platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Poseł Lenz słucha „grunge’u”

„Prywatnie: gra w piłkę i słucha grunge’u” – pisze Tomasz Lenz, szef PO w regionie na profilu w Facebooku. Nirvana, Soundgarden, a może Alice In Chains – nie wiadomo, za którymi formacjami przepada. I są to chyba jedyne jasne strony tego profilu.

Zaczep posła Lenza

Zaczep posła Lenza

Doprawdy nie mam zielonego pojęcia, po co Lenz założył sobie profil na Facebooku. Czyżby faktycznie powód był aż tak banalny? „FaceBook zdaje się być jedynym miejscem, gdzie mogę pisać o swojej pracy” – napisał we wtorek Lenz na tablicy. „Wysiadły serwery i strona www.tomaszlenz.pl przechodzi reanimację. Informatycy robią co mogą, ale zapewne jeszcze trochę to potrwa”. (A tak na marginesie wpisałem sobie słowo „grunge” do słownika ortograficznego i okazało się, że jest to wyraz nieodmienny).

Dlaczego uczepiłem się tym razem Lenza i jego profilu? Powód nr 1. Sprowokował mnie komunikat, że z posłem mam 11 wspólnych znajomych. No to „prawie” jakbyśmy się byli znajomymi.

Powód nr 2. Sprowokowały mnie zdjęcia na profilu posła – z kategorii „Z sejmowych ław”. Poseł pisze: „W końcu udało mi się wgrać trochę nowych zdjęć z pracy w sejmie”. Ten lans jest śmieszny. Może jeszcze takie fotki robią na kimś wrażenie. Przykład: poseł idzie po korytarzu sejmowym, w dłoni trzyma komórkę i czyta jakiegoś sms-a. Brakuje jeszcze tylko zdjęcia zza biurka w biurze poselskim i byłby komplet. W rubryce szkoła wyższa poseł wpisał UMK i historia. Niestety, w profilu nie ma opcji (Facebook tego nie przewidział): zaznacz ptaszkiem, czy masz absolutorium, czy obroniłeś pracę magisterską. (Na stronie sejmowej jest napisane wprost, że poseł ma wykształcenie średnie ogólne.)

Sejmowy profil posła

Sejmowy profil posła

Jednak kiedy zerkam na zdjęcie profilowe pana posła, już nie jest mi do śmiechu. Robię się poważny. (I szczerze pisząc, jakoś nie mam ochoty wklejać tego wpisu.).

I ostatni powód: zachęcił mnie do tego pierwszy wpis pana posła. Mianowicie: „Początki na FaceBooku. Jeszcze chwile zapewne to potrwa zanim opanuję wszystkie funkcje tego portalu :) W miarę możliwości będę aktualizował profil i dodawał nowe zdjęcia oraz filmy”. Przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekam na filmy posła z sejmowych ław. Ciekaw jestem, kiedy wygaśnie ten profil. Czy stanie się to po kolejnych wyborach? A może poseł uzależni się od Facebooka i wkrótce przygarnie kociaka w Farmville i skończy wszystkie fuchy na Kubie w kultowej Mafia Wars? A może wypełni quiz „Czy z dupy wystaje ci pies?” Bo mojemu bratu wyszło, że nie mu nie wystaje.

Młoda krew bardzo chce do Rady

Tym razem na tapetę wezmę niejakiego Jacka Kowalskiego (niestety w Google ciężko go znaleźć, bo to hasło ma ponad 38 tys. wyników), być może przyszłego radnego PiS. Otóż ten 28-letni „polityk” od października prowadzi bloga. Stawia sobie jeden cel: zasiąść w fotelu radnego po tegorocznych wyborach. Raczej mu się to nie uda.

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Uśmiech Jacka Kowalskiego (internet, paint)

Kowalski bowiem nie ma nic do zaproponowania. Przy pierwszej wizycie na stronie niemal od razu kliknąłem na podstronę „Program”. A tam znalazłem tylko pedeefy z programem Prawa i Sprawiedliwości. Kowalski w ogóle nie pokusił się, by dodać cokolwiek od siebie. Dyskwalifikacja. Kontakt z Kowalskim jest możliwy, ale tylko za pomocą specjalnego formularza. Nie znajdziemy tam komórki, e-maila, gg, skype, nie ma linka do profilu w N-K, FB i w innych tego typu serwisach. Żałość.

Jedźmy dalej. Nudne i ograne jest również logo strony ze zdjęciem Kowalskiego zmontowanym z  panoramą Starówki. To tak oczywiste, że nie zamierzam ciągnąć tego wątku. Czas na galerię zdjęć. W kategorii „Polityka” nie mogło zabraknąć fotek z politycznymi tatusiami, mamusiami i mentorami np. Zbigniewem Girzyńskim (Kowalski promuje książkę posła-historyka na swojej stronie) i Nelly Rokitą, której ściska dłoń (bez rękawiczki). Jest plakat wyborczy z 2006 r., gdy Kowalski był „trójką” na liście PiS. Na hasło „Nie ma jak Kowalski” nabrało się 597 osób. „Uzyskany wynik (…) choć nie pozwolił mi uzyskać mandaty radnego, to jednak zmobilizował mnie do wzmożonej pracy, która mam nadzieję zaowocuje w przyszłości” – pisze o sobie Kowalski.

Są też prywatne fotki ze ślubu, pielgrzymek na Jasną Górę, wycieczek, z pomnikami m.in. kardynała Wyszyńskiego i marszałka Piłsudskiego. To oczywiście jasne sygnały dla wiadomego elektoratu. Myśl przewodnia strony Kowalskiego to: zasiąść w fotelu radnego i jak najwięcej dołożyć urzędującemu miłościwie Michałowi Zaleskiemu.

Bo odwiedzających na stronie wita też licznik. Możemy śledzić na żywo, ile czasu zostało do końca kadencji prezydenta Michała Zaleskiego. A pod tym modułem znajdziemy listę radnych, którzy głosowali za ostatnią podwyżką cen biletów ze wskazaniem, którzy zostali wybrani w okręgu nr 3, czyli okręgu Jacka Kowalskiego.

Przejdźmy do najciekawszej części tej strony „Mój komentarz”. Kowalski bije gdzie popadnie i w kogo popadnie. Na oślep. Wiesza psy na Owsiaku i WOŚP, premierze, pośle Palikocie (na myśl o nim i jego sztucznym penisie chce mu się wymiotować), Piesiewiczu (ma nudności, słuchając historii o aferze związanej z senatorem) oraz Niesiołowskim („mrowie przechodzi po plecach”), Jaruzelskim („zdrajca Polski”).

Dużo miejsca Kowalski poświęcił wojenkom radnych o bilety MZK. Zapowiedział nawet, że złoży obywatelski projekt uchwały obniżający ceny, jeśli wojewoda nie uchyli obowiązującej uchwały. Pełno tu populizmu: „budowa fontanny, która więcej działa niż działa, kosztowała nas 3,4 mln złotych. Wniosek nasuwa się jeden – gdyby nie szastano pieniędzmi na lewo i prawo to nie musielibyśmy teraz dopłacać do MZK”.

Wcześniej też pisał do ministra kultury, marszałka i prezydenta w sprawie spektaklu „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda”, podczas którego były palone pieniądze. Żądał – jako podatnik – wstrzymania dotacji dla teatru i wyciągnięcia wniosków dyscyplinarnych. I znów tani populizm: „W kraju, w którym panuje bezrobocie, ludzie bez środków do życia szukają jedzenia w śmietnikach, dzieci przychodzą głodne do szkół (…) tolerowanie tego typu zachowań w imię wolności sztuki jest wysoce naganne”.

Kowalski też skrupulatnie zamieszcza życzenia z okazji Bożego Narodzenia, 11 listopada (cytuje Mazurka Dąbrowskiego), Dnia Nauczyciela, Nowego Roku.

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Kto głosował za podwyższką? (internet, paint)

Pominę tu błędy ortograficzne np. w pisowni „nie” z przymiotnikami w stopniu najwyższym. Ale naprawdę dziwnie wygląda słowo “podwyżka” w wykonaniu Kowalskiego. Pomijam już nazwę klubu prezydenckiego, która brzmi “Czas gospodarzy”.

Na koniec pytanie: Jaką wizję Torunia ma Kowalski? Co chciałby zrobić dla torunian? Co zmienić w mieście? Itp., itd. Na jego stronie nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania, dlatego też nie załączam do niej żadnego odnośnika.

Muszę się wylaszczyć! I pokazać gołą klatę!

Kilka miesięcy temu słowo „wylaszczyć” biło rekordy popularności. W słownikach PWN go nie ma. Jedni tłumaczą to wprost: „zrobić z siebie bóstwo”, „zrobić z siebie laskę”. Wylaszczył się m.in. europoseł Wojciech Olejniczak, pokazując owłosioną klatę na okładce „Wprost”. Wylaszczają się też lokalni politycy, urzędnicy i prezesi spółdzielni. Na Naszej-Klasie.

