Za kilka dni miną dwa miesiące, odkąd działa miejski portal społecznościowy (podobno pierwszy w kraju). Serwis zacznie jednak coś znaczyć dopiero, gdy pokaże, że jest w stanie zmieniać rzeczywistość, wpływać na decyzje władz Torunia, radnych czy często bezdusznych urzędników. Śledząc ten portal, wątpię, czy ten eksperyment się uda.

Panorama OrbiToruń (źródło: orbitorun.pl)
Statystyki OrbiToruń są imponujące. W ciągu prawie dwóch miesięcy zalogowało się tam 923 użytkowników, powstało 111 aktywnych grup, 189 tematów na forum i aż 114 pomysłów dla miasta, które wydawały się z początku najsilniejszą stroną tego portalu. Jak na razie urzędnicy rozpatrzyli jeden pomysł. Chodzi o pomalowanie śmieciarek MPO. Znakomity pomysł Pracowni Zrównoważonego Rozwoju. Mowę mi odebrało, gdy przeczytałem, jak MPO zareagowało na tę propozycję. (Z półtoramiesięcznym opóźnieniem.) Do odpowiedzi wyciągnął ją portal. I usłyszał, że pomalowanie dwóch burt śmieciarki kosztuje od 3 do 5 tys. zł. MPO jednak po wybudowaniu zakładu unieszkodliwiania odpadów nie stać na malowanie śmieciarek (Zakład kosztował ok. 16 mln euro. Czym jest więc w tym obliczu 5 tys. zł? Warto jednak wspomnieć o zimie, podczas której MPO zarobił jak nigdy dotąd.) Bo „z propozycją związanych jest wiele problemów” – tłumaczy Dorota Arczyńska, rzecznika spółki. MPO spłaca teraz kredyty i ma inne priorytety niż malowanie śmieciarek. Mamy 20 takich pojazdów, co daje 100 tys. zł. Arczyńska jest dyplomatką: „Mogłoby być też tak, że pomalowane śmieciarki po kilku tygodniach wyglądałyby mniej estetycznie niż tradycyjne pomarańczowe pojazdy. Utrzymanie czystości śmieciarek to w polskich warunkach atmosferycznych o wiele trudniejsza sprawa, niż w Philadelphii”. (Stamtąd pochodzi ten pomysł. W Ameryce śmieciarki bez problemu pomalowali studenci. Ale to Ameryka.)
OrbiToruń pisze więc wprost: „Urzędnicy odkładają na razie pomysł na półkę, ale obiecują, że można do niego wrócić, kiedy sytuacja finansowa MPO będzie lepsza”. Porażka. Miejski portal za ok. 220 tys. zł nic nie wskórał. Skandal! Granda! Dlaczego portal nie zwrócił się z tym pomysłem do magistratu, który od czasu do czasu dokłada do MPO? Tego nie wiem. Ciekawe, co by usłyszał, gdyby to zrobił. (Może po prostu: „Chłopaki dajcie spokój, bo wykreślimy was z budżetu”.) Najsmaczniejsze jest jednak zakończenie śmieciowego postu. Marceli Sulecki, redaktor naczelny OrbiToruń pisze: „Niedługo omówimy kolejne pomysły. W MPO obiecano nam, że instytucja założy konto na portalu. Na razie ma je Urząd Miasta, a w ciągu kilku dni dołączy do niego Miejski Zarząd Dróg. Czekamy na kolejnych decydentów! Bez nich orbiToruń nie będzie tak obywatelski jak być powinien”. Dobrze, że redakcja zdaje sobie z tego sprawę. Dobrze, że o tym pisze.
Z dnia na dzień przybywa pomysłów. Jeśli urzędnicy będą na nie odpowiadać w takim tempie. To odpowiedzi na 111 pomysł doczekamy się… (Nie chce mi się już liczyć. Pewnie za kilka lat.) Jest jednak promyk nadziei. Promyczek. Rozmowa z Pawłem Piotrowiczem, szefem miejskich portali z wydziału współpracy zewnętrznej i informacji. Wiele mówi już sam tytuł: „Urzędnicy deklarują: Chcemy rozmawiać”. Minęły dwa miesiące, a magistrat stać tylko na takie szczere wyznanie.

