3 kwietnia. Godz. 15. Posiedzenie komisji rewizyjnej toruńskiej rady miasta. Dyskusja nad protokołem pokontrolnym dotyczącym przygotowania do budowy sali koncertowej na Jordankach.
Krystyna Dowgiałło, radna PO, przewodnicząca komisji rewizyjnej rady miasta, szefowa zespołu, który kontrolował przygotowania do budowy sali koncertowej: Na podstawie dokumentacji stwierdzono, że w załącznikach do konkursu specyfikujących oczekiwania zamawiającego dotyczących charakterystyki sali koncertowej w jednym z punktów dotyczącym zmiennej akustyki znalazł się zapis „czas rewerbalizacji, czyli pogłosu przy funkcji koncertowej co najmniej 2 sekundy”, co sugeruje, że im dłuższy czas, tym lepszy. W opinii pana inż. Jerzego Gumińskiego z 28 stycznia 2008 r. znajduje się informacja „dla sal koncertowych zaleca się 2, maksimum 2,1 sekundy pogłosu”. W kolejnym punkcie znajduje się zapis „scena o szerokości 30 m, wysokości 20 m, głębokość według wymogów teatralnych”. Tak nieprecyzyjny zapis daje prawo projektantowi do dość swobodnej interpretacji oczekiwanej głębokości sceny. Ponadto projektant zmniejszył parametry do 20 m szerokości i 15 m wysokości. Przy czym można uznać, że projektant oparł się o zapis jednego z załączników dokumentacji konkursowej, gdzie w jednej z tabeli powierzchnie użytkowe poszczególnych pomieszczeń wraz z określeniem ich funkcji sceny koncertowej wraz z proscenium wpisano „scena główna o szerokości nie mniej niż 20 m, o wysokości ok. 15 m”. Z opinii zespołu oceniającego projekt prowadzonego przez Wojciecha Zagułę przekazanej 2 grudnia 2008 r. wynika, że zaprojektowane przez projektanta rozwiązania dotyczące akustyki, stanowią istotny mankament i projekt nie nadaje się do realizacji bez ich korekty. Ponadto w opinii wskazano na cały szereg elementów niezbędnych do prawidłowej realizacji zaplanowanych funkcji, a nieuwzględnionych przez projektanta. Wniosek kontroli. Dokumentacja dotycząca tak poważanego i kosztownego przedsięwzięcia, jakim jest wielofunkcyjna sala koncertowa, a w szczególności w części dotyczącej właściwości funkcjonalno-użytkowych przed ogłoszeniem (Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia – SIWZ – przyp. WG) powinna zostać poddana krytycznej ocenie niezależnego zespołu eksperckiego. Czy mają Państwo jakieś pytania?
Jarosław Beszczyński, szef prezydenckiego klubu Czas gospodarzy: Materia tego obiektu jest złożona.
Dowgiałło: Bardzo i dlatego uważamy, że powinien być do niego koreferat do SIWZ (Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia – przyp. WG).
Beszczyński: Jasna sprawa. Teraz już zapomniałem, o czym mam mówić.
Dowgiałło: Szkoda.
Beszczyński: Szkoda. Dziękuję, że dała mi Pani dojść do głosu. Pani przewodnicząca. Materia jest bardzo skomplikowana. Pewnie można by to z dziesięć razy czytać i niewielu z nas jest w stanie jakieś takie rozsądne, moim zdaniem, wnioski wyciągnąć. Uważam, że wnioski z tej kontroli są krótkie. Za krótkie. Nie uwzględniają tego, że naprawdę wiele dobrej roboty w to włożono. I…
Dowgiałło: (śmiech)
Beszczyński: Co?
Dowgiałło: Proszę kontynuować. Ustosunkuję się jako przewodnicząca zespołu kontrolnego na koniec. Ale to zabawne.
Beszczyński: Dla mnie też niektóre rzeczy są zabawne, ale nie zawsze to komentuję.
Dowgiałło: Ja nie skomentowałam, tylko po prostu się nie powstrzymałam.
Beszczyński: Na razie tyle. Dobrze.
Dowgiałło: Dobrze.