Szukać nie trzeba daleko. Swoją gołą i owłosioną klatę pokazał tam m.in. Zbigniew Rasielewski, szef klubu PiS-PT w Radzie Miasta.

Radny PiS Zbigniew Rasielewski (źródło: Nasza-Klasa)

Radny PiS Zbigniew Rasielewski (źródło: Nasza-Klasa)

Zamiast pozować ze Zbigniewem Ziobrą lub Kaczyńskimi, radny Rasielewski mógłby tym zdjęciem okleić słupy podczas najbliższych wyborów. Z pewnością (choć taka pewność nie przystoi mi nie tylko jako dziennikarzowi, ale też jako mężczyźnie) podbiłby serca niektórych pań, nie tylko sympatyczek moheru. Niestety, radny zablokował możliwość komentowania zdjęć.

Z sympatyczkami moheru nie ma za to problemów poseł PiS (nie uwziąłem się na PiS) Zbigniew Girzyński (zawsze mam dylemat, czy przez „rz” czy „ż”). Zacznijmy od quizu: Ile zdjęć w swoim profilu NK ma Girzyński? A) 5, B) 15, C) 138. Oczywiście, poprawna jest odpowiedź „C”. Na 138 fotek znalazło się kilka kwiatków. Poseł np. bawi się w wodzie z synem. Są też „niegrzeczne” zabawy z czasów studenckich.

Poseł PiS Zbigniew Girzyński (źródło: Nasza-Klasa)

Poseł PiS Zbigniew Girzyński (źródło: Nasza-Klasa)

Swojej klatki piersiowej nie wstydzi się również Czesław Degórski, wiceprezes spółdzielni mieszkaniowej Kopernik, były radny SLD. Co więcej, chętnie pozuje do zdjęć, pijąc piwo (na jednym z nich ma na sobie nawet koszulkę Radia Gra).

Czesław Degórski, wiceprezes Kopernika i były radny SLD (źródło: Nasza-Klasa)

Czesław Degórski, wiceprezes Kopernika i były radny SLD (źródło: Nasza-Klasa)

Przebieranki, a nie rozbieranki, lubi za to radny PO Bartłomiej Jóźwiak, który także grywa w badmintona na środku jeziora i w paintballa.

jozwiak

Radny PO Bartłomiej Jóźwiak (źródło: Nasza-Klasa)

(A tak zupełnie na marginesie. Zrywałem boki, kiedy odwiedziłem profil Tadeusza Wierzby, czyli szefa wydziału ochrony ludności Urzędu Miasta, który odpowiada za nasze bezpieczeństwo. Pan Wierzba okazał się bezbronny w obliczu ataku Śledzika. Postanowił powiedzieć mu „nie” i napisał: „proszę mnie wylogować ze śledzika”. Prośby nie wysłuchano.)

Działo się, oj działo!

Wiele się wydarzyło od ostatniego wpisu. Lista jest długa: prokuratorskie zarzuty dla urzędników dotyczące trasy mostowej, wypowiedzi premiera RP o moście, milczenie w tej sprawie prezydenta, kłótnia radnych o bilety, sylwestrowy wypadek Zaleskiego.

Zacznijmy od krótkiego podsumowania ub.r. Na szczęście mamy już go za sobą. Bo tak naprawdę to nie był dobry rok. 2009 miał być rokiem rozpoczęcia wielkich inwestycji. Łopaty jednak nie poszły w ruch. Co więcej, to był rok cięć i zaciskania pasa. Cięć oczywiście w wielu przypadkach groteskowych. Prezydent bowiem oszczędzał, na czym się dało: na obuwiu strażników miejskich, wodzie w szkolnych basenach czy oświetleniu, co chyba najbardziej irytowało torunian.

Most dla ludzi...

Most marudzi...

Wciąż nie ruszyła zapowiadana na jesień 2009 budowa mostu. Ociągają się również inwestorzy galerii handlowych: Solaris Center i Toruń Plaza. Z miejskich projektów w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego rozpoczęła się tylko przebudowa Szosy Chełmińskiej. (Na marginesie: sądzę, że marszałek powinien pogrozić palcem władzom Torunia. Że za to odwlekanie inwestycji może odbierać odebrać nam pieniądze zapisane na liście projektów kluczowych.)

Na horyzoncie nie widać też kolejnych inwestycji. Jedna z branż, jaka ostatnio rozkwita, to bezdotykowe myjnie aut. To smutne. 2010 ma być lepszy. Większość wspomnianych inwestycji ma się rozpocząć. Trudno jednak nie wiązać tego z kampanią wyborczą. Czy to zwykły przypadek?

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD

Tak halę widzą architekci z firm Dedeco i MD. Jak dla mnie ten projekt jest wielką pomyłką. Na pierwszy rzut oka to kolejny klocek. No i ten wynik...

Patrząc na tegoroczne plany, aż chciałoby się, by wybory odbywały się co rok. Na jednym wdechu nie sposób wymienić inwestycji, jakie zaplanował prezydent na 2010: most, sala koncertowa, hala widowiskowo-sportowa, północna średnicówka, zadaszenie stadionu żużlowego, Centrum Nowoczesności, Toruński Inkubator Technologiczny, podstawówka na Bielawach, parking podziemny na pl. św. Katarzyny. Nie będzie miesiąca, by władze, nie wbiły symbolicznej łopaty.

Przez ostatnie dni głośno było o wypadku Michała Zaleskiego. Na forach roztrząsano, skąd prezydent wziął Opla Vectrę, skoro nie wpisał go do ostatniego oświadczenia majątkowego. Niektórzy w napięciu czekali na opinię biegłych, czy kraksa na Bema była kolizją, czy wypadkiem. A to wszystko przeplatały kolejne komunikaty o stanie zdrowia gospodarza Torunia.

Nic dodać, nic ująć

Nic dodać, nic ująć

W ubiegłym tygodniu zapytałem więc wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, czy w zastępstwie Michała Zaleskiego 18 stycznia spotka się z szefem resortu infrastruktury Cezarym Grabarczykiem i porozmawia z nim o zwiększeniu mostowej dotacji. Usłyszałem jednak, że nie będzie takiej potrzeby, bo prezydent zamierza spotkać się z ministrem. Kilka godzin później rzeczniczka Zaleskiego wysłała kolejny komunikat, w którym czytamy, że jej szef „odniósł poważne obrażenia układu kostnego i narządów ruchu”, a „leczenie szpitalne potrwa do końca tego miesiąca”.

Jak zatem będzie wyglądać to spotkanie? Czy minister odwiedzi Zaleskiego w szpitalnym łóżku lub świetlicy? Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z czasami PRL-u albo z jakimś filmem z tamtego okresu (bo w PRL-u przeżyłem niecałe dziewięć lat). Mam więcej pytań: Jaki charakter będzie miała ta rozmowa? Służbowy czy prywatny? Jeśli służbowy – bo przecież rozmowa o moście ma traktować – to, czy jest to zgodne z przepisami? Czy Zaleski może załatwiać kasę na most w szpitalu, będąc na zwolnieniu lekarskim L4? (Nie szukam dziury w całym. Zadaję tylko pytania.) A tak na marginesie: to w ogóle nie wyobrażam sobie rozmowy tych dwóch panów np. w szpitalu, kiedy jeden z nich leży bądź siedzi z nogą w gipsie. Groteska.

Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

Olsztyn. Połowa lat 80. Kombinezon, sanki...

A na koniec garść wspomnień. Ostatnie śnieżyce, zamiecie i zawieje kojarzą mi się z dzieciństwem. Sankami, które dzieliłem z bratem, kombinezonem, niewielką górką na osiedlu, śnieżkami, które nie chciały się lepić i bałwanami, które stały kilka tygodni.

The best of… Michał Zaleski ver. 2.0

Nie wiem, czy jest jeszcze ktoś w Toruniu, kto poza Michałem Zaleskim wie, o co chodzi z toruńskim mostem. Prezydent potrafi odmieniać już go przez wszystkie przypadki. Pewnie zasypiając, widzi przed oczami odlewane filary przeprawy.

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

Kadr z 18. urodzin Radia Maryja (źródło: TV Trwam)

(Tym razem będzie poważnie.) Jako torunianin mam już dość tego, co się dzieje wokół mostu. Rok temu, kiedy wianek polityków PO obwieścił wszem i wobec, że projekt trafi na listę podstawową z unijnym dofinansowaniem, mieszkańcom Torunia spadł kamień z serca. To „wydarzenie” zostało okrzyknięte wydarzeniem 2008 r. Pamiętam jak z budynku Urzędu Marszałkowskiego wraz z posłem Grzegorzem Karpińskim dzwoniłem do Radia Gra, aby ogłosić tę wiekopomną informację. Minął rok, a mostu nie ma. Ani metra. Nie wiem nawet, czy krzaczki i drzewka, które rosną na jego trasie są wykarczowane.