Prezydent w ramach użytkownika
Jestem zdania, że urzędnicy i władze Torunia (prezydent, wiceprezydenci, skarbnik, sekretarz) powinni być na portalu zalogowani jeszcze przed tymi 923 użytkownikami, którzy nabrali się na miejski serwis społecznościowy. Oni już powinni czekać tam na nas od samego początku z otwartymi ramionami. Czy prezydent Zaleski będzie mieć swoje konto na OrbiToruń? – pyta Sulecki. Piotrowicz: „(…) będzie się oficjalnie pojawiać w portalu w ramach użytkownika o nazwie Urząd Miasta Torunia. To dobre rozwiązanie, bo w rzeczywistości urząd służy prezydentowi do wykonywania zadań i tworzenie dwóch profili o charakterze oficjalnym – osobno dla urzędu i dla prezydenta wprowadzałoby tylko niepotrzebne zamieszanie”. (Powraca więc pytanie, czy Zaleski potrafi obsługiwać komputer.) Brak mi słów, aby to komentować.
Piotrowicz: „Już sama idea portalu – otwartość i wolność słowa – (…) skraca dystans między obywatelem i urzędem. Oczywiście to administracja podejmuje decyzje, ale na poziomie pomysłów, dyskusji, swobodnej wymiany poglądów wszyscy mamy równe szanse (…) Dla mnie ważne jest też, aby ludzie skupieni wokół orbiToruń widzieli w oficjalnym urzędowym profilu partnera do rozmowy, a nie kogoś wyciąganego do tablicy, do przepytywania”. Tutaj nie mogę się powstrzymać od krótkiego komentarza.
Po pierwsze: przepaść między urzędnikami a obywatelami jest duża (może nawet z miesiąca na miesiąc coraz większa) i z pewnością nie zasypią jej odpowiedzi tego typu, co udzieliło MPO.
Po drugie: wszystko wskazuje, że miejskie jednostki (MPO, MZD, a może nawet mój ukochany MZK) założą tam oficjalne profile. Co to jednak zmieni? Równie dobrze mogę wejść na stronę każdej z tych instytucji i wysłać maila za pomocą formularza. Ludzie chcą mieć bezpośredni kontakt np. z szefami tych jednostek. Chcą bezpośrednio pochwalić lub nawrzucać Andrzejowi Glonkowi czy Marii Zawal i zobaczyć, jak oni pod własnym nazwiskiem tłumaczą się ze swoich decyzji, nie zasłaniając się brakiem czasu, rzecznikami prasowymi, przepisami, itp. To dopiero byłoby skracanie dystansu. Dyrektorzy MZD i MZK nie muszą od razu zamieszczać swoich fotek topless z wakacji czy przy kominku z rodziną. Wystarczy prosty gest: obecność w serwisie i w miarę aktywny udział. (Na przykład w piątki ok. 12, kiedy urzędnicy wysokiego szczebla myślą już o weekendzie, zakupach w hipermarkecie lub biorą udział w otwarciu jakiejś siedziby, spotkaniu opłatkowym, przecinaniu wstęgi czy objeździe.) Dopiero wtedy pan Glonek i pani Zawal będą partnerami do rozmowy.
Po trzecie: Piotrowicz jak słoń w składzie porcelany przypomina nam obywatelom, kto tu tak naprawdę rządzi – „to administracja podejmuje decyzje”. (Pewnie chodziło mu o administrację portalu. Ale czy na pewno? Czy to zwykłe przejęzyczenie?) Proszę Pana, w portalu społecznościowym rządzą obywatele. (Jeszcze na marginesie – w profilu „Urząd Miasta Torunia” nie ma nawet podanych danych kontaktowych. No cóż.) „Po czwarte” nie będzie.
Piotrowicz jednak zaznacza, że urzędnicy powoli przechodzą „z etapu dokładnego czytania (portalu – przyp. WG) do aktywności”. No i żaden ciekawy temat poruszany w portalu „nie powinien być zostawiony samemu sobie, bez odpowiedzi ze strony miasta”. Trzymam kciuki. Jaka będzie szybkość reakcji użytkownika „Urząd Miasta Torunia”? Ten okres „ (…) może być (…) wydłużony” – odpowiada Piotrowicz. Znów głos zabiera Sulecki: „Niedługo ocenimy dialog magistratu z mieszkańcami. Na razie nie wygląda on najlepiej”. Portal wysłał do miejskich jednostek pisma z prośbą o rejestrację w serwisie. Na razie nie ma reakcji z ich strony. Może konsultują je z prezydentem Torunia na cotygodniowych posiedzeniach.

Nadużycia w Urzędzie Miasta Torunia?
Na zakończenie trochę optymizmu: OrbiToruń wreszcie pokaże prawdziwą twarz naszych urzędników i władz Torunia. W końcu będą oni bliżej mieszkańców, ich spraw, problemów. Będziemy partnerami. A tak na poważnie: będzie po staremu. A swoją drogą – nie chcę już rozwijać tego wątku – na OrbiToruń wieje nudą. (I na koniec ostatni nawias. Współczuję redakcji OrbiToruń, bo tak naprawdę jest między młotem a kowadłem. Każdy jej ruch jest dokładnie obserwowany zarówno przez użytkowników, jak i urzędników. Jeśli portal pochyli się nad użytkownikami – ostatnio był taki wybieg w kierunku eNeRDe – urzędnicy będą patrzeć wilkiem. Jeżeli będą się podlizywać, zostaną nazwani urzędową tubą. Przy takim rozdaniu mówi się „pas”.)