platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum kategorii: Komentowanie

Toruń w kilku odsłonach

Czy Anglik w Toruniu może się załapać na drugi papier toaletowy za 1 gr? Dlaczego okienka w toruńskim wydziale komunikacji otwartym do godz. 17 są już zamknięte o pół godziny wcześniej? I gdzie do cholery na Starówce dziecko może zrobić siusiu po godz. 18?

Scena nr 1

U nas na Rubinkowie to my Tesco mamy pod dostatkiem (źródło: mapy.google.pl)

Tesco przy ul. Rydygiera (nie powiem które, bo są dwa sklepy tej sieci przy Rydygiera). Godz. 20. Podchodzę do kasy. Kasjerka mnie szybko kasuje. Jakoś niezdarnie idzie mi pakowanie zakupów do plecaka, obserwuję więc kolejnego klienta. Wykłada szybko towary. Ruchy kasjerki są zgrabne. Bierze w rękę papier toaletowy i mówi cicho pod nosem: Proszę pana, dzisiaj mamy promocję, za drugi papier zapłaci pan tylko 1 gr.

Klient: – I don’t understand. Do you speak English?

Kasjerka: – Aha, to już nic.

Zacytujmy Wikipedię: „Tesco – największa brytyjska sieć hipermarketów, która ma swoje filie również w innych krajach”. Zupełnie nie mam żalu do pani kasjerki, że nie zna angielskiego. Szkoda mi tylko trochę tego Anglika, że nie dostał papieru za 1 gr. A tak poważnie: chętnie bym zaprosił prezesa Tesco do Torunia, aby na własne oczy obejrzał, jak wyglądają sklepy tej sieci w 777-letnim mieście. Jedna wielka prowizorka: łuszcząca się farba, odrapane ściany, skrzypiące drzwi, połamane płytki na podłogach i smutne kasjerki rysujące mangę w przerwie między jednym a drugim klientem.

Scena nr 2

Parking na pl. św. Katarzyny. Kwadrans po godz. 18. Środek tygodnia. Wybrałem się z rodziną na Starówkę. Córce zachciało się jednak siusiu. Wziąłem ją więc na ręce i pobiegłem czym prędzej do toalety w pobliżu kościoła garnizonowego. A tam kartka z niedbale wypisanym komunikatem: „Awaria toalety”. Lecę więc dalej.

A mogło się to skończyć gorzej? (źródło: mmlublin.pl)

A mogło się to skończyć gorzej? (źródło: mmlublin.pl)

Tchu mi brak. Przejście dla pieszych, cukiernia, postój taksówek. – Już blisko – mówię. – Tatusiu, już nie mogę – powtarza córka. Już jesteśmy, szalety w rogu Rynku Nowomiejskiego. Wybieram toaletę dla niepełnosprawnych, tę z przewijakiem dla niemowląt. Tam trzeba wrzucić złotówkę do automatu zamontowanego przy klamce. Na szczęście mam złotówkę. (To jakiś koszmar!) Złotówka nie wchodzi. Łapię za klamkę. Pukam, ale nikt się nie odzywa. Dobra, idziemy do męskiego (z damskich z córką mnie wypraszają). Naciskam klamkę. Zamknięte. (Co jest do cholery!) Niech będzie damski. (O żesz ty!) Tutaj też zamknięte.

Finał był szczęśliwy. W końcu znaleźliśmy toaletę, ale to nie był publiczny szalet. Nie zamierzam powtarzać tu regułek typu: „pl. św. Katarzyny to punkt, od którego wielu turystów rozpoczyna zwiedzanie toruńskiej Starówki. Jeśli ich dziecko złapie potrzeba i prędko nie znajdą toalety, to już nie wrócą do Torunia”. A może warto by po prostu opracować plan Starówki, na którym zostałyby umieszczone wszystkie miejsca, gdzie można załatwić pilną potrzebę. Mogłaby ona uwzględniać: klatki schodowe, gdzie nie ma domofonów, nieoświetlone podwórka, bramy, podjazdy, wnęki, itp. Propozycji jest wiele, np. mur przy ul. Zaszpitalnej, brama w pobliżu „Taniej Książki” przy Łaziennej, podwórko na ul. Szpitalnej koło NOT-u, plac podominikański.