Najpierw była mowa o wiośnie. Potem jesieni. A teraz mówi się o lecie 2010 – jeśli oczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem. Taką mantrę co chwilę można usłyszeć z ust prezydenta. (Mam pisać dalej?) W poniedziałek Zaleski odwiedził minister rozwoju regionalnego. I co? I nic. Potwierdziło się to, co wiedzieliśmy od wielu miesięcy. Nie ma szans na zwiększenie dofinansowania z magicznej liczby 327 na 748 mln zł. Czy prezydent łudzi się, że w tym roku ktoś mu przyniesie most pod choinkę? Z każdej strony – od ministerstwa infrastruktury, posłów rządzących bądź opozycyjnych – słyszę, że nie ma szans na dodatkową kasę. A prezydent – jak twierdzi np. poseł Zbigniew Girzyński – udaje, że tego nie wie. Co więcej, Zaleski idzie krok dalej i wpisał taką wartość dofinansowania do planów budżetowych na przyszły rok, łudząc się, że dostaniemy 85 proc. (Głowa już mnie boli. Mam mostowy strumień świadomości.)

Dlaczego znów kampania wyborcza w mieście będzie krążyć wokół mostu? Mieliśmy już potyczkę Zaleskiego z Filarem i most w tle. Potem most pojawił się w kampanii do parlamentu, a ostatnio do europarlamentu. Mam już tego dość. Czy siedem lat nie wystarczy, aby wybudować most w Toruniu? Czy prezydent czeka z wbiciem pierwszej łopaty na wybory? Czy inwestycje – średnicówka, sala koncertowa, inkubator technologiczny, centrum nowoczesności – są skrojone i specjalnie opóźnione, aby rozpoczęły się właśnie w 2010 r.? Mam nadzieję, że nie.

Jaki powinien być prezydent Torunia? Powinien słuchać i wsłuchiwać się w głosy mieszkańców, a co najważniejsze – dostrzegać ich przy planowaniu budżetu miasta. Nie powinien wdzięczyć się tylko do wybranych środowisk w TV Toruń i TV Trwam lub mówiąc wprost – do swojego elektoratu. Zamiast dróg, mostów, kilometrów, ton asfaltu, cegieł i zbrojeń powinien mówić o ludziach.

Jaki jest prezydent Zaleski? Łatwiej jest mu mówić o kilometrach dróg, metrach kwadratowych powierzchni oddanych do użytku niż o ludziach i ich potrzebach. Czy asfalt i beton załatwi wszystkie problemy? Wystarczy spojrzeć na Rynek Nowomiejski. To zmarnowana szansa i chyba najlepsza metafora rządów Zaleskiego. Kilka lat temu na nowo wybrukowano plac. Zniknęły obleśne, czerwone budy, gdzie można było kupić mydło i powidło. Dostaliśmy jednak pustkę, która bije po oczach. Pustkę, z którą nikt nie może sobie poradzić. Pustkę pod hasłem „rewitalizacja za unijne pieniądze”. Smutek. (Słownik synonimów podpowiada jeszcze: depresja, dno, dołek psychiczny, dół, ponurość, przygnębienie, zdołowanie, boleść, ból, opłakiwanie, rozpacz, żal, bieda, bolączka, nieszczęście, strapienie, troska, udręka, utrapienie, zgryzota, zmartwienie.)

Jak będzie wyglądać przyszły rok? Będzie taki jak najbliższe dni. Prezydent ma już kalendarz wypełniony spotkaniami opłatkowymi w całym mieście. (A tak na marginesie. Ostatnio byłem na stronie www Piotra Grzymowicza, prezydenta Olsztyna. Ciekaw jestem, kiedy prezydent Zaleski wpadnie na taki pomysł. Mógłbym zrobić sondę pod tym wpisem: Czy prezydent Zaleski odpowie na ten wpis? a) Tak. b) Nie! W życiu! c) Czy prezydent potrafi posługiwać się internetem? d) Nie wiem. Być może. f) Zrobi to za niego urzędnik.)

Toruń w tubie (Pilot serialu)

Oglądając filmy na You Tube podpisane tagiem „toruń”, ciekaw jestem, czy po takiej „promocji” ktoś zechciałby odwiedzić nasze miasto. Nie znajdziemy tam kłamstw, jakie  są w przewodnikach turystycznych. Miasto nie jest wyretuszowane. Ma liczne skazy, blizny.

Ma wiele twarzy. Jedną z najpopularniejszych jest twarz Cygana spacerującego po ul. Chełmińskiej. Ale podaruję sobie rozpisywanie się o tym panu. Kolejną jest Robert D., toruński hiphopowiec rapujący o Rubinkowie. Oto fragment jego dzieła:

YouTube Preview Image

„Dookoła mnie bloki. Nagle zachód słońca – zachwyciłem się widokiem. Rubinkowo I, II, III, tu się żyje, normalnie tu się żyje, jak wszędzie. (…) Idę dalej przed siebie i nic się nie dzieje – myślę, co to za miasto, w ogóle co ja tutaj robię. Podczas tego myślenia dostałem oświecenia. Jak mógł to, bym wyjechał stąd. Nic mnie tutaj nie trzyma”.

Jedna z najpopularniejszych toruńskich produkcji na You Tube, która była klikana już 548 tys. razy, przedstawia walkę uliczną dzieci z Bydgoskiego Przedmieścia. To dzieło bodajże studentów z Domu Studenckiego nr 3, którzy dopingują młodych. Czym byłby Toruń bez studentów i UMK? – Grudziądzem – odpowiadał pewien mój znajomy.

YouTube Preview Image

Rekordy – 44,8 tys. odsłon – bije też film z grupką uczniów, którzy podczas wycieczki do Torunia wdychają hel. Po prostu boki zrywać. Ubaw po pachy. Wielka heca.

YouTube Preview Image

Można też znaleźć ciekawostki np. papieża Jana Pawła II smaganego młotem wahadłem:

YouTube Preview Image

Jest też wiele filmów z życia nocnego Torunia, czyli wypraw po kebaby lub po prostu przed siebie, śpiewów pod średniowiecznymi murami, tańców i swawoli, Oszczędzę wam tych widoków. Toruń autami stoi. Co drugi film z Torunia przedstawia zjazd posiadaczy bmw lub innych dwuśladów. Ścigają się, palą gumę i tak w kółko. Mnie natomiast natchnął jeden z filmów nagranych na toruńskiej obwodnicy poligonowej. Właśnie tam wybiera się wielu kierowców, którym życie niemiłe. Na jednym z nich w głośnikach leci „It’s my life” Dr. Albana. Dzięki tej piosence ten film ma drugie dno.

YouTube Preview Image

(Czas na wynurzenia, czyli szczyptę banału.) Na pewno lepiej pamiętałbym moje analogowe dzieciństwo, gdybym miał wtedy komórkę, netbooka, smsy, mmsy, fotki z aparatów cyfrowych czy też dyktafon mały jak paznokieć u kciuka. Nie wyobrażam sobie jednak tego, że ten cały młodzieńczy bunt, meszek nad górną wargą i pierwsze podniety, mam nagrane jako avi, mp3, wav czy w innym równie tajemniczym formacie i te pliki są gdzieś w sieci. Jak to dobrze, że tamte czasy nie były cyfrowe. Bo internet pamięta. (Ile bym dał za to, by mieć stare hasła do moich starych skrzynek e-mail lub stron www.) Naprawdę. Jakiś czas temu grzebiąc gdzieś głęboko w pajęczynie stron, znalazłem swoje dawne teksty z ok. 1999 r. Nie wiem, jakim cudem przetrwały one na klastrach jakiegoś serwera. (Gdzieś tam w przestworzach sieci wciąż jest informacja, że wygrałem koszyk pełen smakołyków w jednej z toruńskich sieci sklepów spożywczych.) CDN

Prezydent Zaleski jest wszędzie. Naprawdę

Tak przynajmniej twierdzą niektórzy toruńscy radni. W piątek prezydent Zaleski otworzył pięć „Orlików” w ponad dwie godziny. To chyba rekord Polski. – Te boiska były bardzo potrzebne w Toruniu – przemawiał do dzieci i młodzieży. Były wstęgi, balony i przemówienia. Bo prezydent – jak twierdzi radny Krzysztof Makowski – „kocha bywać, otwierać, przecinać”. I to nie od dziś.

YouTube Preview Image

Czy prezydent Zaleski ma czas, by zajmować się najważniejszymi sprawami w mieście? Radny Makowski twierdzi, że nie. Sprawdźmy więc. Czy da się Zaleskiego porównać do Gierka? Radna PO ma takie skojarzenia. – Pamiętam, jak w telewizji Gierek ciągle przecinał wstęgi – wyznaje Krystyna Dowgiałło, szefowa klubu PO. – A to była mleczarnia, rzeźnia, a to linia twarożków homogenizowanych.

Weźmy pod lupę trzy tygodnie z życia Michała Zaleskiego. Czym zajmował się od początku tego miesiąca? Nieoceniona będzie tutaj strona magistratu, który śledzi każdy krok prezydenta. Można zobaczyć tam prezydenta w różnych pozach, garniturach, a także z obowiązkowym uśmiechem.

