, próbuje zrobić wodę z mózgu”.

Kieraj: „Ja nie potrzebuję panu robić jej”.

Marcinkowski: „Panie radny, powiem panu tak: brak panu podstawowych, elementarnych zasad kultury, brak panu”.

Kieraj: „Po dogłębnej analizie realizacji budżetu, przedstawionej w sprawozdaniu stwierdzam, że jego realizacja przedstawia wiele do życzenia i dlatego będę głosował przeciwko przyjęciu tego sprawozdania”.

Znów Kieraj (nieco później): Panie Prezydencie, mówił pan długo i namiętnie. Mówił pan, ale nic pan nie powiedział. Panie Prezydencie, znów zaczyna pan stosować starą metodę, czyli wmawia radnym coś, czego nie powiedzieli. (…) Proszę podchodzić do sprawy w sposób jasny, uczciwy i precyzyjny. To jest tak jak powiedział Abraham Lincoln „demagogia, to umiejętność ubierania najbardziej lichych idei w najwznioślejsze słowa”, i to pasuje, i w tym pan przoduje. Natomiast jeżeli chodzi o konkrety, to z tym jest już gorzej”.

Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza: „Ja byłbym bardzo wdzięczny panie radny, nawiązując do mojej wcześniejszej wypowiedzi, a która dotyczyła m.in. pana, żeby pan oprócz tej wiedzy jaką się pan wykazuje dotyczącej Abrahama Lincolna, żeby może pan troszeczkę niżej zszedł, z Waszyngtonu do Inowrocławia i naprawdę wykazał się solidną wiedzą w sprawach dotyczących naszych zadań samorządowych. Na pewno wszyscy byśmy byli zadowoleni”.

Ryszard Rosiński, radny (Lewica i Demokraci): „Tutaj więc panie Prezydencie, to pan jest odporny na wiedzę, a nie ja. Wypraszam sobie, żeby pan takich określeń wobec mnie używał. To, że jest Pan byłym nauczycielem… (…) To, że pan próbuje zarzucić komuś nieudolność albo niewiedzę, to pokrywa się to z Pańskimi wcześniejszymi postępowaniami, które pan wokół mnie m.in. próbuje stosować. Ja nie jestem Pańskim uczniakiem w szkole podstawowej, ani tym bardziej w średniej, żeby pan mnie tak próbował dyskontować. To jest bardzo ważna uwaga. Jeśli pan tego nie chce zrozumieć, to przepraszam bardzo, ale w ogóle nie mamy o czym rozmawiać w tym zakresie, bo inteligencją w takich sytuacjach pan nie grzeszy. (…) Jeszcze raz powtarzam panu wyraźnie, wypraszam sobie, żeby pan w ten sposób się do mnie odnosił!”

Brejza: „Pan radny Kieraj użył takiego cennego stwierdzenia, tylko nie do takiego adresata. Powiedział pan, „mówił, ale nic nie powiedział”. Myślę, że miał pan na myśli kolejne wystąpienie pana radnego Rosińskiego, swojego kolegi. (…) Starałem się pana wiedzę, z miernym jak widać skutkiem, poszerzyć cytując wiarygodny artykuł z dziennika Rzeczpospolita i mógłbym o wiele więcej podobnych informacji dostarczyć. Ale pan jest bardzo odporny na wiedzę i na tego typu informacje, które nie pasują do pana tezy. Nic już nie poradzę. Powiedział pan, „wypraszam sobie”, potem kilka razy powtórzył. Może pan wypraszać sobie wiele różnych rzeczy, wiele stwierdzeń, to jest pana prawo. Powiedział pan „wypraszam sobie, że pan jako były nauczyciel …”, zwrócił się pan do mnie. Państwo pracowaliście w różnych miejscach i różne macie zawody. Ja jestem dumny z tego, że jestem byłym nauczycielem i obecnie nikt mnie tych praw nie pozbawił. Ale jeśli tymi słowami zwraca się do mnie były pracownik cenzury w Polsce komunistycznej, który dbał o to, żeby słowa prawdy nie docierały do mnie, do moich dzieci i do innych mieszkańców województwa, to jest to chyba nie na miejscu. Prosiłbym bardzo, panie radny Rosiński, żeby pan nie starał się tego typu argumenty podnosić”. (Mija kilka minut.) W imieniu (…) pragnę serdecznie podziękować Państwu za wyrażone nam zaufanie i za wynik głosowania. Chciałbym poprosić wszystkich Państwa na coś słodkiego, również radnych opozycji, pana radnego Kieraja w szczególności, pana radnego Rosińskiego itd.”