Scena nr 3

W czwartek o godz. 16.15 zapragnąłem zapisać się w wydziale ewidencji i rejestracji na zarejestrowanie samochodu. Dzwonię więc najpierw do sekretariatu. Czekam dwie minuty, ale nikt nie podnosi słuchawki. Szukam więc innych numerów w miejskim BIP-ie. Są. Można się dodzwonić nawet do okienek. Wybieram jeden numer. Cisza. Drugi. Cisza. Wchodzę więc w zakładkę „Jak załatwić sprawę w Urzędzie?” Jest numer, gdzie można się zapisać na zarejestrowanie samochodu. Wybieram. Znów to samo. Zapisać można się telefonicznie lub osobiście.

Decyduję się więc na drugą opcję. Już z daleka widzę, jak sprzątaczka myje szybę w drzwiach wejściowych do wydziału. To zły znak. Ale nie poddaję się. Wchodzę. Pierwsze piętro i nadzieja, że wreszcie się uda. Ale tam już są wypastowane podłogi, a we wszystkich okienkach spuszczone żaluzje. Na szczęście jakaś pani wychodzi z pokoju. Może ona mnie zapisze. Pytam więc: – Proszę pani, czy można się jeszcze zapisać. Pani urzędniczka: – Już nie. Zapraszam jutro od godz. 7.30. Można zapisywać się również telefoniczne. Trzeba dzwonić pod końcówkę: 232.

W domu jeszcze raz sprawdziłem godziny, w jakich czynny jest wydział, bo może to ja się pomyliłem. A tam jak byk napisane: 7.30-17. Wiem, ciężkie jest życie petenta w tym kraju. Dlatego też nie będę komentował całej sytuacji. Ręce opadają.

Scena nr 4

Czy torunianie pokochają kupy? (źródło: torunjaksiepatrzy.pl)

Czy torunianie pokochają kupy? (źródło: torunjaksiepatrzy.pl)

Właśnie ruszyła kampania przeciw psim kupom. W najbliższych dniach „psia kupa” będzie odmieniana w Toruniu przez wszystkie przypadki. Najciekawsza w tym wszystkim była jednak konferencja prasowa otwierająca tę akcję. Synonimów „odchodów” było tam naprawdę pod dostatkiem np. „odzwierzęce nieczystości” (prezydent Michał Zaleski) albo „przysłowiowa kupa” (Mirosław Bartulewicz ze straży miejskiej). Urzędnikom jakoś nie przechodziło przez gardło słowo „kupa”. Oceniać akcji na razie nie będę. Niech rozpocznie się na dobre. Wątpliwości oczywiście mam bardzo wiele. Bo czy w kraju, w którym po wdepnięciu w psią kupę mówi się „to na szczęście”, można ludzi nauczyć wkładania gorących jeszcze odzwierzęcych nieczystości do torebek?

Młoda krew bardzo chce do Rady

Tym razem na tapetę wezmę niejakiego Jacka Kowalskiego (niestety w Google ciężko go znaleźć, bo to hasło ma ponad 38 tys. wyników), być może przyszłego radnego PiS. Otóż ten 28-letni „polityk” od października prowadzi bloga. Stawia sobie jeden cel: zasiąść w fotelu radnego po tegorocznych wyborach. Raczej mu się to nie uda.

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Kowalski bowiem nie ma nic do zaproponowania. Przy pierwszej wizycie na stronie niemal od razu kliknąłem na podstronę „Program”. A tam znalazłem tylko pedeefy z programem Prawa i Sprawiedliwości. Kowalski w ogóle nie pokusił się, by dodać cokolwiek od siebie. Dyskwalifikacja. Kontakt z Kowalskim jest możliwy, ale tylko za pomocą specjalnego formularza. Nie znajdziemy tam komórki, e-maila, gg, skype, nie ma linka do profilu w N-K, FB i w innych tego typu serwisach. Żałość.