Listopad Zaleskiego w pigułce. Zaznaczam z góry, że nie jest to imponująca lektura.

  • 1 listopada prezydent wraz z małżonką wziął udział w kweście na cmentarzu św. Jerzego.
  • 4 listopada brał udział w sesji poświęconej prof. Zawackiej, gdzie wręczył medale Pro Memoria trzem paniom zasłużonym dla upamiętnienia wojennej służby Polek, a o 12 spotkał się z dziennikarzami.
  • 5 listopada o godz. 10 spotkał się z dziennikarzami. Potem pojechał na konferencję „Polska przedsiębiorcza – przedsiębiorczy Toruń (godz. 11.30), a o 15 – otworzył nową siedzibę ZNP przy ul. Grunwaldzkiej.
  • 6 listopada prezydent wręcza juniorom TKP puchar przechodni prezydenta Torunia (jest kawa, herbata i woda mineralna).
  • 7 listopada bierze udział w Colloquia Torunensia (zasiada w pierwszym rzędzie obok rektora UMK i biskupa).
  • 9 listopada prezydent najpierw w Biznes Parku otworzył forum organizacji pozarządowych, potem w magistracie wręczył nauczycielom tytuły honorowego profesora oświaty, a później spotkał się z najstarszymi toruńskimi bliźniaczkami – panią Wandą i Ireną, które obchodziły swoje 85. urodziny.
  • 10 listopada o godz. 13.30 dał sygnał do startu w młodzieżowym biegu z okazji Święta Niepodległości.
  • 11 listopada bierze udział w uroczystościach z okazji Święta Niepodległości (msza, przemarsz, składanie kwiatów, potem idzie na gęsinę do marszałka i śpiewa wspólnie z nich legionowe pieści). Tego dnia wsiadł też do pociągu wolności na Dworcu Głównym.
  • 12 listopada – sesja Rady Miasta (praktycznie cały dzień z krótkimi przerwami np. o godz. 14 na konferencję prasową i podpisanie umowy w sprawie BiT City).
  • 16 listopada prezydent o godz. 12 spotyka się z elektrykami na konferencji poświęconej Alfonsowi Hoffmannowi, a o godz. 13 jest już na dawnym cmentarzu żydowskim przy ul. Pułaskiego, gdzie odsłania tablicę upamiętniającą kirkut.
  • 17 listopada o godz. 10.30 kolejna konferencja prasowa.
  • 18 listopada o godz. 10 wręcza medal Thorunium 80-letniemu fotografowi – Czesławowi Jarmuszowi.
  • 19 listopada o godz. 10 spotkał się z dziennikarzami.
  • 20 listopada otwiera pięć „Orlików” (w godz. 11-13), z boisk pojechał do Biznes Parku, gdzie spotkał się z uczestnikami obchodów Dnia Pracownika Socjalnego, a następnie o godz. 17.30 przyznaje Izbie Przemysłowo-Handlowej medal Thorunium.
  • 23 listopada wziął udział w uroczystym ślubowaniu urzędników (10.30 w Ratuszu Staromiejskim), a o 18 wręczył czek na 100 tys. zł toruńskim żużlowcom.
zaleski1

Czy te oczy mogą kłamać? (internet, paint, irfanview)

Ufff. Nudna ta wyliczanka. W listopadzie prezydent Zaleski wydał 24 zarządzenia i 26 ogłoszeń, czyli średnio po jednym zarządzeniu i ogłoszeniu dziennie. To dopiero początek. Można się tylko domyślać, jak będzie wyglądać kolejny rok. Prezydent Zaleski podpisuje umowę z wykonawcą mostu, wbija pierwszą łopatę na budowie mostu, sali koncertowej, sali widowiskowo-sportowej, kolejnych pięciu “Orlikach”, Szosie Lubickiej, średnicówce, parkingu podziemnym na pl. św. Katarzyny, a także rozpoczyna prace w inkubatorze technologicznym i centrum nowoczesności, które powstaną w Młynach Toruńskich. A później będzie otwierać i przecinać wstęgi. I znów: parking podziemny, “Orliki”, sala koncertowa Zespołu Szkół Muzycznych, sala gimnastyczna IV LO, kolejne bloki socjalne, komunalne, TTBS. Będą konferencje, spotkania z mieszkańcami, święta państwowe, rocznice, obchody, sympozja, wystawy, koncerty, festiwale, kongresy, sadzanie drzewek, kolejni 100-latkowie, którym prezydent podaruje koce. Itp., itd. Będzie się działo.

http://www.youtube.com/watch?v=pCdPN2plsb0

Jak mieszkańcy powinni współżyć. Krótka rzecz o regulaminach

Czy zdarza się Wam, siedząc np. na sedesie, czytać wszystko, co wpadnie Wam w ręce m.in. etykiety dezodorantów, proszków do prania itp.? Czy jadąc autobusem lub pociągiem, chłoniecie wszelkiej maści napisy (nawet te po rosyjsku i francusku) i wyciągi z ustaw i regulaminów? Czy czekając na autobus i tramwaj przy kiosku, zerkacie na wszystkie nagłówki, tytuły dzienników, czasopism i studiujecie ceny wody kolońskiej i innych chińskich gadżetów? Jeśli nie. Trudno. Ja odpowiadam trzy razy TAK. (A teraz znów zacznę cytować. Bo czym jaki byłby świat bez cytatu…)

Toaleta publiczna przy Konstytucji 3 Maja na toruńskiej Skarpie

Toaleta publiczna przy Konstytucji 3 Maja na toruńskiej Skarpie

Zacznijmy od „regulaminu używania lokali w domach spółdzielni oraz porządku domowego i współżycia mieszkańców” spółdzielni mieszkaniowej Na Skarpie, rzecz jasna z Torunia. Z dokumentu dowiemy się, np. że „nie wolno ustawiać małych naczyń wprost na kołpaku palnika”, a jeśli nasz psiaczek narobi w windzie, jesteśmy zobowiązani do „bezzwłocznego usunięcia ekstremów”. Władze Na Skarpie przypominają też, że „należy reagować na niewłaściwe zachowanie się innych osób oraz dzieci”. Lista zabronionych rzeczy jest długa. Nie można wyrzucać przez okna „śmieci, przedmiotów, niedopałków, pożywienia dla ptaków, zwierząt itp.” Chomika lecącego na worku ze śmieciami z papierosem i resztkami pokarmu dla ptaków w pysku na Skarpie więc nie zobaczymy. (To nie było śmieszne. Szukam więc dalej). Na Skarpie nie można też suszyć „w sposób widoczny na zewnątrz bielizny, pościeli”, a także wrzucać do muszli „śmieci, kości, szmat”. Zakazana jest hodowla drobiu i gołębi w mieszkaniach. No, a jak nam worek na śmieci rozerwie się na schodach, jesteśmy zobowiązani do „natychmiastowego uprzątnięcia zabrudzonego miejsca”. Magiczną godziną jest 20. Jak wybije, nie można wrzucać śmieci do zsypu, trzepać dywanów i remontować mieszkania. (Lećmy dalej. Ale tu chaos.) „W pralni nie wolno prać bielizny w celach zarobkowych”, a o każdym podejrzeniu choroby zakaźnej należy zawiadomić Administrację Osiedla lub Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny”. Na Skarpie nie można przechowywać materiałów łatwopalnych i powodujących „samoistny wybuch” ani grillować na balkonach i terenach zielonych osiedla. A teraz zasady współżycia. „Każdy z mieszkańców winien zachowywać się w sposób nieuciążliwy dla sąsiadów oraz w miarę możliwości służyć wzajemną życzliwą radą i pomocą”. Przechodzimy przez Szosę Lubicką i jesteśmy już na Rubinkowie.

"Rubinkowo" - pierwsza stacja toruńskiego metra.

"Rubinkowo" - pierwsza stacja toruńskiego metra

Mieszkańcy tego blokowiska mają obowiązek utrzymać czystość na klatkach „poprzez zamiatanie i cotygodniowe mycie podestów kondygnacji, na której położone jest mieszkanie i schodów na nią prowadzących oraz w ramach potrzeb, ale nie rzadziej jak dwa razy w ciągu roku mycie okien i lamperii”. Na balkonach nie wolno trzepać „chodników, chodników, pościeli, obrusów i bielizny”. Rubinkowowianie mają też obowiązek opiekować się „trawnikami, drzewami, krzewami”. Mogą nawet posadzić drzewko lub krzew, ale tylko za zgodą szanownej administracji osiedla.

A teraz trochę z innej bajki. Regulamin przewozu ludzi i rzeczy PKP Przewozy Regionalne. Warto wiedzieć, że nie trzeba nic płacić za przewiezienie jednej deski snowbordowej. Lepiej jednak nie brać ze sobą „ostrych narzędzi, przedmiotów o ostrych krawędziach lub otwartych pojemników ze smarami, farbami”, „zwłok i szczątków zwłok ludzkich” i „pojazdów z silnikiem spalinowym”.

