platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Rzecz o sekretarkach

Pomija się je w przemówieniach, nie wymienia się wśród zasłużonych. Zwykle nie mają imienia i nazwiska. Wydawałoby się, że całe ich życie polega na robieniu lur i ciągłych pytaniach: Herbata? Kawa? Woda? Z gazem lub bez? Ile pan/pani słodzi?

Sekretarka (Źródło: z przestworzy internetu)

Sekretarka (Źródło: z przestworzy internetu)

A tak naprawdę to cały świat kręci się właśnie dzięki nim. Prezesi nie spóźniają się na spotkania. Mają krawaty dopasowane do koszul. Gdy bolą ich głowy lub wypili za dużo dzień wcześniej, sekretarki wiedzą, co robić. Nie łączą rozmów, bronią całym ciałem drzwi do gabinetu. Pana prezesa nie ma i basta.

Sekretarki to nieodłączny element pracy każdego dziennikarza, a przede wszystkim tych, którzy godzinami ślęczą za biurkami, a telefony stają się ich kolejnymi narządami zmysłu. Potrafią być przekleństwem dla pismaków. Zwykle zaczyna się nieśmiało: dzień dobry, nazywam się tak i tak, dzwonię stąd lub stamtąd, chcę rozmawiać z panem prezesem/dyrektorem/kierownikiem. Tylko niedoświadczona sekretarka od razu łączy rozmowę ze swoim podwładnym. Te, które parzyły już tysiące kaw, wiedzą doskonale, co robić. Scenariusz zwykle jest taki sam: a w jakiej sprawie pan dzwoni, chwileczkę, sprawdzę, czy prezes/dyrektor/kierownik nie jest zajęty, bo jakiś czas temu łączyłam rozmowę, chwila ciszy, jakaś muzyczka, po kilkunastu sekundach odzywa się sekretarka. Ma kilka wyjść: a) szef jest zajęty, b) szef ma naradę, oddzwonimy do pana, c) wydawało mi się, że szef jest u siebie, a właśnie przed chwilą wyszedł, d) proszę zadzwonić jutro, najlepiej o godz. 7.00, bo dzisiaj szef ma urwanie głowy, e) szef przez cały dzień będzie poza biurem, a ja nie jestem upoważniona, aby podać numer komórki, f) proszę zadzwonić za godzinę.

Trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby zbuntowały się wszystkie sekretarki. Czy to byłby koniec świata? Wyobraźcie sobie prezesa jakiegoś wielkiego koncernu, który samodzielnie organizuje sobie spotkania, wiąże krawat, parzy kawę, pisze przemówienie na bal charytatywny i kupuje biżuterię dla żony lub kochanki. Tak wyglądałoby to w filmach typu „Moda na sukces”. W naszych toruńskich realiach zatrzymałoby to pracę np. Urzędu Miasta, spółek, przedsiębiorstw. Prezesi/dyrektorzy/kierownicy godzinami szukaliby jakichś dokumentów, nie wiedzieliby, którą przystawić pieczątkę, co robią ci ludzie w sekretariacie co to za ludzie i jak ich spławić, jak przełączyć rozmowę, jaki mamy dziś dzień, kto dostał, a kto nie dostał podwyżki, czy ten nowy pracownik nazywa się Malinowski, jak wybrać numer wewnętrzny, jak się obsługuje faks, drukarkę, gdzie włożyć papier, gdzie w ogóle leży papier, jak wypełnić fakturę, ile sypie się łyżek do kawy i jak – do cholery – spławić tych natrętnych dziennikarzy.

(I jeszcze jedno w nawiasie. Ten wpis to felieton sprzed kilku miesięcy. Przypomniałem sobie o nim dzisiaj, kiedy dzwoniłem do rzecznika wojewody. Miła pani sekretarka z gabinetu wojewody połączyła mnie z osobą, która zastępuje urlopowanego rzecznika. A w słuchawce zamiast nudnych arii, sonat lub symfonii, usłyszałem fragment piosenki Kylie Minogue. Tak, gabinet wojewody ma granie na czekanie. Od razu humor mi się poprawił i naszła mnie ochota na rozmowę o schetynkówkach…)

Komentarze (1) do “Rzecz o sekretarkach”

  1. palinka napisał(a):

    A jaką melodię w “graniu na czekanie” chciałbyś mieć? ;]