Jedźmy dalej. Nudne i ograne jest również logo strony ze zdjęciem Kowalskiego zmontowanym z  panoramą Starówki. To tak oczywiste, że nie zamierzam ciągnąć tego wątku. Czas na galerię zdjęć. W kategorii „Polityka” nie mogło zabraknąć fotek z politycznymi tatusiami, mamusiami i mentorami np. Zbigniewem Girzyńskim (Kowalski promuje książkę posła-historyka na swojej stronie) i Nelly Rokitą, której ściska dłoń (bez rękawiczki). Jest plakat wyborczy z 2006 r., gdy Kowalski był „trójką” na liście PiS. Na hasło „Nie ma jak Kowalski” nabrało się 597 osób. „Uzyskany wynik (…) choć nie pozwolił mi uzyskać mandaty radnego, to jednak zmobilizował mnie do wzmożonej pracy, która mam nadzieję zaowocuje w przyszłości” – pisze o sobie Kowalski.

Są też prywatne fotki ze ślubu, pielgrzymek na Jasną Górę, wycieczek, z pomnikami m.in. kardynała Wyszyńskiego i marszałka Piłsudskiego. To oczywiście jasne sygnały dla wiadomego elektoratu. Myśl przewodnia strony Kowalskiego to: zasiąść w fotelu radnego i jak najwięcej dołożyć urzędującemu miłościwie Michałowi Zaleskiemu.

Bo odwiedzających na stronie wita też licznik. Możemy śledzić na żywo, ile czasu zostało do końca kadencji prezydenta Michała Zaleskiego. A pod tym modułem znajdziemy listę radnych, którzy głosowali za ostatnią podwyżką cen biletów ze wskazaniem, którzy zostali wybrani w okręgu nr 3, czyli okręgu Jacka Kowalskiego.

Przejdźmy do najciekawszej części tej strony „Mój komentarz”. Kowalski bije gdzie popadnie i w kogo popadnie. Na oślep. Wiesza psy na Owsiaku i WOŚP, premierze, pośle Palikocie (na myśl o nim i jego sztucznym penisie chce mu się wymiotować), Piesiewiczu (ma nudności, słuchając historii o aferze związanej z senatorem) oraz Niesiołowskim („mrowie przechodzi po plecach”), Jaruzelskim („zdrajca Polski”).

Dużo miejsca Kowalski poświęcił wojenkom radnych o bilety MZK. Zapowiedział nawet, że złoży obywatelski projekt uchwały obniżający ceny, jeśli wojewoda nie uchyli obowiązującej uchwały. Pełno tu populizmu: „budowa fontanny, która więcej działa niż działa, kosztowała nas 3,4 mln złotych. Wniosek nasuwa się jeden – gdyby nie szastano pieniędzmi na lewo i prawo to nie musielibyśmy teraz dopłacać do MZK”.

Wcześniej też pisał do ministra kultury, marszałka i prezydenta w sprawie spektaklu „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda”, podczas którego były palone pieniądze. Żądał – jako podatnik – wstrzymania dotacji dla teatru i wyciągnięcia wniosków dyscyplinarnych. I znów tani populizm: „W kraju, w którym panuje bezrobocie, ludzie bez środków do życia szukają jedzenia w śmietnikach, dzieci przychodzą głodne do szkół (…) tolerowanie tego typu zachowań w imię wolności sztuki jest wysoce naganne”.

Kowalski też skrupulatnie zamieszcza życzenia z okazji Bożego Narodzenia, 11 listopada (cytuje Mazurka Dąbrowskiego), Dnia Nauczyciela, Nowego Roku.

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Pominę tu błędy ortograficzne np. w pisowni „nie” z przymiotnikami w stopniu najwyższym. Ale naprawdę dziwnie wygląda słowo “podwyżka” w wykonaniu Kowalskiego. Pomijam już nazwę klubu prezydenckiego, która brzmi “Czas gospodarzy”.

Na koniec pytanie: Jaką wizję Torunia ma Kowalski? Co chciałby zrobić dla torunian? Co zmienić w mieście? Itp., itd. Na jego stronie nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania, dlatego też nie załączam do niej żadnego odnośnika.

Działo się, oj działo!