Ciekawą lekturą jest również kodeks pracownika Poczty Polskiej, który zaczyna się od słów: „Należę do wielkiej rodziny pocztowców i jestem z tego dumny”. Takich haseł jest więcej: „Jestem ważny dla Poczty Polskiej”, „moje zdrowie i życie jest ważne dla Poczty Polskiej”, „klient jest dla mnie najważniejszy”, „o Poczcie Polskiej mówię dobrze”, „dostrzegam szansę w liberalizacji rynku”, „optymistycznie patrzę w przyszłość”. Przy najbliższej okazji nie zapomnę zapytać mojego listonosza, jaki ma pogląd na liberalizację rynku.

A na koniec rozporządzenie Rady Ministrów z 2004 r. pod tajemniczym tytułem:„w sprawie przypadków, sposobów i trybu użycia przez strażników gminnych (miejskich) środków przymusu bezpośredniego”. (Uwielbiam ten urzędniczy slang). „Siłę fizyczną w postaci chwytów obezwładniających oraz podobnych technik obrony można stosować w celu odparcia czynnej napaści lub zmuszenia do wykonania polecenia albo ujęcia osoby”. Tłumaczenie: „jeśli łysy wyrostek nie słucha twoich poleceń, możesz go powalić na glebę”. Dobrze widzieć, że strażnik nie może nas uderzyć pałką „w głowę, szyję, brzuch”. W pozostałe części ciała a i owszem. Może też skorzystać z paralizatora lub ręcznego miotacza gazu. „Fakt użycia środka przymusu bezpośredniego strażnik dokumentuje w notatniku służbowym bezpośrednio po zdarzeniu”. Co musi zawierać notatka służbowa? Imię i nazwisko oraz nr identyfikacyjny, czas i miejsce użycia środka przymusu bezpośredniego, powody i rodzaj środka, opis postępowania poprzedzającego jego użycie, sposób użycia, skutki użycia, inne ważne okoliczności zdarzenia, dane świadków, a na koniec podpis.

Nasza-klasa, czyli Portal dla ludzi bez klasy (w odcinkach)

Cokolwiek napiszę we wstępie o Naszej-klasie, nie ucieknę od banału. Wpisuję do Google „fenomen naszej-klasy”. 32 tys. wyników. Taka łatka już przylgnęła do tego portalu. Nie zamierzam się z nią rozprawiać. Będę prawić o tym, jak wspaniała jest nasza-klasa. Jak bardzo zmniejszyła i zmieniła Polskę.

Oryginalny podpis: "Potem zszedłem jakis metr nizej :)... Duzo sie nie pomylilem" (źródło: nasza-klasa.pl)

Oryginalny podpis: "Potem zszedłem jakis metr nizej :)... Duzo sie nie pomylilem" (źródło: nasza-klasa.pl)

Dzięki niej mam na wyciągnięcie ręki miliony absolwentów szkół i uczelni. Mogę podejrzeć, np. co słychać u uczniów podstawówki w Wąsoczu (powiat górowski, woj. dolnośląskie) lub jak na ostatniej wycieczce bawili się licealiści z II Społecznego Liceum Ogólnokształcące im. Małego Księcia w Tarnobrzegu. Nie ma już granic między województwami, powiatami i gminami. Jesteśmy jedną wielką klasą. Przyznam szczerze, że mógłbym siedzieć przez Naszą-klasą przez całe wieczory. Wystarczy, że co chwilę odświeżę stronę i dostaję kolejną porcję świeżych zdjęć. Bo bez zdjęć tak naprawdę nie byłoby Naszej-klasy.

Jak wam się podoba mój tatuaż? (źródło: nasza-klasa)

Jak wam się podoba mój tatuaż? (źródło: nasza-klasa)

Chciałbym jednak pokazać nieco inną twarz tego portalu. Szukać daleko nie trzeba. Język wielu nastolatek logujących się w serwisie jest specyficzny. Oto niewielka próbka. Młoda dziewczyna pisze o sobie (pisownia oczywiście oryginalna): „Jestem bardzo upierdliwą, wesołą ale też wrażliwą i uczóciową dziewczynką nie lubie być raniona jeśli ktoś ze mną zadrze to pożałuje :P:):):) a tak po za tym to jestem bardzo spokojną dziewczynką:):):)”.

Tzw. samojebki, czyli "autoportrety" (źródło: nasza-klasa)

Tzw. samojebki, czyli "autoportrety" (źródło: nasza-klasa)

Czym się aktualnie zajmuję: „szkola :) imprezy oczywiście dupeczki hahahha i my friends:P:P”. Dajmy szansę panom. Tak niejaki Paweł pisze o sobie: „Nie lubię pisać o sobie, jak większość osób, ponieważ najlepiej człowieka poznaje się w realu. Poprostu trzeba mnie poznac. Ktoś zainteresowany? – pisać, a na pewno odpisze. Rzeszów- Sędziszów Młp. – Kawęczyn. Tutaj mozna mnie spotkać:) najważniejsze jest to, że jestem sobą zawsze zawsze. Zawsze dażący do postawionego sobie wcześniej celu realista. Widzi otaczający go, zakłamany świat. Mimo czarnych scenariuszy jakie często pisze samo życie stara się brać z niego co najlepsze”. Tego bełkotu jest więcej. Któż to jednak wytrzyma? Przejdźmy dalej.

<b>Od dziecka marzył o pracy w policji...</b>

Od dziecka marzył o pracy w policji... (źródło: nasza-klasa)

„Jeżeli uważasz, że wszystkie modelki są głupie, nie biorąc pod uwagę, że każdy dorabia sobie jak może, jesteś ograniczony. Do wszystkich tępych pustaków, które kopiują moje foty i zakładają konta fikcyjne-dziewczęta, zdaję sobie sprawę z tego,że jesteście mało urodziwe, skoro wstydzicie się wsadzić własne zdjęcia”. Co ciekawe, są nawet profile, do których są przyjmowane piękne panie. W wielu wypadkach muszą jednak przejść najpierw selekcję.

<b>Podpis oryginalny: "Moja nozka :( Marcina Łapa ;/ Bolalo :(.! Na prosbe Madzi zeby miala sie z czego posmiac hehe!" (źródło:nasza-klasa)</b>

Podpis oryginalny: "Moja nozka :( Marcina Łapa ;/ Bolalo :(.! Na prosbe Madzi zeby miala sie z czego posmiac hehe!" (źródło:nasza-klasa)

Kolejna „modelka”: „Zaproszenia: przyjmuję tylko te, które mnie czymś urzekną – nie będę odpisywać dlaczego nie przyjęłam”. I dalej: (tu pojawia się imię i nazwisko) „obraża innych pisząc niemiłe komentarze, a potem blokuje ich aby nic jej nie napisano. dziewczyno tobie najlepszy tiuning niestety nie pomoże i zanim zaczniesz oceniać innych spójrz najpierw w lustro”. Wymowne są też pseudonimy: „ciasteczko, cukiereczek, cudeńko, mniam”.

<b>Przystanek PKS gdzieś w Polsce (źródło: nasza-klasa)</b>

Przystanek PKS gdzieś w Polsce (źródło: nasza-klasa)

Są też na Naszej-klasie niespełnieni wierszokleci, którzy piszą o sobie wierszem: „Jeśli mnie nie znasz – nie próbuj oceniać / Przez twoje ploty nie będę się zmieniać / Więc zastanów się, zanim puścisz kolejną z plot / Czy da ci to jakiś wzlot? / A może dowartościuje? / Jak tak – to naprawdę ci gratuluję / Że nie masz wyrzutów sumienia / Z próby niszczenia cudzego imienia / Fakt – pokazuje to twoje prawdziwe oblicze / A iloraz twej inteligencji na palcach jednej ręki wyliczę…” A na koniec pozdrowienia od autora: „Dla życzliwych inaczej: for all you wsiowe plotkary!!!” Czym się aktualnie zajmuję: „Wstawiam teksty na naszą klasę bo chcę być najbardziej: edżi, trendy, jazzy, czoko, kaczi, dżodżo, w pytkę, biczi, spondżo, za***ibi, kongo-bongo, kacze, glamour na całej nk :PP”

<b>Podpis oryginalny: "Moja droga do pracy" (źródło: nasza-klasa)</b>

Podpis oryginalny: "Moja droga do pracy" (źródło: nasza-klasa)

Są też wpisy zupełnie niesztampowe. Tak oto o sobie pisze jedna z „użytkowniczek” Naszej-klasy: „Mam małe pytanko co sądzicie o aborcji? Ja uważam, że kobiety które dały sobie zrobić skrobankę dobrowolnie powinny za to gorzko pożałować. A wy jakie macie zdanie? czekam na wasze opinie :) pozdrowka buziam was gorąco krejzole”.