Beszczyński: Krótko było i dość chłodno, tak?
Dowgiałło: Tak.
Jacek Kowalski, szef klubu PiS: We wniosku z kontroli jest napisane, że „przed ogłoszeniem powinna zostać poddana krytycznej ocenie niezależnego zespołu eksperckiego”. Kto był w poprzednim zespole z imienia i nazwiska? I jak ten niezależny zespół ekspercki miałby wyglądać? Przez kogo miałby zostać powołany?
Dowgiałło: Przez prezydenta Torunia. To jest dla mnie jasne.
Kowalski: A kto uczestniczył w poprzednim zespole?
Dowgiałło: Ja nie mam pojęcia, jaki był zespół, bo miasto nie utworzyło zespołu do napisania SIWZ. W całej dokumentacji, z jaką się zapoznaliśmy, to mamy taką sytuację, że prezydent zwraca się do dyrektora Baja Pomorskiego (Zbigniewa Lisowskiego – przyp. WG), żeby określił, jak powinny wyglądać warunki sceny. Na co dyrektor Baja Pomorskiego pisze, że nie czuje się kompetentny i wysyła mu ekspertyzę inż. Gumińskiego. Prezydent nie powołał zespołu do napisania SIWZ, zlecił jego napisanie i ogłoszenie konkursu Stowarzyszeniu Architektów Polskich, czyli powierzył to osobom kompetentnym. Gdybym ogłaszała ten konkurs, po opracowaniu dokumentacji przez SARP, nie dopatrując się złej woli, poddałabym ją krytycznej ocenie, żeby mieć 100 proc. pewności, że SARP w sposób prawidłowy ją przygotował. Jest zasada podwójnych oczu w niektórych przypadkach. Wydając więcej na ekspertyzę, można uniknąć nadmiernych kosztów na etapie realizacji, żeby nie przyjąć gniota. Najlepszym dowodem, że gniot został przyjęty i znalazł się jako ogłoszenie przetargowe to to, że ja oraz kolega i koleżanka z komisji, czytając wnikliwie dokumenty, wypatrzyliśmy podstawowe błędy. W tej samej dokumentacji raz się pisze, że scena ma mieć 20 m szerokości, a raz, że 30 m, raz, że 15 m wysokości, a raz że 20 m, w różnych załącznikach. Pisze się też, że głębia sceny ma zostać zaprojektowana „według potrzeb teatralnych”. A inne potrzeby ma mała scena i duża scena. Co to jest „według potrzeb teatralnych”?! Co to jest za stwierdzenie do SIWZ. Następna kwestia: jeśli my jako laicy znaleźliśmy w opinii inż. Gumińskiego dotyczącej kryteriów, jakie ma spełniać sala, tej, którą przesłał prezydentowi dyrektor Baja Pomorskiego jeszcze przed opracowaniem SIWZ, jest wyraźnie napisane, jaki ma być pogłos, maksimum 2-2,1 sekundy, a w SIWZ czytam o co najmniej 2 sekundach pogłosu, to przepraszam uprzejmie, ale kto spieprzył SIWZ!
Kowalski: To skąd my wiemy, że pan Gumiński jest takim…
Dowgiałło: I dlatego warto było sięgnąć po inne ekspertyzy. Marszałek, kiedy dostał dokumentację od miasta, powołał zespół fachowców do oceny projektów. Ten stwierdził, że pogłos jest za długi. Podstawowym zarzutem Urzędu Marszałkowskiego do projektu, jaki trafił do nich, aby zawrzeć umowę, była akustyka. Inż. Gumiński miał więc rację. To komuś z SARP mogło się omsknąć, mógł mu nawet komputer zmienić, zamiast maksimum 2 sekundy, na co najmniej 2 sekundy. A to jest kolosalna różnica. Dlatego w takich przypadkach powołuje się dodatkowego koreferenta, kogoś, kto jeszcze przeczyta i ewentualne literówki i uchybienia wyszuka. I my tutaj jako zespół stawiamy bardzo liberalny wniosek. Nie oczekujemy od prezydenta, że kogoś wbije na pal i urządzi pręgierz na osiołku. My proponujemy, aby na przyszłość przy takich projektach, powinna być zasada dwóch oczu, że jeden pisze, a drugi robi koreferat. Żeby takich wpadek uniknąć. Bo te wszystkie opowieści dziwnej treści, że sala teatralna nagle się pojawiła ni z gruchy, ni z pietruchy, nie znajdują odzwierciedlenia w dokumentach, które czytaliśmy. Bo o parametrach dużej sali była mowa we wcześniejszych dokumentach przez SIWZ. I one na etapie pisania SIWZ gdzieś tam znikły.