Wiele się wydarzyło od ostatniego wpisu. Lista jest długa: prokuratorskie zarzuty dla urzędników dotyczące trasy mostowej, wypowiedzi premiera RP o moście, milczenie w tej sprawie prezydenta, kłótnia radnych o bilety, sylwestrowy wypadek Zaleskiego.

Zacznijmy od krótkiego podsumowania ub.r. Na szczęście mamy już go za sobą. Bo tak naprawdę to nie był dobry rok. 2009 miał być rokiem rozpoczęcia wielkich inwestycji. Łopaty jednak nie poszły w ruch. Co więcej, to był rok cięć i zaciskania pasa. Cięć oczywiście w wielu przypadkach groteskowych. Prezydent bowiem oszczędzał, na czym się dało: na obuwiu strażników miejskich, wodzie w szkolnych basenach czy oświetleniu, co chyba najbardziej irytowało torunian.

Most dla ludzi...

Most marudzi...

Wciąż nie ruszyła zapowiadana na jesień 2009 budowa mostu. Ociągają się również inwestorzy galerii handlowych: Solaris Center i Toruń Plaza. Z miejskich projektów w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego rozpoczęła się tylko przebudowa Szosy Chełmińskiej. (Na marginesie: sądzę, że marszałek powinien pogrozić palcem władzom Torunia. Że za to odwlekanie inwestycji może odbierać odebrać nam pieniądze zapisane na liście projektów kluczowych.)

Na horyzoncie nie widać też kolejnych inwestycji. Jedna z branż, jaka ostatnio rozkwita, to bezdotykowe myjnie aut. To smutne. 2010 ma być lepszy. Większość wspomnianych inwestycji ma się rozpocząć. Trudno jednak nie wiązać tego z kampanią wyborczą. Czy to zwykły przypadek?

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD. Jak dla mnie ten projekt jest wielką pomyłką. Na pierwszy rzut oka to kolejny klocek. No i ten wynik...

Patrząc na tegoroczne plany, aż chciałoby się, by wybory odbywały się co rok. Na jednym wdechu nie sposób wymienić inwestycji, jakie zaplanował prezydent na 2010: most, sala koncertowa, hala widowiskowo-sportowa, północna średnicówka, zadaszenie stadionu żużlowego, Centrum Nowoczesności, Toruński Inkubator Technologiczny, podstawówka na Bielawach, parking podziemny na pl. św. Katarzyny. Nie będzie miesiąca, by władze, nie wbiły symbolicznej łopaty.

Przez ostatnie dni głośno było o wypadku Michała Zaleskiego. Na forach roztrząsano, skąd prezydent wziął Opla Vectrę, skoro nie wpisał go do ostatniego oświadczenia majątkowego. Niektórzy w napięciu czekali na opinię biegłych, czy kraksa na Bema była kolizją, czy wypadkiem. A to wszystko przeplatały kolejne komunikaty o stanie zdrowia gospodarza Torunia.

Nic dodać, nic ująć

Nic dodać, nic ująć

W ubiegłym tygodniu zapytałem więc wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, czy w zastępstwie Michała Zaleskiego 18 stycznia spotka się z szefem resortu infrastruktury Cezarym Grabarczykiem i porozmawia z nim o zwiększeniu mostowej dotacji. Usłyszałem jednak, że nie będzie takiej potrzeby, bo prezydent zamierza spotkać się z ministrem. Kilka godzin później rzeczniczka Zaleskiego wysłała kolejny komunikat, w którym czytamy, że jej szef „odniósł poważne obrażenia układu kostnego i narządów ruchu”, a „leczenie szpitalne potrwa do końca tego miesiąca”.

Jak zatem będzie wyglądać to spotkanie? Czy minister odwiedzi Zaleskiego w szpitalnym łóżku lub świetlicy? Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z czasami PRL-u albo z jakimś filmem z tamtego okresu (bo w PRL-u przeżyłem niecałe dziewięć lat). Mam więcej pytań: Jaki charakter będzie miała ta rozmowa? Służbowy czy prywatny? Jeśli służbowy – bo przecież rozmowa o moście ma traktować – to, czy jest to zgodne z przepisami? Czy Zaleski może załatwiać kasę na most w szpitalu, będąc na zwolnieniu lekarskim L4? (Nie szukam dziury w całym. Zadaję tylko pytania.) A tak na marginesie: to w ogóle nie wyobrażam sobie rozmowy tych dwóch panów np. w szpitalu, kiedy jeden z nich leży bądź siedzi z nogą w gipsie. Groteska.

Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

Olsztyn. Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

A na koniec garść wspomnień. Ostatnie śnieżyce, zamiecie i zawieje kojarzą mi się z dzieciństwem. Sankami, które dzieliłem z bratem, kombinezonem, niewielką górką na osiedlu, śnieżkami, które nie chciały się lepić i bałwanami, które stały kilka tygodni.

The best of… Michał Zaleski ver. 2.0

Nie wiem, czy jest jeszcze ktoś w Toruniu, kto poza Michałem Zaleskim wie, o co chodzi z toruńskim mostem. Prezydent potrafi odmieniać już go przez wszystkie przypadki. Pewnie zasypiając, widzi przed oczami odlewane filary przeprawy.

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

(Tym razem będzie poważnie.) Jako torunianin mam już dość tego, co się dzieje wokół mostu. Rok temu, kiedy wianek polityków PO obwieścił wszem i wobec, że projekt trafi na listę podstawową z unijnym dofinansowaniem, mieszkańcom Torunia spadł kamień z serca. To „wydarzenie” zostało okrzyknięte wydarzeniem 2008 r. Pamiętam jak z budynku Urzędu Marszałkowskiego wraz z posłem Grzegorzem Karpińskim dzwoniłem do Radia Gra, aby ogłosić tę wiekopomną informację. Minął rok, a mostu nie ma. Ani metra. Nie wiem nawet, czy krzaczki i drzewka, które rosną na jego trasie są wykarczowane.

Najpierw była mowa o wiośnie. Potem jesieni. A teraz mówi się o lecie 2010 – jeśli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Taką mantrę co chwilę można usłyszeć z ust prezydenta. (Mam pisać dalej?) W poniedziałek Zaleski odwiedził minister rozwoju regionalnego. I co? I nic. Potwierdziło się to, co wiedzieliśmy od wielu miesięcy. Nie ma szans na zwiększenie dofinansowania z magicznej liczby 327 na 748 mln zł. Czy prezydent łudzi się, że w tym roku ktoś mu przyniesie most pod choinkę? Z każdej strony – od ministerstwa infrastruktury, posłów rządzących bądź opozycyjnych – słyszę, że nie ma szans na dodatkową kasę. A prezydent – jak twierdzi np. poseł Zbigniew Girzyński – udaje, że tego nie wie. Co więcej, Zaleski idzie krok dalej i wpisał taką wartość dofinansowania do planów budżetowych na przyszły rok, łudząc się, że dostaniemy 85 proc. (Głowa już mnie boli. Mam mostowy strumień świadomości.)

Dlaczego znów kampania wyborcza w mieście będzie krążyć wokół mostu? Mieliśmy już potyczkę Zaleskiego z Filarem i most w tle. Potem most pojawił się w kampanii do parlamentu, a ostatnio do europarlamentu. Mam już tego dość. Czy siedem lat nie wystarczy, aby wybudować most w Toruniu? Czy prezydent czeka z wbiciem pierwszej łopaty na wybory? Czy inwestycje – średnicówka, sala koncertowa, inkubator technologiczny, centrum nowoczesności – są skrojone i specjalnie opóźnione, aby rozpoczęły się właśnie w 2010 r.? Mam nadzieję, że nie.

Jaki powinien być prezydent Torunia? Powinien słuchać i wsłuchiwać się w głosy mieszkańców, a co najważniejsze – dostrzegać ich przy planowaniu budżetu miasta. Nie powinien wdzięczyć się tylko do wybranych środowisk w TV Toruń i TV Trwam lub mówiąc wprost – do swojego elektoratu. Zamiast dróg, mostów, kilometrów, ton asfaltu, cegieł i zbrojeń powinien mówić o ludziach.