Jeszcze lepsze są komentarze do zdjęć. To jednak lejtmotyw kolejnego odcinka. Oto krótka zapowiedź. Wystarczy kobieta w wyzywającej pozie i… (pisownia oryginalna) robi się naprawdę gorąco w komentarzach:„Bustwo!!!”, „Bustwo Piszę się przez Ó”, „You are perfect”, „jestes za chuda”, „sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex”, „piekna jestes”, „pokaż więcej!!!”, „masz wspaniałe nogi, dodaj jakies fajne zdjęcia w sexownych kozaczkach”.

Miszmasz, gmatwanina, rozgardiasz…

Piątkowy wieczór. Poświata monitora na szybie. Za oknem 8 st. C. I szał przeglądania stron internetowych. Sznurek po sznurku. Tak naprawdę nie wiem, co mnie trzyma przy monitorze. Nałóg? Głód informacji, którego nie da się zaspokoić?

Jak się reklamuje Dziennik na Google...

Tak się reklamuje Dziennik na Google...

Informacja o śmierci Marka Edelmana ginie wśród tysiąca innych informacji, nagłówków, migających reklam. Pamiętam, jak 11 lat temu gdzieś z końca mieszkania mojej przyszłej żony usłyszałem, jak  mówią coś o Zbigniewie Herbercie w „Wiadomościach”. Poezja w telewizji? O tej porze? – zdziwiłem się. „Był”, „zrobił”, „napisał” – wszystko było w czasie przeszłym. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.

A do internetowej żałoby jakoś nie mogę się przekonać. Do tych tematów dnia i czarno-białych fotografii. Czerwonych pasków. Wielkich liter. Naprawdę już nie mogę patrzeć na żółty pasek TVN 24. Bo ten kanał zmienia się w jeden żółty pasek. Dość sugestywnie opisał to niedawno Dariusz Kortko w „Wyborczej”. Czy śmierć Edelmana przyćmi choć na chwilę kolejne gorące doniesienia o aferze hazardowej, „Black Jacku”?

Czytam i przeglądam dalej. Choć ludzie jeszcze niewiele wiedzą o nowej Watergate, są już sondaże, czy premier powinien usunąć Chlebowskiego i Drzewieckiego. W serwisie plotkarskim „Gazety” można obejrzeć Pamelę Anderson bez makijażu. – Takiego syfu dawno nie widziałem – mówi na łamach lubelskiego dodatku „Wyborczej” mężczyzna, który skorzystał w usług PKP. I tutaj wciska się też Palikot: – Prezesi PKP to kłamcy.

Teraz Onet. „Państwo Chirac musieli się rozstać ze swoim pieskiem Sumo, który po opuszczeniu Pałacu Elizejskiego zaczął wykazywać zachowania agresywne i depresyjne do tego stopnia, że trzykrotnie ugryzł byłego prezydenta Francji”. Można też wziąć udział w sondzie: „Rusin czy Kręglicka? Która bardziej Ci się podoba?” Wybieram Kręglicką. Kolejna dawka informacji o Jacksonie. Tym razem o tym, że jednak był zdrowy i ważył 62 kilogramy. „Piosenkarz miał artretyzm w dolnej części kręgosłupa i niektórych palcach oraz łagodne zatory w tętnicach w nodze”.

Czy ktoś jeszcze pamięta burzę wokół Polańskiego? Ale ten świat goni. Co chwilę nowy breaking news na żółtym pasku. Jeden z tematów dnia w Wirtualnej Polsce: bielizna dla leworęcznych. Mogą już korzystać z portfeli, nożyczek czy temperówek.

„Są takie momenty w życiu każdego mężczyzny, w których najmniejsza nawet zwłoka może doprowadzić do tragedii. Sięganie lewą ręką do <praworęcznego> rozporka jest właśnie takim krytycznym momentem”.

A tą wiedzą z inowrocławskiego radia Gra pochwalę się przy najbliższej jeździe taksówką. W Rybitwach pod Inowrocławiem jedna z firm skupuje kasztany. 25 gr za kilogram. Co się z nich robi? Klej i maść na żylaki. Uwaga, zbieracze kasztanów! Cena skupu może jeszcze podskoczyć. Natomiast „Dziennik” przedstawia „Mapę męskiej rozkoszy”: „Najlepiej zataczaj opuszkiem palca kółeczka w tę i z powrotem, a następnie masuj to tajemnicze miejsce w górę i w dół”.

(A teraz chwila refleksji.) Każdego dnia do internetu trafiają stosy takich tekstów. Oczywiście, nie przeszkadza mi to. Internet od lat trzyma taki poziom, czy nam się to podoba, czy nie. Choć nie ukrywam, że czasami wolałbym mieć zainstalowaną blokadę na głupotę. Oszczędziłbym wiele czasu. Poszukiwanie ciekawych informacji w sieci to wciąż przedzieranie się przez dżunglę. Wiele rzeczy już mnie nie dziwi, nie brzydzi, nie odrzuca. Widziałem już naprawdę bardzo wiele. Najsmutniejsze jest to, że w tym wszystkim jest coraz mniej emocji. Że tak naprawdę najważniejsze jest kliknięcie i minuty spędzone na stronie. Jakość jest na dalszym planie. Nie chcę przez to powiedzieć, że internet jest „be”. On po prostu za bardzo wkracza w życie. Uzależnia. Po prostu: jak nie ma cię w sieci, to cię nie ma.

Mieszkać w Toruniu. Część druga. Starówka

Zacznijmy od banału. Toruńska Starówka ma wiele twarzy. Kilka z nich udało mi się poznać, gdy mieszkałem na niej na studiach.

Jedną z nich jest samochód dostawczy McDonald’s, który krzykami zaopatrzeniowców, sygnałem cofania, hukiem wózków i ich piszczącymi kółkami zwiastuje nadejście dnia. Kolejną jest czerwona twarz pijaka, który zrywa się o godz. 7 nad ranem, biegnie, ile tchu do nocnego na rogu Szerokiej i Łaziennej, żeby kupić wiśniówkę i za chwilę przepaść w bramie ze swoimi kolegami i najlepszą „koleżanką”. Później są tłumy ludzi, których ze swoich wnętrz wypluwają autobusy i tramwaje. (Skończmy z tą „poezją”.)

Gotyk na dotyk (źródło: otodom)

Gotyk na dotyk (źródło: otodom)

Mieszkanie na Starówce to wielka improwizacja. Klatka schodowa pierwszej kamienicy, w której mieszkałem, wyglądała jak w budynku do rozbiórki. Wszystkie kable, rury i rurki – pewnie, żeby nie naruszać zabytkowej tkanki, biegły po ścianach. Wchodząc na pierwsze piętro, trzeba było się pochylić, by nie uderzyć w „zwis”, z którego wystawały deski i trzcina. Przekraczając próg mieszkania, wchodziło się jednak do zupełnie innego świata. Kafelki w łazience, wykładziny, wertykale, terakota, białe ściany. Na suficie w przedpokoju była też jakaś belka z gwoździem. Podobno średniowieczna. Z XV w.

Kuchnia na Starówce wpisanej na listę UNESCO (źródło: otodom)

Kuchnia na Starówce wpisanej na listę UNESCO (źródło: otodom)

Odwiedziłem bardzo wiele mieszkań studenckich w Toruniu. Niemal na każdym kroku spotykałem się z prowizorką. Jedno z nich było ulokowane w suterenie. Do kąpieli trzeba było zagotować wodę w ogromnym garnku, a załatwiając potrzeby fizjologiczne, należało pamiętać, by zamknąć klapę i postawić na nią coś ciężkiego, żeby nie spotkać się z poczciwymi gryzoniami. Najgorzej było zimą. Łazienka nie była ogrzewana. Lokatorzy nalewali więc wrzątku do wanny. A w pomieszczeniu unosiła się para. Szło się przyzwyczaić.

Gotyk na dotyk 2009 (źródło: otodom)

Gotyk na dotyk 2009 (źródło: otodom)

Na drugim lub trzecim roku wylądowałem w kolejnym mieszkaniu na Starówce. Pierwsze wrażenie było bezcenne. Wchodzimy chyba czteroosobową grupką. Wszystko ładnie, pięknie. Okno do jednego z pokoików wychodzi na klatkę schodową. Oglądamy pokoje. Duże. Jasne. Nieczynne piece kaflowe. Ale klimat! W suficie w kuchni jest okno. Super! Jest też niewielki kibelek. I na koniec pytanie: Gdzie do cholery jest łazienka? – Ano, nie ma – odpowiedź właściciela kamienicy jest krótka. – Prysznic jest, ale w rogu kuchni. Można sobie firankę przez środek kuchni puścić. Dlatego to mieszkanie trochę tańsze jest. Mogę dorzucić kasę na farbę, gdybyście chcieli pomalować podłogi – mówi właściciel.

W mieszkaniach studenckich jest luzik (źródło: otodom)

W mieszkaniach studenckich jest luzik (źródło: otodom)

Oczywiście wzięliśmy to mieszkanie.

Mieszkać w Toruniu. Część pierwsza. Rubinkowo

Dokładnie pięć lat temu przeprowadziłem się na Rubinkowo, największe i najgęstsze toruńskie blokowisko. Nie będę tłumaczył dlaczego, po co i co mną kierowało, aby przenieść się do betonowej dżungli. Odnalazłem tutaj estetyczny spokój, ład.