Marcinkowski: „Ogłaszam półgodzinną przerwę”. (Długo, długo później.) Zacznę od tego panie radny, że uzus językowy, to zwyczaj językowy przyjęty w danej społeczności. Pan, chyba zapoznając się z tą definicją nie zwrócił w ogóle uwagi na te słowa. Zapewniam pana, panie radny Błaszak, że ani radni, ani panowie Prezydenci, ani Przewodniczący Zarządów Osiedli, ani też inne osoby, które goszczą na naszych sesjach nie są społecznością, dla której takie ulubione przez pana uzusy językowe jak np.: „pisze”, zamiast „jest napisane”, na co na ubiegłej sesji zwracałem panu uwagę, czy też: „panie”, zamiast „proszę pana”, są zwyczajem językowym. To nie ta społeczność. Tu na tej sali obowiązują takie kanony, na których straży przestrzegania stoi m.in. profesor Pisarek, czy też profesor Bralczyk. Gdyby przyjąć pana tok rozumowania, to za uzus obyczajowy należałoby uznać formę wypowiedzi pańskich z ręką w kieszeni”.

Top 6, czyli ranking przetargów

Przetargi – dla zwykłych zjadaczy chleba to czarna magia. Ba, większość dziennikarzy (to oczywiście także zwykli zjadacze chleba) nie zna ani w rękach nie miało prawa zamówień publicznych. Jest to jednak jedno ze źródeł, skąd czerpią inspiracje do artykułów. Przetargi ogłasza się niemal na wszystko np. na limuzynę dla marszałka, laptopy dla radnych, remont marszałkowskich łazienek, organizację wycieczek do Włoch dla emerytów i rencistów Poczty Polskiej i ich rodzin. To tylko przykłady. Kto by jednak pomyślał, że przeglądając witryny internetowe lub strony w gazetach z przetargami czy wykazami, można się nie tylko dowiedzieć czegoś pożytecznego, ale również dobrze bawić. Rzućmy się więc w wir zabawy. (Zabawiłem się tylko aktualnymi przetargami.)

Kiełbasa w toruńskim areszcie śledczym to specjalność zakładu (fot. stock.xchng)

Kiełbasa w toruńskim areszcie śledczym to specjalność zakładu (fot. stock.xchng)

Pozycja nr 6. Bibliotekę przerobią na pracownie fryzjerskie

Gimnazjum nr 22 w Toruniu ogłosiło przetarg na modernizację pomieszczeń. Placówka chce przerobić kuchnię na pracownię krawiecką, sale lekcyjne na szatnię, bibliotekę i czytelnię, a bibliotekę i czytelnię na pracownie fryzjerskie. Wyobraźmy sobie uczniów, którzy przyjadą po przebudowie do szkoły, czyli pewnie we wrześniu i zaczną zadawać woźnej niewygodne pytania. Usłyszą wtedy: „Drogie dzieci, w kuchni teraz się nie gotuje, ale szyje, w bibliotece i czytelni możecie ściąć sobie włosy, a w swoich salach macie nie tylko szatnię, ale możecie też wypożyczyć książki i poczytać czasopisma”.

Piąte miejsce otrzymują… toruńscy pocztowcy, którzy kochają Włochy

Za co listonosze, panie z okienka, ich przełożeni i masa innych pracowników Poczty Polskiej kochają Włochy? Niestety, w specyfikacji przetargowej nie ma odpowiedzi na to pytanie. Można się domyślać, że kochają Italię za pizzę, spaghetti, ruiny starożytnego Rzymu, Kaplicę Sykstyńską, wino, fiata, ferrari, alfa romeo, lamborghini, wybrzeże słonecznej Sycylii, Watykan, włoskie uczelnie, piłkę nożna i kluby – AS Roma, Inter i AC Milan, Wenecję i karnawał, Petrarcę, Dantego, Umberto Eco. Mógłbym tak długo, choć nigdy tam nie byłem. To bogactwo do końca października będą mogli poznawać pracownicy, emeryci i renciści Poczty Polskiej w Toruniu i ich rodziny. Co ciekawe, komisja przetargowa oceniając oferty, weźmie pod uwagę nie tylko cenę, ale też klasę i standard hotelu, a także zakwaterowanie uczestników w jednej noclegowni.

