Promocja Torunia. Raz tak, raz siak
Z filmami promującymi Toruń lub toruńskie inwestycje jest jak z sinusoidą. Raz urzędnicy wdrapują się na wyżyny, by później z hukiem uderzyć czołem o dno. Tyle jest rodzajów promocji Torunia, ile jednostek oraz wydziałów w magistracie.
Chciałoby się, aby toruński magistrat prezentował wszystkie miejskie inwestycje w taki sposób, jak w powyższym filmie o projekcie “Rozwój sieci tramwajowej w latach 2007-2013”. Tak można by pokazać, np. cały przebieg trasy średnicowej, trasy wschodniej, staromostowej oraz nowomostowej czy też nieco mniejszych inwestycji np. przebudowy ul. Skłodowskiej-Curie czy ul. Polnej. Ta wizualizacja jest naprawdę wciągająca. Szkoda, że trwa tak krótko. Każda osoba, której ją pokazałem, początkowo nie śledziła przebiegu linii na Bielany, ale mrużąc oczy, szukała swojego bloku. Ale modernizację dróg czy budowę nowych linii można by też prezentować tak jak Gdańsk czy inne miasta. I nie żałować na to pieniędzy. Bo przecież są fundusze na promocję dużych projektów finansowanych przez Unię Europejską. A ta nie musi się kończyć na produkcji balonów czy też długopisów. Tymczasem magistrat zachowuje się tak, jakby nie zależało mu na tym, żeby torunianie dowiedzieli się o tych projektach jak najmniej. Kto wie, może nasi urzędnicy wychodzą z założenia: im mniej wiedzą, tym mniej będą protestować.
A wracając do filmu “Tramwajem ze Skarpy na Bielany”, warto zauważyć, że miejska produkcja została nakręcona zimą, kiedy miasto jest szarobure, ludzie opatuleni szalikami, samochody brudne, a drzewa nagusieńkie. Taki smutny Toruń można zobaczyć też w naszej sztandarowej produkcji promocyjnej, która wyszła spod ręki Łukasza Karwowskiego. Była kręcona późną jesienią, gdy opadły już liście. Rozumiem, że od wpisania danej pozycji do budżetu do realizacji jest długa droga. Ale czasem warto poczekać na pierwsze wiosenne listki, ładne słoneczko, itp. Tym bardziej że budowa linii na Bielany dopiero lada moment ma otrzymać pozwolenie na budowę. Co się jeszcze rzuca w oczy? Wreszcie w filmie zleconym przez miasto nie musimy oglądać toruńskich ikon: pomnika Mikołaja Kopernika, katedry św. Janów czy Ratusza Staromiejskiego. Tym razem Toruń jest “nowoczesny”.
Głos z offu (w nawiasie moje wstawki): „Toruń rozwija się [ujęcie na Centrum Sztuki Współczesnej]. Staje się coraz bardziej nowoczesny [zbliżenie na logo CSW]. Komunikacja miejska [widok na planetoidę wbitą w ziemię przy Fosie Staromiejskiej] musi reagować na [widok na logo Motoareny] zmiany, dostosowywać się [widok ogólny na stadion] do nowego tempa życia mieszkańców i tym samym powiększać [tabliczki z nazwami ulic na zbiegu Szosy Chełmińskiej i Fasolowej] arterii miejskich [ujęcie z autobusem linii nr 27].
A wszystkie tramwaje w tej produkcji też jakoś tak nowocześnie wyglądają, bo nagrywano tylko te niebiesko-żółte, po liftingu. A gdzie te nasze piękniutkie, czerwoniutkie żelazka, które skrzypią na każdym zakręcie, jakby się miały zaraz rozsypać, z ogromnymi, brunatnymi siedzeniami pamiętającymi stan wojenny, te piękne ściany i sufity, których nie można już domyć. No tak, ale promocja przecież rządzi się swoimi prawami. Wszystko musi być przypudrowane, aż do przesady. Ogólne wrażenie jest jednak pozytywne. Tak miasto mogłoby z powodzeniem prezentować inne inwestycje. Bez zadęcia, blichtru. Tak po prostu.