Beszczyński: Da mi się pani wypowiedzieć?
Dowgiałło: Panie kolego Jarku, ja bym prosiła, żeby kolega swoje uwagi schował do kieszeni, dlatego że jeżeli odpowiadam koledze radnemu na zadane przez niego pytanie, to chcę to zrobić w sposób wyczerpujący, a nie po to, żeby pan powiedział, że czegoś nie dopowiedziałam. Teraz oddaję głos pytającym.
Beszczyński: Jest pani dla mnie fachowcem, bo zajmuje się pani programami unijnymi. Dużo pani teraz ciekawych rzeczy mówi. Dlaczego sobie pozwoliłem przerwać? Dlatego że chciałem w międzyczasie, bo była pani w zespole, ma to w jednym palcu, przynajmniej dużo więcej wie, więc chciałem w międzyczasie zadawać pytania, a taki długi monolog czasami zapomnę tego, co pani mówiła.
Dowgiałło: Kolega ma laptopa, można zapisać na laptopie, na kartce zapisać można.
Kowalski: Wolno chodzi ten komputer.
Beszczyński: Wydaje mi się, że to, co pani mówi warto przedyskutować na bieżąco niż czekać 15 minut, a później wracać do czegoś.
Dowgiałło: Oddaję głos, bo kolega chciał o co zapytać.
Beszczyński: Ja nie pamiętam dokładanie. Z tego, co kojarzę, to o 5 tys. m sala nam urosła w wyników jakichś rozmów, protestów czy sugestii środowisk.
Dowgiałło: No właśnie nie ma tych protestów. Dokumenty, które nam pokazały wydziały, nie zawierały żadnych pism z protestami odnoszącymi się do pierwszego projektu. Nie ma czegoś takiego. Jest jedynie recenzja Urzędu Marszałkowskiego, która odrzuca ten projekt. Została opracowana przez pracowników marszałka powołanych jako zespół analizujący projekt.
Beszczyński: To kiedy pojawił się ten przyrost o 5 czy 7 tys. m.
Dowgiałło: To proszę spytać wydział inwestycji i remontów. W dokumentach nie ma żadnych podstaw do tego, aby to powstało. Protesty co do sceny były, ale dlatego że w SIWZ były dwa różne parametry podane. To jest sen wariata. To, co potem czytaliśmy w prasie, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Największy zarzut, jaki postawił Urząd Marszałkowski, to była kwestia akustyki sali. Przed śmiercią Marek Wakarecy, który pracował w tym zespole u marszałka, wskazywał, że największym problemem i mankamentem jest akustyka. I to, że te pierwsze pochodzące jeszcze z opracowania inż. Gumińskiego parametry sceny, nie zostały zachowane. One były w fiszce złożonej przez miasto do Regionalnego Programu Operacyjnego. Znalazły się one w dwóch załącznikach do SIWZ: w jednym zgodne z opinią inż. Gumińskiego i fiszką, czyli 30 m szerokości i 20 m wysokości sceny, a w drugim – zaniżone do 20 m wysokości i 15 m szerokości sceny. Projektant posłużył się tymi drugimi i stąd te nieprawidłowe parametry sceny. Tam jeszcze więcej napisane, ale było mi wstyd, aby coś takiego znalazło się w protokole pokontrolnym, bo to kompromituje urząd miasta do bólu. Było napisane, że 15 m wysokości – chyba że konserwator zabytków wyrazi zgodę na 20 m. To takie rzeczy się pisze w dokumentacji konkursowej? To jak wy wyglądacie! To projektant ze świata ma się pytać naszego konserwatora zabytków, czy się zgodzi na 15 czy 20 m, to nie właściciel ustala?!