Miejsce czwarte. W prokuraturze okręgowej nie może sprzątać byle kto

Firma, która przez najbliższy rok będzie sprzątać biura, parkingi, czyścić okna i utrzymywać tereny zielone przed budynkami Prokuratury Okręgowej w Toruniu, musi spełnić wiele warunków m.in. załączyć zaświadczenia i dokumenty. Ale również na dzień przed podpisaniem umowy zwycięzca przetargu, powinien przedstawić nie tylko wykaz pracowników, którzy będą sprzątać prokuratorskie biura, ale także ich aktualne zaświadczenia o niekaralności. A teraz kilka smaczków: sprzątaczki raz w tygodniu będą sprzątać pokoje zabezpieczone systemem alarmowym i monitoringiem. Mają na to tylko godzinę. Będą musiały: myć naczynia z sekretariatu Prokuratora Okręgowego oraz po szkoleniach, naradach i spotkaniach, co tydzień myć drzwi, grzejniki i lamperie, zająć się „konserwacją podłóg”, na bieżąco dostarczać i uzupełniać odświeżacze powietrza „w miejscach szczególnej dokuczliwości” – czytamy w specyfikacji.

Trzecią lokatę otrzymuje komisja przetargowa bydgoskiego szpitala

Ciekawy przetarg na dostawę mięsa i wędlin ogłosił Wojewódzki Szpital Obserwacyjno-Zakaźny w Bydgoszczy. Placówka chce kupić m.in. 400 kg surowej szynki i tyle samo schabu, 520 kg łopatki bez kości, 10 kg flaków wołowych. Jak będą oceniane oferty przetargowe? Zdecyduje nie tylko najniższa cena i “okres stałości ceny w PLN”, ale także “ocena jakościowa na podstawie złożonych próbek”. Czy to oznacza, że komisja przetargowa będzie próbować wędliny i surowe mięso? Życzę smacznego.

Srebro dla toruńskich municypalnych, którzy wiedzą, jak się ubrać

Straż Miejska w Toruniu chce kupić mundury i wyposażenie dla municypalnych. Lista sprzętu i ciuszków jest długa. Strażnicy po zakupach będą zarówno uzbrojeni po zęby, jak i na czasie z modą. Oto najciekawsze fasony: czapka zimowa z daszkiem i nausznikami w kolorze ciemnogranatowym, ocieplana z szachownicą w kolorze żółto granatowym i z haftowanym orzełkiem (8 sztuk), spodnie specjalne (beaver nylon) męskie i damskie w kolorze czarnym, o kroju zwężonym, wpuszczane w buty (17 sztuk), spodnie tropik (20 sztuk), spódnica tropik (5 sztuk), koszulobluza w kolorze ciemnogranatowym (30 sztuk), kurtka letnia – olimpijka (17 sztuk), skarpety letnie (100 par) i zimowe (100 par), rajstopy (114 par), szalik w kolorze ciemnogranatowym (10 sztuk), buty zimowe w kolorze czarnym typu magnum (40 par), krawat bezpieczny w kolorze ciemnogranatowym (10 sztuk), t-shirt w kolorze czarnym z napisem Straż Miejska (60 sztuk), t-shirt typu polo w kolorze czarnym wyposażony w naramienniki i miejscem na piersi na oznakę służbową oraz z napisem Straż Miejska (16 sztuk), kamizelka taktyczna (5 sztuk), saszetka – mapnik, futerał do RMG, pokrowiec na kajdanki w kolorze czarnym (10 sztuk), spinka do krawata (15 sztuk), uchwyt do pałki typu Tonfa (15 sztuk), pałka wielofunkcyjna typu Tonfa wzmocniona, ze stalowym rdzeniem w rękojeści (15 sztuk), kajdanki (10 sztuk). Czy municypalni mają na tyle pojemne szafki, aby to pomieścić? Czy lista tych rzeczy powstała przed czy w trakcie kryzysu? Muszę przypomnieć, że dotknie on również Straż Miejską w Toruniu. Niedawno komendant straży uznał, że municypalnym wystarczy jedna para butów na rok. Wcześniej dostawali dwie – wiosenno-letnią i jesienno zimową. Podobnie jest z koszulami. Dotąd strażnikom przysługiwały dwie koszule na rok.