Jaki jest prezydent Zaleski? Łatwiej jest mu mówić o kilometrach dróg, metrach kwadratowych powierzchni oddanych do użytku niż o ludziach i ich potrzebach. Czy asfalt i beton załatwi wszystkie problemy? Wystarczy spojrzeć na Rynek Nowomiejski. To zmarnowana szansa i chyba najlepsza metafora rządów Zaleskiego. Kilka lat temu na nowo wybrukowano plac. Zniknęły obleśne, czerwone budy, gdzie można było kupić mydło i powidło. Dostaliśmy jednak pustkę, która bije po oczach. Pustkę, z którą nikt nie może sobie poradzić. Pustkę pod hasłem „rewitalizacja za unijne pieniądze”. Smutek. (Słownik synonimów podpowiada jeszcze: depresja, dno, dołek psychiczny, dół, ponurość, przygnębienie, zdołowanie, boleść, ból, opłakiwanie, rozpacz, żal, bieda, bolączka, nieszczęście, strapienie, troska, udręka, utrapienie, zgryzota, zmartwienie.)

Jak będzie wyglądać przyszły rok? Będzie taki jak najbliższe dni. Prezydent ma już kalendarz wypełniony spotkaniami opłatkowymi w całym mieście. (A tak na marginesie. Ostatnio byłem na stronie www Piotra Grzymowicza, prezydenta Olsztyna. Ciekaw jestem, kiedy prezydent Zaleski wpadnie na taki pomysł. Mógłbym zrobić sondę pod tym wpisem: Czy prezydent Zaleski odpowie na ten wpis? a) Tak. b) Nie! W życiu! c) Czy prezydent potrafi posługiwać się internetem? d) Nie wiem. Być może. f) Zrobi to za niego urzędnik.)

Prezydent Zaleski jest wszędzie. Naprawdę

Tak przynajmniej twierdzą niektórzy toruńscy radni. W piątek prezydent Zaleski otworzył pięć „Orlików” w ponad dwie godziny. To chyba rekord Polski. – Te boiska były bardzo potrzebne w Toruniu – przemawiał do dzieci i młodzieży. Były wstęgi, balony i przemówienia. Bo prezydent – jak twierdzi radny Krzysztof Makowski – „kocha bywać, otwierać, przecinać”. I to nie od dziś.

YouTube Preview Image

Czy prezydent Zaleski ma czas, by zajmować się najważniejszymi sprawami w mieście? Radny Makowski twierdzi, że nie. Sprawdźmy więc. Czy da się Zaleskiego porównać do Gierka? Radna PO ma takie skojarzenia. – Pamiętam, jak w telewizji Gierek ciągle przecinał wstęgi – wyznaje Krystyna Dowgiałło, szefowa klubu PO. – A to była mleczarnia, rzeźnia, a to linia twarożków homogenizowanych.

Weźmy pod lupę trzy tygodnie z życia Michała Zaleskiego. Czym zajmował się od początku tego miesiąca? Nieoceniona będzie tutaj strona magistratu, który śledzi każdy krok prezydenta. Można zobaczyć tam prezydenta w różnych pozach, garniturach, a także z obowiązkowym uśmiechem.

Listopad Zaleskiego w pigułce. Zaznaczam z góry, że nie jest to imponująca lektura.