Romuald Popławski, szef wydziału organizacji i kontroli urzędu miasta: Ale pamięta pani, jaka była awantura o różnicę wysokości o 5 m?
Dowgiałło: Ale w dokumentacji konkursowej się nie pisze, że projektant ma sobie poszukać naszego konserwatora. To my musimy jako właściciel ze swoim konserwatorem się dogadać i już do dokumentacji konkursowej wpisać prawidłowy parametr.
Popławski: To był projekt na 20 m.
Dowgiałło: Ale kochaniutki, ja cytuję dokumenty i na tej podstawie wygrała ta hiszpańska firma i na tej podstawie takich schrzanionych załączników zrobiła projekt. To, jakie mają być parametry sceny, nie wyskoczyło podczas projektowania, one były znane przedtem. Ale projektant oparł się o ten drugi, błędny załącznik i miał do tego prawo. To nasza wina, dyrektora wydziału inwestycji i remontów (Marcin Maksim – przyp. WG), że zaufał, ktoś przecież tę pracę od SARP przyjął. Rozumiem, że ktoś miał do SARP takie zaufanie, że przyjął bezkrytycznie SIWZ, nie przeczytał, nie przeanalizował. Specjalista, jakim jest dyrektor wydziału inwestycji i remontów, nie był w stanie tych błędów znaleźć, które zespół nas, amatorów znalazł, czytając tylko wnikliwie dokumentację. Tu nie ma mojej interpretacji, zero mojego szperania po książkach.
Beszczyński: A nie zaprosiła dzisiaj pani do nas dyrektora Maksima?
Dowgiałło: Przepraszam uprzejmie, ja nigdy nie zapraszam pracowników urzędu miasta. Porządek spotkania jest znany, nie jest to żadna tajemnica, kto chce, może przyjść, a kogo chce pan prezydent, tego przysyła. Natomiast dzisiaj nie musi być dyrektor Maksim, nikt dzisiaj nie musi być z urzędu, bo procedura jest taka, że po przyjęciu sprawozdania zespołu, protokół idzie do prezydenta, który ma prawo do ustosunkowania się do spostrzeżeń zespołu kontrolnego i udzielenia odpowiedzi. Potem my się z nią zapoznajemy jako komisja i albo weryfikujemy zdanie, uzupełniając kontrolę, przyjmujemy uwagi prezydenta i prezentujemy to na sesji rady miasta.
Jakubaszek: Mam jedną wątpliwość. SIWZ przygotowało SARP. Jest to z pewnością grono osób, które mają dużą wiedzę i doświadczenie, o których można powiedzieć profesjonaliści. Jakbym miał jakiś problem, czy to ze zdrowiem, czy natury prawnej, również bym się zgłosił do profesjonalisty, nie szukałbym pomocy u amatora. W mojej ocenie urząd miasta zwracając się do SARP, zwrócił się do profesjonalistów i trudno zakładać, że zespół profesjonalistów przygotował SIWZ niekompletnie, niedokładnie, z pominięciem niektórych kwestii. Trudno mi dyskutować z chirurgiem czy naukowcem z dziedziny biologii, czy jego wnioski i przemyślenia, jego praca jest wykonana w sposób prawidłowy. Zakładam, że jeśli idę do takiej osoby, zlecam wykonanie pracy, to tę pracę wykonuje rzetelnie.
Dowgiałło: Jest takie powiedzenie: ufaj i kontroluj.
Jakubaszek: I z takim założeniem i z dobrą wiarą rozumiem, wystąpił urząd miasta zlecając przygotowanie SIWZ, całe szczęście na etapie kontroli tego wniosku okazało się, że są niedociągnięcia.
Dowgiałło: To nie szczęście, to stało się po fakcie.
Jakubaszek: To jest po fakcie, ale całe szczęście, bo dzięki temu udaje się wprowadzić zmiany, które funkcjonalność tej sali zwiększają, a nie zmniejszają. Więc w mojej ocenie, jak mógł postąpić inaczej urząd miasta.