Jednak im dalej w las, tym gorzej. Czas na promocję inwestycyjną miasta. Tu niestety, muszę odesłać do filmu, który znajduje się na stronie biura obsługi inwestora. Na wstępie wita nas słoneczko. Potem panorama miasta. Znów niebo nad Toruniem jest niepokojąco zachmurzone. Głos z offu złowieszczo oznajmia: “Toruń. Położenie 53 stopnie szerokości geograficznej północnej i 18 stopni długości geograficznej wschodniej. 200 tys. mieszkańców. Powierzchnia 115,75 kilometrów kwadratowych”. Uff, na szczęście puszcza oczko do widza, kończąc ten byskotliwy wywód: “To tylko liczby. Nimi nie da się opisać Torunia. Grodu Kopernika”. Bo “Toruń trzeba zobaczyć, dotknąć, poczuć i pokochać”. Jest coraz lepiej: katedra, pomnik Kopernika, katedra św. Janów, Krzywa Wieża, nasz jedyny most drogowy im. Józefa Piłsudskiego. Toruński standard.
Ale za chwilę widzimy Toruń jako “prężnie rozwijający się ośrodek gospodarczy”. Jakaś budowa. No i mistrzostwo świata: dwa tiry mijające się na jakimś przejeździe kolejowym (jeśli dobrze kojarzę został nakręcony przejazd na Szosie Lubickiej, który już nie istnieje), na drodze jednojezdniowej po jednym pasie w każdym kierunku. Tak wyglądają toruńskie arterie dostosowane do europejskich standardów. Ktoś zapyta, po co powstał ten film. Ano po to, żeby promować trzy toruńskie kompleksy nieruchomości: JAR (budownictwo mieszkaniowe, lekki przemysł i usługi), Abisynię (przemysł i logistyka) i teren na rogu ul. Przy Skarpie i Szosy Lubickiej (aquapark, rekreacja). Choć w filmie mówi się o sprawach już nieaktualnych np. fiaskiem zakończyły się starania o Europejską Stolicę Kultury, jest on wciąż aktualny. W przypadku promowanych w nim terenów inwestycyjnych niewiele się zmieniło. Na JAR-ze zdecydowały się zainwestować lokalne firmy, których raczej nie skusił ten filmik. Abisynia to nadal inwestycyjna pustynia, która wciąż chyba czeka na uzbrojenie, a na placu cyrkowym w najlepsze szaleją stada wielbłądów lub diabelskie młyny. Przyznam jednak, że oferta została pokazana dość atrakcyjnie. Jak w Matriksie. “Podejmij wyzwanie razem z nami. Zainwestuj w Toruń, jeden z siedmiu cudów Polski”.
Jak nie promować miejskich inwestycji? Na to pytanie odpowiada wyczerpująco ostatni film, który chcę Wam pokazać.
Już samo logo, które wita widza, wygląda jak tramwaj w kształcie parówki lub też – jak kto woli – parówka w kształcie tramwaju (niepotrzebne skreślić). Ale dalej jest jeszcze lepiej. Obowiązkowa mapa Polski. Zbliżenie. Szmery, bajery. Dynamiczna muzyka. Między Toruniem a Bydgoszczą płyną “pozytywne” impulsy. W końcu pojawiają się bohaterowie. Dwie panie i dwóch panów. Scenariusz jest prosty. Pani nr 1 i Pan nr 1 umawiają się na randkę. Ona jest z Bydgoszczy, on z Torunia. No i wyruszają w podróż. Pal licho jakość filmu, efekty specjalne. Z wiadomego powodu odpuszczę sobie ich komentowanie. Wrócmy jednak do bohaterów. Pan nr 1 jedzie ze Starówki tramwajem na dworzec… Toruń Miasto. Niesamowite! Z buta dojdzie tam w 10 minut.
Druga para to zapewne studenci. Wsiadają do innego tramwaju. Ona jedzie na zakupy do Toruń Plaza, on – na zajęcia do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Dowód? Zobaczcie sobie na rozkład jazdy na elektronicznym wyświetlaczu.
Wszystkie szczegóły są dograne. I te toruńskie drapacze chmur, które tak bezlistośnie drapią chmury, że miasto pogrąża się w bezchmurnej aurze. Czy nasze kompleksy sięgają aż do chmur? Warto zwrócić uwagę na grę aktorów. Te kocie gesty, ta mimika. Z jaką gracją pan nr 1 testuje miękkość tramwajowego fotela, jak pani w ciąży zajmuje pół kadru, jak urodziwy grubasek wycięty z fotografii podskakuje uroczo na torach. Piękna historia. Czułe pocałunki na pl. 18 stycznia i niknące w oddali sylwetki machające dłońmi. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy: na zakończenie projektu BiT City.






