Przestronna kuchnia na Rubinkowie 2009 (źródło: otodom.pl)

Przestronna kuchnia na Rubinkowie 2009 (źródło: otodom.pl)

Nie ma tu misz-maszu. Tu wszystko jest proste. Klocki, prostopadłościany. Teraz, gdy jadę np. na Chełmińskie, męczę się. Tam mieszają się wszystkie style. Są budynki szachulcowe, trochę modernizmu, który już nie przypomina modernizmu i kilka generacji wielkiej płyty. A na dokładkę jest też nowe budownictwo, które nijak nie pasuje do całej reszty. A na Rubinkowie jest porządek. Nic mnie tu nie zaskoczy.

(Delikatna zmiana tematu.) Zapewne za 50 lub 100 lat, gdy osiedla z wielkiej płyty będą się rozpadać i zamieniać ludzi w ketchup tak, jak w „Bóg zapłacz” Włodzimierza Kowalewskiego, do jakiejś galerii, np. Centrum Sztuki Współczesnej, trafi żywcem wycięta jedna ze ścian jakiegoś czteropiętrowego bloku. Cały pion. I co się okaże? Że na każdym piętrze mieszkania są urządzone niemal identycznie. Że jest kilka wzorów, które powtarzają się. Że jest w tym wszystkim jakaś skończoność. I pewnie będzie to jedna z najchętniej oglądanych, stałych wystaw CSW.

Łazienka i ubikacja - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Łazienka i ubikacja - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

(Mała dygresja.) Chciałbym poznać architekta, który zaprojektował mój blok i budowniczych, którzy namazali na jednej ze ścian w moim mieszkaniu datę VII.1975, tych co kładli moją instalację elektryczną w suficie mojego sąsiada z dołu i tych, którzy zakładali kable dla sąsiada z góry w moim suficie. I zapytać projektanta: jak do cholery mam zmieścić wannę, zlew, pralkę i kosz na pranie w łazience, jak załatwić pilną potrzebę, nie dotykając kolanami drzwi i jak urządzić kuchnię, aby zmieścić w niej stół i szafki, by przed i po każdym posiłku nie przestawiać stołu.

Nowoczesna zabudowa kuchni - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Nowoczesna zabudowa kuchni - Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

(Kilka prostych obserwacji.) Co widać najczęściej w oknach kuchennych na Rubinkowie? Odpowiedź jest prosta. Lodówki. Białe lodówki, które świecą zza firanek i zazdrostek. Lodówki, których nijak nie da się ustawić w tych klitkach. Na szczęście już się przyzwyczaiłem do moich pokoi w kształcie prostokątów, do cienkich ścian, przez które słychać sąsiadów. Po pięciu latach jestem już blokersem.

Idealnie dobrana kolorystyka - ubikacja w stylu Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Idealnie dobrana kolorystyka - ubikacja w stylu Rubinkowo 2009 (źródło: otodom.pl)

Jak się mieszka na Rubinkowie? Od czasu do czasu przeglądam sobie serwis Otodom. To właśnie on, a konkretnie oferty sprzedaży mieszkań i dołączone do nich zdjęcia, zainspirowały mnie do tego wiekopomnego cyklu wpisów. Każdy, no może prawie każdy, jako dziecko miał marzenie, by stać się niewidzialnym i wchodzić ukradkiem do cudzych mieszkań. Takie przyjemności są zarezerwowane tylko dla nielicznych: księży chodzących po kolędzie, różnej maści inkasentów czy komorników.

Rzecz o sekretarkach

Pomija się je w przemówieniach, nie wymienia się wśród zasłużonych. Zwykle nie mają imienia i nazwiska. Wydawałoby się, że całe ich życie polega na robieniu lur i ciągłych pytaniach: Herbata? Kawa? Woda? Z gazem lub bez? Ile pan/pani słodzi?

Sekretarka (Źródło: z przestworzy internetu)

Sekretarka (Źródło: z przestworzy internetu)

A tak naprawdę to cały świat kręci się właśnie dzięki nim. Prezesi nie spóźniają się na spotkania. Mają krawaty dopasowane do koszul. Gdy bolą ich głowy lub wypili za dużo dzień wcześniej, sekretarki wiedzą, co robić. Nie łączą rozmów, bronią całym ciałem drzwi do gabinetu. Pana prezesa nie ma i basta.

Sekretarki to nieodłączny element pracy każdego dziennikarza, a przede wszystkim tych, którzy godzinami ślęczą za biurkami, a telefony stają się ich kolejnymi narządami zmysłu. Potrafią być przekleństwem dla pismaków. Zwykle zaczyna się nieśmiało: dzień dobry, nazywam się tak i tak, dzwonię stąd lub stamtąd, chcę rozmawiać z panem prezesem/dyrektorem/kierownikiem. Tylko niedoświadczona sekretarka od razu łączy rozmowę ze swoim podwładnym. Te, które parzyły już tysiące kaw, wiedzą doskonale, co robić. Scenariusz zwykle jest taki sam: a w jakiej sprawie pan dzwoni, chwileczkę, sprawdzę, czy prezes/dyrektor/kierownik nie jest zajęty, bo jakiś czas temu łączyłam rozmowę, chwila ciszy, jakaś muzyczka, po kilkunastu sekundach odzywa się sekretarka. Ma kilka wyjść: a) szef jest zajęty, b) szef ma naradę, oddzwonimy do pana, c) wydawało mi się, że szef jest u siebie, a właśnie przed chwilą wyszedł, d) proszę zadzwonić jutro, najlepiej o godz. 7.00, bo dzisiaj szef ma urwanie głowy, e) szef przez cały dzień będzie poza biurem, a ja nie jestem upoważniona, aby podać numer komórki, f) proszę zadzwonić za godzinę.

Trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby zbuntowały się wszystkie sekretarki. Czy to byłby koniec świata? Wyobraźcie sobie prezesa jakiegoś wielkiego koncernu, który samodzielnie organizuje sobie spotkania, wiąże krawat, parzy kawę, pisze przemówienie na bal charytatywny i kupuje biżuterię dla żony lub kochanki. Tak wyglądałoby to w filmach typu „Moda na sukces”. W naszych toruńskich realiach zatrzymałoby to pracę np. Urzędu Miasta, spółek, przedsiębiorstw. Prezesi/dyrektorzy/kierownicy godzinami szukaliby jakichś dokumentów, nie wiedzieliby, którą przystawić pieczątkę, co robią ci ludzie w sekretariacie co to za ludzie i jak ich spławić, jak przełączyć rozmowę, jaki mamy dziś dzień, kto dostał, a kto nie dostał podwyżki, czy ten nowy pracownik nazywa się Malinowski, jak wybrać numer wewnętrzny, jak się obsługuje faks, drukarkę, gdzie włożyć papier, gdzie w ogóle leży papier, jak wypełnić fakturę, ile sypie się łyżek do kawy i jak – do cholery – spławić tych natrętnych dziennikarzy.

(I jeszcze jedno w nawiasie. Ten wpis to felieton sprzed kilku miesięcy. Przypomniałem sobie o nim dzisiaj, kiedy dzwoniłem do rzecznika wojewody. Miła pani sekretarka z gabinetu wojewody połączyła mnie z osobą, która zastępuje urlopowanego rzecznika. A w słuchawce zamiast nudnych arii, sonat lub symfonii, usłyszałem fragment piosenki Kylie Minogue. Tak, gabinet wojewody ma granie na czekanie. Od razu humor mi się poprawił i naszła mnie ochota na rozmowę o schetynkówkach…)

The best of… Andrzej Pałucki

Po długiej przerwie – bynajmniej nie urlopowej – znów biorę się „samplowanie” tego, co znajdę w internecie, czyli mówiąc prościej, porządkowanie chaosu. I znów uciekam od tytułu blogu. Tym razem akcja będzie się rozgrywać we Włocławku. Nie miałem jeszcze szczęścia spotkać się z prezydentem Andrzejem Pałuckim.

Tradycyjnie Paint

Andrzej Pałucki (obróbka w Paint)

Nie mam pojęcia, jak oceniają go włocławianie. Nigdy nie słyszałem jego głosu. Dość ciekawy portret można jednak zbudować na podstawie jego wypowiedzi (korzystałem tylko z tych, które można znaleźć w sprawozdaniach z sesji Rady Miasta). Pałucki ma poczucie humoru (do mnie ono jednak nie trafia), lubi pouczać, celnie łaje swoich politycznych przeciwników, często mówi o sobie w osobie trzeciej i jest tradycjonalistą. Kim jest, a raczej kim nie jest Andrzej Pałucki? Oddajmy głos prezydentowi. (Pisownia oczywiście oryginalna.)