Dowgiałło: Normalnie tak, jak osoba odpowiedzialna za wydatkowanie pieniędzy postępuje. Jeżeli zamówię projekt architektoniczny na własny dom, ufam architektowi, bo wybieram go z listy np. SARP, ale komuś innemu daję zrobić weryfikację, bo dla mnie wybudowanie domu w skali moich dochodów jest wydatkiem potężnym, który zaciąży na moim życiu ekonomicznym na 20-40 lat. To jest inwestycja w skali miasta porównywalna. Od tego panie radny jest koreferat, żeby ewentualne błędy wychwycić. Bo to jest bardzo poważna sprawa. I teraz pan mówi, że pan się opiera na zaufaniu. Czy nie słyszał pan o błędach lekarskich profesorów medycyny? Czy nie słyszał pan o omyłkach sądowych najlepszych mecenasów, sędziów i prokuratorów? Każdy ma prawo do popełnienia błędu. I chcę wierzyć, że SARP pracował w dobrej wierze, z pełnym zaangażowaniem, ale może mieli kaca albo mieli fantazję, albo nonszalancko podeszli do do przygotowania SIWZ. Dlatego bierze się zawsze koreferenta?
Jakubaszek: Zawsze się bierze koreferenta?
Dowgiałło: Tak, przy dużych kwotach bierze się dodatkowych ekspertów.
Popławski: Ale to marszałek powołał ekspertów.
Dowgiałło: Ale to już było po projekcie, kochany.
Popławski: Ale gdzie? W trakcie, pani przewodnicząca.
Dowgiałło: Dlaczego my prowadzimy kontrolę Jordanek?! Dlatego że opóźnia się w sposób dramatyczny realizacja tego projektu. Gdyby przed publikacją SIWZ, były wyłapane pewne błędy, to one by się w projekcie nie pojawiły. A tak w projekcie pojawiła się za mała scena i zła akustyka sali, co jest wynikiem tak, a nie inaczej napisanego i ogłoszonego SIWZ.
Popławski: Ja pani przewodnicząca przepraszam, mnie to jest ogromnie przykro, bo dziś przy tej dyskusji powinien…
Dowgiałło: Ale to trafi przecież do prezydenta.
Popławski: Dzisiaj powinien być tu ktoś, kto byłby tym… O ile dobrze pamiętam losy tego projektu. Nie jestem ekspertem, nie chciałbym się tutaj wypowiadać. Państwo macie dużo większą wiedzę. Macie tę wiedzę zdobytą na dokumentach. O ile dobrze pamiętam, to projekt został skonstruowany. Przekazane założenia tego projektu do projektanta. Projektant poczynił wstępne założenia do tego projektu. Pojawiła się gdzieś ta bryła architektoniczna, o której mówiliśmy. Ona miała pierwotnie wysokość ok. 20 m, ale została oprotestowana przez środowisko konserwatorów, zdaje się przez ekspertów, takie uznane sławy i potem stąd pojawiło się to stwierdzenie, że nie może przekraczać określonego poziomu 15 m.
Dowgiałło: Ale te 15 m nie dotyczy bryły, tylko sceny.
Popławski: Ale scena jest wpisana tam… I potem pan marszałek, który był koreferentem w tym miejscu, o czym pani przewodnicząca nie powiedziała.
Dowgiałło: Ale był już był na etapie projektu.
Popławski: Po pierwszym wyborze bryły pan marszałek stał się koreferentem tego projektu. Do pewnego momentu, do połowy bodajże konstruowania tego projektu, pan Wojciech Zaguła reprezentował interesy pana marszałka, bo pan marszałek dokładał bardzo dużą ilość pieniędzy do tego, bo 80 mln zł, o ile dobrze pamiętam. Ten projekt szedł w kierunku sala koncertowa bez funkcji teatralnej.
Dowgiałło: W pierwszej fiszce do Regionalnego Programu Operacyjnego była sala teatralna. Proszę mi nie opowiadać takich banialuków. Nie ma ani jednego dokumentu, który mówi o tym, że mu się wycofujemy z funkcji teatralnej. Ona jest w pierwszej fiszce i w każdym następnym dokumencie.