  • 1 listopada prezydent wraz z małżonką wziął udział w kweście na cmentarzu św. Jerzego.
  • 4 listopada brał udział w sesji poświęconej prof. Zawackiej, gdzie wręczył medale Pro Memoria trzem paniom zasłużonym dla upamiętnienia wojennej służby Polek, a o 12 spotkał się z dziennikarzami.
  • 5 listopada o godz. 10 spotkał się z dziennikarzami. Potem pojechał na konferencję „Polska przedsiębiorcza – przedsiębiorczy Toruń (godz. 11.30), a o 15 – otworzył nową siedzibę ZNP przy ul. Grunwaldzkiej.
  • 6 listopada prezydent wręcza juniorom TKP puchar przechodni prezydenta Torunia (jest kawa, herbata i woda mineralna).
  • 7 listopada bierze udział w Colloquia Torunensia (zasiada w pierwszym rzędzie obok rektora UMK i biskupa).
  • 9 listopada prezydent najpierw w Biznes Parku otworzył forum organizacji pozarządowych, potem w magistracie wręczył nauczycielom tytuły honorowego profesora oświaty, a później spotkał się z najstarszymi toruńskimi bliźniaczkami – panią Wandą i Ireną, które obchodziły swoje 85. urodziny.
  • 10 listopada o godz. 13.30 dał sygnał do startu w młodzieżowym biegu z okazji Święta Niepodległości.
  • 11 listopada bierze udział w uroczystościach z okazji Święta Niepodległości (msza, przemarsz, składanie kwiatów, potem idzie na gęsinę do marszałka i śpiewa wspólnie z nich legionowe pieści). Tego dnia wsiadł też do pociągu wolności na Dworcu Głównym.
  • 12 listopada – sesja Rady Miasta (praktycznie cały dzień z krótkimi przerwami np. o godz. 14 na konferencję prasową i podpisanie umowy w sprawie BiT City).
  • 16 listopada prezydent o godz. 12 spotyka się z elektrykami na konferencji poświęconej Alfonsowi Hoffmannowi, a o godz. 13 jest już na dawnym cmentarzu żydowskim przy ul. Pułaskiego, gdzie odsłania tablicę upamiętniającą kirkut.
  • 17 listopada o godz. 10.30 kolejna konferencja prasowa.
  • 18 listopada o godz. 10 wręcza medal Thorunium 80-letniemu fotografowi – Czesławowi Jarmuszowi.
  • 19 listopada o godz. 10 spotkał się z dziennikarzami.
  • 20 listopada otwiera pięć „Orlików” (w godz. 11-13), z boisk pojechał do Biznes Parku, gdzie spotkał się z uczestnikami obchodów Dnia Pracownika Socjalnego, a następnie o godz. 17.30 przyznaje Izbie Przemysłowo-Handlowej medal Thorunium.
  • 23 listopada wziął udział w uroczystym ślubowaniu urzędników (10.30 w Ratuszu Staromiejskim), a o 18 wręczył czek na 100 tys. zł toruńskim żużlowcom.
zaleski1

Czy te oczy mogą kłamać? (internet, paint, irfanview)

Ufff. Nudna ta wyliczanka. W listopadzie prezydent Zaleski wydał 24 zarządzenia i 26 ogłoszeń, czyli średnio po jednym zarządzeniu i ogłoszeniu dziennie. To dopiero początek. Można się tylko domyślać, jak będzie wyglądać kolejny rok. Prezydent Zaleski podpisuje umowę z wykonawcą mostu, wbija pierwszą łopatę na budowie mostu, sali koncertowej, sali widowiskowo-sportowej, kolejnych pięciu “Orlikach”, Szosie Lubickiej, średnicówce, parkingu podziemnym na pl. św. Katarzyny, a także rozpoczyna prace w inkubatorze technologicznym i centrum nowoczesności, które powstaną w Młynach Toruńskich. A później będzie otwierać i przecinać wstęgi. I znów: parking podziemny, “Orliki”, sala koncertowa Zespołu Szkół Muzycznych, sala gimnastyczna IV LO, kolejne bloki socjalne, komunalne, TTBS. Będą konferencje, spotkania z mieszkańcami, święta państwowe, rocznice, obchody, sympozja, wystawy, koncerty, festiwale, kongresy, sadzanie drzewek, kolejni 100-latkowie, którym prezydent podaruje koce. Itp., itd. Będzie się działo.

http://www.youtube.com/watch?v=pCdPN2plsb0

Wszystkiemu winni są konserwatorzy

Muszę jeszcze dodać kilka słów komentarza do tekstu, który wczoraj napisałem na temat kamienicy na Bydgoskim Przedmieściu przy Klonowica 30. Mam świadomość, że konserwatorzy zabytków mają niełatwy kawałek chleba. Cokolwiek zrobią, jest źle. Gdyby zabronili docieplić tę kamienicę, słów krytyki nie szczędziliby mieszkańcy tego budynku, pisaliby odwołania i napuściliby na nich wszystkich, łącznie z mediami. W tym przypadku nie ma jednak żadnego usprawiedliwienia dla decyzji konserwatorów. Kiedy spoglądam po raz enty na te sztukaterie, czuję się bezsilny.