Nie jestem ufoludkiem
„To jest jak z ufoludkiem – wszyscy o nim wiedzą, tylko go nikt nie oglądał!”
„(…) jeszcze mnie dokładnie zrewidowano i wylegitymowano, zanim wszedłem do senatu, w związku z tym nie miałem szans zabrać kogokolwiek, bo musiałem się przez te bramki prześlizgnąć sam, opróżniając wszystkie kieszenie, zdejmując pasek od spodni, bo brzęczał”.

Nie jestem lekarzem
„W pewnej chwili gdy wypowiadał się Pan Poseł Zbonikowski, to ledwo się powstrzymałem, by nie krzyknąć czy na Sali jest lekarz? Takiego konglomeratu bzdur jeszcze nie słyszałem – od osoby, która za publiczne pieniądze jest utrzymywana. (…) podobno jest Pan reprezentantem RP a zachowuje się Pan poniżej poziomu teraz pokrzykując sobie na sali. Ale to nie jest wyjazd zagraniczny, w związku z czym proszę powstrzymać emocje (…)”
„Nie chcę zejść do tego poziomu, bo bym musiał być w podziemiu”.

Nie jestem wandalem
„(…) chcę Państwu oświadczyć uroczyście, że nie obdrapałem żadnego budynku w Śródmieściu, ani nie powybijałem szyb, szczurów też nie wypuszczałem”.

Sesja Rady Miasta z 30 marca i 6 kwietnia br.

Nie jestem średniowiecznym władcą
„(…) nie czuję się jak średniowieczny władca”.

Nie jestem błaznem
„(…) nie przyszedłem tu pracować na rozśmieszanie mieszkańców Włocławka”.
„To, że mam uśmiechniętą twarz, to nie znaczy, że się z kogoś śmieję”.
25 maja br.

„Ja Panu nie przeszkadzałem panie pośle (Zbonikowski – przyp. WG). Będzie Pan miał czas na zadawanie pytań – macie Państwo okazję zobaczyć kulturę polityczną niektórych parlamentarzystów. Jest to dobry, kliniczny przypadek”.
20 października 2008 r.

Nie jestem magikiem
„(…) zaczynam podejrzewać, że myli Pan pojecie menadżera z magikiem. Ponieważ tutaj Koperfild byłby potrzebny, żeby wyczarować tych, którzy nie chcą zarobić(…)”
28 kwietnia 2008 r.

Nie jestem masochistą
„Dla mnie, jako Andrzeja Pałuckiego, żadna podwyżka nie jest akceptowalna, bo jak mi podniosą na czymś 5 zł i mnie ktoś zapyta, czy jestem zadowolony, to nie jestem masochistą i na pewno nie powiem, że jestem zadowolony”.
„Natomiast mam złą wiadomość dla Pana Przewodniczącego Władysława Skrzypka. Otóż niestety, muszę Pana zmartwić – balangi nie będzie, ponieważ ośrodek jest już dawno sprzedany”.
1 grudnia 2008 r.

Brzydki prezydent?
Tak więc przede wszystkim proszę czytać to, co proponujemy nie pod kątem, że brzydki Prezydent nie chce zrealizować postulatów „ładnych” radnych – tylko „brzydki” Prezydent patrzy na to, czy popadniemy w zarząd komisaryczny?”
„Nie będę się bił w piersi tam, gdzie nie ma takiej potrzeby a pytania wynikają nie z troski, tylko z nieznajomości dokumentów. (…) Oczywiście, Państwo, jako radni możecie postulować przeróżne rzeczy, w tym pisania wszystkiego po 10 razy”.
11 stycznia 2008 r.

Nie jestem wróżką
„Ja nie wiem, czy dożyję jutra. W związku z tym Pan wybaczy, że we wróżkę nie będę się bawił”.
29 października 2007 r.

Jestem tradycjonalistą
„Nie, nie podzielam Pani opinii na temat zasad pisania tych wyrazów z następujących powodów: jestem tradycjonalistą i tak mnie uczono jeszcze w szkole. Ponadto Urząd dysponuje programem  komputerowym do wychwytywania błędów i ten system elektroniczny, też jest tradycjonalistą i pozostawił to w tym samym kształcie”.
27 sierpnia 2007 r.

Ciąg dalszy być może nastąpi.

Digi, digi, digitalizacja

Doskonale pamiętam, jak jakieś osiem, może dziewięć lat temu, odwiedziłem jedną z czytelni w bibliotece głównej UMK i zamówiłem pierwszy raz w życiu mikrofilm. Wcześniej – nie ukrywam – coś takiego widziałem na amerykańskich filmach. Jak już uporałem się z rewersami i dostałem niewielkie pudełko, byłem zupełnie zielony. Jak to włożyć? Gdzie? Którędy? Ale gdy już zasiadłem – pomogła mi oczywiście miła pani bibliotekarka – byłem pod wielkim wrażeniem. (Niebezpiecznie zbliżam się do patosu.)

Tak jak wielu toruniaków z importu, znam się lepiej na Toruniu i wiem o nim więcej niż o swoim rodzinnym mieście. Nadal nie znam Torunia od podszewki. Wciąż na planie są białe plamy np. Czerniewice, Dębowa Góra, Brzezina, działki św. Klemensa i wiele innych miejsc, których na oczy nie widziałem. Z dnia na dzień staję się jednak coraz bardziej toruński niż olsztyński. (Jak przejść gładko do kolejnego akapitu? Może krótka przerwa na reklamę?)

Reklama ze "Słowa Pomorskiego" (1929 r.)

Reklama ze "Słowa Pomorskiego" (1929 r.)

Przenieśmy więc się w czasie. Do numeru „Słowa Pomorskiego” z 18 czerwca 1929 r. To był wtorek. Nagłówki artykułów: „Porażeni prądem elektrycznym. Wermistrz elektrowni Gródek i jego żona zmarli rażeni prądem niskiego napięcia” lub „Śmigło odcięło ramię lotnikowi”. Zatrzymajmy się przy drugim z artykułów: „Samolot startujący do lotu (z Berlina – WG), zawadził o przechodzącego lotnika Kruegera a śmiga odcięło mu prawe ramię, odrzucając je na 10 mtr”. Warta w Poznaniu wygrała pięć do zera z Wisłą. „Temperatura powietrza o godz. 11 +26, maximum +34, minimum +16. Wiatr: cisza. Stan pogody: pogodnie. Temperatura wody w Wiśle + 22 C. Stan wody w Wiśle z dnia 17.6.1929 r.: (…) Toruń + 1.30”. Jak minął weekend? „W godzinach popołudniowych zapełniły się publicznością: park, laski i ogródki podmiejskie. Masy też całe ciągnęły nad Wisłę – łazienki na Kępie Bazarowej, tudzież na kępie Wiesego cieszyły się znaczną frekwencją. Parostatek Tryton dwukrotnie odbył kurs do Ciechocinka, za każdym razem rzetelnie napełniony wycieczkowiczami (…) Esplanda stała się z chwilą nastania pięknej pogody ulubionym miejscem rendez-vous elity Torunia (…)”. „Słowo” informuje też, że udało się wykryć mordercę dwóch kobiet pod Ostaszewem. Ich ciała znaleziono tam zakopane. Zabił je „niejaki Leon Makselon, który jeszcze nie został ujęty”.

Podróżujmy dalej. Humor sprzed kilkudziesięciu lat: „On: – Ukochana małżeństwo nasze uważam za związek, w którym ja będę prezesem, a ty… a ty wiceprezeską. Ona: – Jestem ci głęboko wdzięczna za ten zaszczyt, ale go się zrzekam. W zupełności zadowoli mnie stanowisko kasjerki”. No i reklamy np. wschodnich pigułek przeciwko szczupłości: „Powodują one już w krótkim czasie znaczny przyrost na wadze kwitnący wygląd oraz pełne, piękne kształty (u pań przepyszny biust) potęgują chęć do pracy, wzmacniają krew i nerwy”.

Albo primaaprilisowe żarty. W 1925 r. podczas robót został odkryty przedhistoryczny grobowiec zbudowany z kamieni polnych. W środku odkryto urny, broń i naramienniki. Miał on pochodzić według dziennika z czasów, gdy „brzegi Wisły zamieszkiwały plemiona nieznanej rasy; jednakże ani germańskie ani słowiańskie”. W 1928 r. w Toruniu miał awaryjne lądować król Afganistanu Amanullah, a w 1924 r. jeden z dziennikarzy napisał: „O olbrzymiej sile wezbranej rzeki świadczy następujący fakt: W okolicy bydgoskiego parku fale wyrzuciły na brzeg tuż przy schodach wiodących do pawilonu, wielki odłam skały wapiennej, która prawdopodobnie pochodzi z pod Ojcowa. Ciekawy jest niezmiernie kształt skały, przypominający wyraźnie złośliwego karła z długą białą brodą. Jeden z tutejszych rzeźbiarzy artystów ma wobec tego zamiar, przerobić go na naturalnej wielkości (wysokość skały wynosi metr i kilkanaście centymetrów) pomnik pewnego wybitnego męża toruńskiego”.

A wszystko to dzięki digitalizacji i Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej – www.kpbc.umk.pl. CDN