Maciej Cichowicz, radny PO: Z jednej stronie mamy pana Zagułę, który reprezentuje miasto. Jest powołany przez miasto jako ekspert w momencie, kiedy były robione tzw. założenia użytkowe. Oprócz pana Zaguły pojawia się firma Trias, która została wybrana w przetargu i przygotowała założenia. Pojawia się inż. Gumiński, który nie jest osobą zatrudnioną, ale stwarza pewne dodatkowe informacje, które potrafią spiąć ten obiekt. Sala od początku miała być wielofunkcyjna i mieć funkcję teatralną. Pierwszy dokument, który był podstawą do tego, że miasto było zmuszone, do tego, aby tę funkcję zaakceptować, była propozycja wpisu do RPO zgłoszona przez miasto, która została przyjęta przez marszałka i tam była zapisana obligatoryjna wielkość sceny. Jeśli byśmy tego nie spełnili, marszałek, by powiedział szkoda, zbudujecie coś bez 50 mln zł mojego wsparcia, bo mam zapisany takie parametry i nie ma co z nimi dyskutować. Mamy więc sytuację taką, że jest zrobiony konkurs, SARP jest jego organizatorem, a program użytkowy daje miasto, czyli inwestor. W maju 2008 r. mamy SIWZ konkursu, w październiku komisja wybiera jeden z projektów. Są zapisy mówiące, że ten projekt jest najlepszy, ale już komisja konkursowa mówi, że trzeba poprawić akustykę i scenę. Od razu pan Zaguła jako ekspert komisji konkursowej mówi o takich rzeczach, taki protokół jest widoczny. Menis Arquitectos wie o tym, że musi coś poprawić. Trzy miesiące później pojawia się dopiero inż. Gumiński jako ekspert Urzędu Marszałkowskiego, marszałek tworzy swój zespół, który wspiera miasto wokół tego projektu. Od początku wiemy, że jest niespełnionych wiele rzeczy.
Beszczyński: Co pani Jadwiga Oleradzka (dyrektor Teatru Wilama Horzycy – przyp. WG) zmieniła?
Dowgiałło: Nie ma żadnych dokumentów, które by mówiły o tym, że pani Oleradzka coś zmieniła.
Cichowicz: Pani Oleradzka tylko odniosła się do zapisów RPO mówiących o tym, że nie możemy mówić o funkcji teatralnej, którą architekt Fernando Menis traktuje w ten sposób, że dla niego przedstawienie teatralne to jest to, że ktoś przyjedzie i na czterech metrach stworzy dekorację. Odniosła się do tego, że w zapisach RPO było jasno określone, że będą kieszenie sceniczne, jakie będą parametry sceny. Marszałek wykazał dobrą wolę, powiedział, że przedstawi za swoje pieniądze kogoś, kto was będzie wspierał, by wyegzekwować te najlepsze rozwiązania. Ale możecie zrobić też, co chcecie, bo to jest miasto Toruń, natomiast jeśli chcecie dostać wsparcie z RPO, to musicie zrealizować zapisy, które są przyjęte w RPO. I to była podstawa. A że wokół tego zrobiono medialną taką historię, że nagle pani Oleradzka się obudziła, to jest polityka. Moja interpretacja wniosku z tej kontroli jest taka, że komisja konkursowa powinna dołożyć głębszych starań, żeby przed ogłoszeniem samego werdyktu głęboko przeanalizować, czy wszystkie kryteria zostały spełnione.
Dowgiałło: To nie są żadne nowe oczekiwania, to są wytknięte niedociągnięcia projektu, który powstał na bazie schrzanionego SIWZ. I tu jest grzech pierworodny.
Aleksander Rojewski, radny Czasu gospodarzy: Pani przewodnicząca podała dwie różne wartości w załącznikach. Dlaczego projektant nie zwrócił uwagi, że znalazły się tam dwa różne parametry? Nie możemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie zadał sobie takiego trudu?
Cichowicz: Ale nie ma obowiązku, panie radny.