Pierwsze miejsce (fanfary i werble narastają) zdobył toruński areszt śledczy (słynna beczka na Piekarach) i przetarg na dostawę mięsa oraz produktów mięsnych. Co jedzą aresztowani? To mięsożercy. Lubią kaloryczne posiłki. Lista produktów, które zjedzą przez najbliższy rok, jest długa i imponująca. Nie mogę się powstrzymać, aby nie przytoczyć całego wykazu pyszności serwowanych dla wandali, brutali i innej maści przestępców (aż ślinka mi leci): żołądki wieprzowe (300 kg), boczek świeży (1000 kg), kiełbasa mielonka szacunkowa (1100 kg), kiełbasa piwna (500 kg), kiełbasa boczkowa (400 kg), kiełbasa toruńska (1000 kg), kiełbasa krakowska parzona (400 kg), metka (500 kg), kiełbasa parówkowa (700 kg), kaszanka blok (700 kg), smalec (300 kg), podgardle wędzone (500 kg), salceson włoski (450 kg), pasztetowa (450 kg), udziec wołowy (150 kg), kiełbasa mortadela (500 kg), mięso mielone (1800 kg), wątroba wieprzowa (400 kg), piersi kurczaka bez kości (200 kg), skrzydełka kurczaka (550 kg), słonina bez skóry (400 kg), serca drobiowe (350 kg), szynka z indyka (550 kg), pierś królewiecka (200 kg) oraz kiełbasa biała z indyka (600 kg). Łącznie daje to 14 ton mięsa i produktów mięsnych na rok. Niestety, nigdzie nie znalazłem, ilu gości stołuje się w „hotelu” okrąglak. Jak dobrze sprzedać ten temat w brukowcu? Wystarczy zebrać dane z innych aresztów, porównać i dojść do prostego wniosku, że emeryt lub rencista mięso je raz na tydzień lub od święta, nie ma co włożyć do garnka (tu zdjęcie wychudzonej staruszki), a przestępcy objadają się kiełbasami, boczkiem i szynką z indyka. Kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, ci państwo płacą. Społeczeństwo.

Na początek trochę statystyk

Toruń się rozwija (“Książka adresowa miasta Torunia 1936″). Ludność Torunia w 1920 r. – 37 356 mieszkańców. W 1936 r. było już 63,9 tys. osób. “Obecnie władze miejskie czynią starania o powiększenie obszaru miasta o około 2000 ha przez przyłączenie do Torunia obrębu gminy miejskiej Podgórz, gromad Stawki, Rudak i części Nieszawki”.

torun

W mieście jest już 195 km dróg. Najdłuższą ulicą jest Bydgoska wraz z Szosą Bydgoską – 6,6 km. “W ostatnich latach wybudowano następujące (…) W latach 1929/30 połączono ulicę Wały z ul. Dąbrowskiego dla stworzenia ciągłości komunikacyjnej wschód-zachód z ominięciem śródmieścia. W latach 1929/35 przebito przez nadbrzeżne wzgórze połączenie ulicy Lubickiej z Warszawską za pomocą wybudowania ulicy Romualda Traugutta długości 700 m. W latach 1934/35 pobudowano ulicę Lubicką na długości około 700 m, oraz Aleję 700-lecia, długości 500 m. Obecnie jest w trakcie budowy dwutorowa ul. Wały na odcinku od ul. Mickiewicza do Placu Teatralnego dług. około 400 m. (…) Most drogowy im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, o konstrukcji żelaznej, długości 898 m, oddany został do użytku w roku 1934″.

I jeszcze trochę statystyk: “W Rzeźni Miejskiej ubito w roku 1935 ogółem 109308 sztuk bydła. Na targowisko miejskie spędzono w celu sprzedaży 34066 sztuk bydła. Wartość majątku miasta Torunia na początku 1936 roku wynosiła 47235197,26 zł”.

Tych dwu światów nie da się porównać i przeliczyć ówczesne złotówki na obecne. Wypadamy blado?