Zachód słońca nad styropianową Skarpą

Zachód słońca nad styropianową Skarpą

Styropian, który wkrótce zakryje te dekoracje, jest znakiem naszych czasów, w których nagminnie używamy półśrodków, a ostatecznie najważniejszy jest rachunek ekonomiczny. Musi być szybko, tanio i byle jak. Nie zamierzam się tutaj wznosić na kolejne kręgi patosu. Nie o to chodzi. Wnioski są proste. Nic – nawet drobiazgowo odwzorowane sztukaterie na styropianie – nie zastąpi, a raczej nie powinno zastępować oryginału. Musimy sobie raz na zawsze uświadomić, że wokół nas coraz mniej jest oryginalnych przedmiotów. Otaczają nas bezduszne wydmuszki: made in China. Już prawie wszystko powstaje na taśmie, w drobnych rękach Chińczyków lub dusznych halach w Tajwanie. (Znów niebezpiecznie zbliżam się do banału!)

Ale tak wyglądają właśnie miliony polskich mieszkań. Gdyby przeciąć na pół 11-piętrowy wieżowiec, okazałoby się, że trudno znaleźć tam jakiekolwiek różnice. Że krój szafek kuchennych jest podobny, że każdy ma lustro w tym samym miejscu w przedpokoju i kosz na śmieci pod zlewem. (Niezbyt udane to porównanie. Spróbujmy więc inaczej.)

Mówiąc wprost: nie podoba mi się współczesna toruńska architektura. Widzę więcej minusów niż plusów. Czasami pojawiają się tylko przebłyski, ale gdybym miał wymienić projekty, którymi mógłbym się pochwalić wnukom, nastałaby cisza. Przykłady? Jednym z nich na pewno jest kamienica PZU Życie przy ul. Żeglarskiej. Trudno to jednak tak naprawdę nazwać znakiem naszych czasów. Po sobie zostawimy klocek Cinema City, aluminium na dworcu Veolia, bezpłciowe hotele B&B, Ibis i Etap. Po naszych czasach zostaną tony asfaltu, bo specjalnością obecnych władz miasta jest wydawanie grubych milionów na remonty dróg.

To doskonały moment, aby wrócić do porównania naszych czasów do okresu dwudziestolecia międzywojennego z pierwszego mojego wpisu na tym blogu. Tych dwóch światów nie da się porównać, ale zestawiając obok siebie np. harmonijkę z nowym wydziałem prawa i administracji, stary dworzec autobusowy z nowym, wypadamy naprawdę blado. To jakby dwa różne światy. Czyżby wtedy nasze miasto było bogatsze, a ówczesne władze miały lepsze poczucie smaku? (Uciekam od tematu.)

Czy wpisanie Bydgoskiego Przedmieścia do rejestru coś zmieni? Obawiam się, że nie. Mieszkańcy będą mieli więcej formalności, i tyle. Jeśli teraz konserwatorzy, nie są na tyle konsekwentni i uparci, aby postawić na swoim, nie oglądać się na względy społeczne i robić to, do czego są powołani, czyli ochrony zabytków, czy po wpisaniu do rejestru, ich podejście w tajemniczy sposób się zmieni. I jeszcze kolejna rzecz. Czy biuro miejskiego konserwatora zabytków, gdzie pracuje teraz pięć osób (proszę sprawdzić!), będzie w stanie ogarnąć wszystko to, co dzieje się na Starówce (tu i tu kilka przykładów) i Bydgoskim Przedmieściu (a rejestrowe zabytki mamy też w innych dzielnicach)? Szczerze w to wątpię. Wpis obszarowy będzie więc fikcją. Oczywiście, fikcją bardzo wygodną dla wojewódzkiego i miejskiego konserwatora zabytków. Zawsze będą mogli powiedzieć, że coś zrobili i pogrozić ustawą o ochronie zabytków, która jest tępym mieczem do walki z krnąbrnymi właścicielami zabytków. Czuję, że już płynę, więc skończę, bo jeszcze napiszę za dużo. Na szczęście blog nie papier.

Poza tym zachęcam do pisania zarówno do miejskiego, jak i wojewódzkiego konserwatora zabytków. O dziwo, czytają e-maile.