Rojewski: Jak nie ma obowiązku, jeżeli ja projektuję i mam dwie różne wysokości…
Dowgiałło: Ale ja nie mam kompetencji, żeby pytać o to projektanta. Może urząd ma wiedzę o pytaniach składanych przez projektanta w trakcie konkursu.
Rojewski: Pani przewodnicząca w takim razie mam propozycję, żeby poprosić pana dyrektora Maksima…
Dowgiałło: Nie, kontrola się zakończyła.
Rojewski: …żeby na pewne nasze sugestie, ewentualnie niedomówienia odpowiedział.
Dowgiałło: Jak dostanie ten protokół, to będzie odpowiadał. Nasze upoważnienie do prowadzenia kontroli wygasło 31 grudnia i my już nie mamy żadnej kompetencji zadawania pytań w ramach tej kontroli. Możemy tylko przekazać do prezydenta sprawozdanie i służby się do tego odniosą.
Rojewski: Jeśli mamy wątpliwości, że pewnych pytań nie było, to chciałbym usłyszeć odpowiedzi. Jeśli pani przewodnicząca nie jest mi w stanie ich udzielić, to chciałbym je usłyszeć od osoby kompetentnej.
Dowgiałło: Jak ten protokół pójdzie do pana prezydenta, to będzie otwarta ścieżka pytań, bo odpowie nam na ten protokół dyrektor Maksim i może ktoś jeszcze i zawita na komisję rewizyjną. I zadać pytania będzie można na etapie ustosunkowania się urzędu do tego protokołu. A sprawa jest cały czas otwarta. To nie idzie na sesję, ale do prezydenta. Czy są jeszcze jakieś pytania do zespołu kontrolującego? Nie widzę pytań do zespołu kontrolującego.
Jakubaszek: Pięć minutek jeszcze można poprosić przerwy?
Dowgiałło: To jest tak śmieszne, że już śmieszniejsze być nie może. Idźcie skonsultować do pana prezydenta, co macie zrobić. Bardzo proszę.
Jakubaszek: Pani przewodnicząca, ja nie chodzę na przerwach do pana prezydenta. Tylko chcielibyśmy porozmawiać z kolegami jeszcze.
Dowgiałło: Oczywiście, jeśli sobie panowie życzycie, to przerwę dostaniecie, ale chciałbym, abyście zechcieli patrzeć na to merytorycznie, a nie koalicyjnie.
Jakubaszek: Ale właśnie tak patrzymy.
Kowalski: Ale pani przewodnicząca, to że skonsultujemy to z prezydentem, naprawdę było nie na miejscu.
Dowgiałło: Nie?
Kowalski: W życiu nic nie konsultowałem z prezydentem.
Dowgiałło: Niemożliwe.
Kowalski: No proszę.
Dowgiałło: (śmiech)
5 minut przerwy
Beszczyński: Składam wniosek formalny o przesunięcie głosowania na przyszłą komisję. Chcemy jeszcze zadać dodatkowe pytania dyrektorowi Maksimowi. Nie uciekamy od tematu.
Dowgiałło: A co robicie? Ale właściwie nie do końca warto głosować, bo macie większość.
Beszczyński: Chciałbym też złożyć wniosek, abyśmy na następnej komisji wysłuchali opinii ekspertów.
Dowgiałło: A jak ja mogę ich zmusić, żeby do nas przyszli.
Beszczyński: Nikt nikogo nie zmusi.
Dowgiałło: To jest wniosek za daleko idący. Komisja rewizyjna ma swoje kompetencje. Może sobie zaprosić pracowników urzędu i to jest wszystko.
Beszczyński: Nie możemy nikogo spoza?
Epilog. Ostatecznie zgodnie ze statutem gminy protokół pokontrolny nie musiał być głosowany, by trafić dalej – do prezydenta Torunia. Teraz prezydent ma czas na przedstawienie uwag do protokołu, które trafią do komisji rewizyjnej. Wówczas będzie czas na uwagi, pytania czy poprawki członków komisji rewizyjnej i ostateczne głosowanie. Następnie protokół pokontrolny trafi pod obrady rady miasta, która go przyjmie bądź nie.